Forum.nieśmiałość.net
Dobra strona wszystkich, którzy odczuwają nieśmiałość

O leczeniu - Demoniczna Pewnośc Siebie

Rossoneri - 27 Listopad 2010, 11:58
Temat postu: Demoniczna Pewnośc Siebie
INFO OD MODERACJI: zanim zaczniesz realizować ten program, przeczytaj relację z punktu widzenia... kobiety którą napotkał koleś wykonujący ćwiczenia:
http://forum.niesmialosc....p=147222#147222
------------------------------------------------



DC - Demonic Confidence oznacza Demoniczną Pewność Siebie.


Mamy tu do czynienia z misjami na 21 dni.
UWAGA!
JEZELI KTOŚ MA ZAMIAR POWAŻNIE BRAĆ SIĘ ZA SWĄ PEWNOŚĆ SIEBIE NIECH NIE CZYTA CAŁEGO ARTYKUŁU!WEDŁUG PROGRAMU NAJEFEKTYWNIEJSZY TRENING BĘDZIE WYŁĄCZNIE WTEDY, GDY NIE WIEMY, CO NAS CZEKA NASTĘPNEGO DNIA. JEŚLI CHCESZ ZACZĄĆ MISJE TERAZ - CZYTAJ TYLKO TO, CO DOTYCZY DNIA, W KTÓRYM AKTUALNIE ROBISZ MISJE



WERSJA DLA PANÓW
(poniżej dla Pań :) )


DZIEŃ 1

MISJA PRAKTYCZNA: Przez 30 minut podchodzimy do kobiet (PRZYNAJMNIEJ 1 NA MINUTE), bez zegarka, bez komórki, pytamy się o to, jaka jest godzina. Pytamy się łącznie przynajmniej 30 kobiet. Dla tych, którzy boją się podejść do kobiet, albo w ogóle boją się podejść nawet w takim celu : podchodźcie do każdego. (robimy to przez 30 min, godzinne, półtora, dwie - ALE NIE WIĘCEJ).

Po zrobieniu pierwszej misji, mamy napisać wszystkie bariery, które nam towarzyszyły podczas robienia misji (listę tą należy aktualizować). Lista ta będzie potrzebna później - będziemy się starali wyeliminować każdy z wymienionych tam excusów.





DZIEŃ 2

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzimy do przynajmniej 30 kobiet z widocznym zegarkiem, albo komórka w ręce.

Uzupełniamy listę o wszystkie możliwe bariery, jakiem możemy napotkać podczas podejścia, jak i przy samych rozmowach z kobietami.
W liście, przy każdej z tych barier odpowiadamy na pytanie : "dlaczego tak myślę?", oraz "przed czym mnie to powstrzymuje?".
Robimy druga listę, w której opisujemy, jakim jesteśmy według tej pierwszej listy człowiekiem.





DZIEŃ 3

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzimy do przynajmniej 30 kobiet, które są w parze z jakimś facetem, z widocznym zegarkiem/komórką w ręce, i pytamy o godzinę.

Wypisujemy nasze przekonania wobec kobiet.




DZIEŃ 4

MISJA PRAKTYCZNA: Pytamy się przynajmniej 30 kobiet o pocztę.

Do listy, gdzie zapisaliśmy nasze bariery, przy każdym podpunkcie piszemy, jak chcemy się jej pozbyć.
Piszemy listę z wszystkimi przekonaniami, których nie posiadasz, a chcesz osiągnąć, gdy rozmawiasz albo podchodzisz do kobiety.
Bazując się głównie na tej liście, spisujemy wszystkie cele, zachowania, przekonania, i zamiary, które chcemy osiągnąć robiąc ten kurs (musimy być świadomi tego, co chcemy osiągnąć).




DZIEŃ 5

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzimy do przynajmniej pierwszych 30 kobiet i mówimy jakiś "nieseksualny" komplement.

Najpierw robimy listę, która nam uświadomi, że nasze bariery są zupełnie nieuzasadnione, i lista, którą zrobiliśmy wczoraj prezentuje dużo sensowniejsze argumenty





DZIEŃ 6

MISJA PRAKTYCZNA: Wbijając sobie uczucie do głowy "strach" pytamy się 30 kobiet o pocztę.

Patrząc na listę "co nasze bariery mówią o nas", do każdej z rzeczy tam opisanych tworzymy afirmację w stylu "zmieniam moje przekonanie, że ...(cecha)...
Bierzemy dodatkowe 30 min i używamy afirmacji podczas misji : “możesz u siebie wzbudzić absurdalny strach, kiedy tylko chcesz".
Zapisujemy nasze doświadczenia ze strachem.




DZIEŃ 7

MISJA PRAKTYCZNA: Pytamy się 30 kobiet o czas, wyobrażając sobie gorący, pasjonujący, namiętny seks z nimi.

Bierzemy dodatkowe 30 min i pytamy się, tak jak poprzednio o czas stosując afirmację : "czujesz się na prawdę pobudzony pytając kobiety o czas".
Zapisujesz swoje doświadczenia z pożądaniem : obrazy, uczucia, dźwięki.




DZIEŃ 8

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzimy do 30 kobiet z pytaniem o pocztę/czas, czy z komplementem, wywołując przy tym uczucie podniecenia.

Po zrobieniu ćwiczenia bierzemy dodatkowe 30 min, i robimy te ćwiczenie stosując afirmację:"czuję wielkie Podniecenie, kiedy podchodzę do kobiety".
Zapisujemy nasze doświadczenia z Podnieceniem.




DZIEŃ 9

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzimy do kobiet zmieniając w sobie te 3 stany tak długo, aż dojdziemy do wniosku, ze nie ma właściwie miedzy nimi żadnej różnicy.

Piszemy grafik postępów i zmian, które w nas nastąpiły.




DZIEŃ 10

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzimy do 30 kobiet nie ukazując żadnych emocji, i nie robiąc sobie żadnych nadziei.

Zapisujemy zmiany, jakie się pojawiły w naszym oryginalnym celu.
Zapisujemy nowe bariery.
Zapisujemy zmiany naszych przekonań wobec kobiet.
Piszemy nowe afirmacje bazując się na tych trzech nowych listach.




DZIEŃ 11

MISJA PRAKTYCZNA: Idziemy do miejsca, gdzie będziemy narażeni na przebywanie wśród atrakcyjnych kobiet, i przez dwie godziny nie zwracamy na nie uwagi.

Robimy afirmacje do dzisiejszej misji.




DZIEŃ 12

MISJA PRAKTYCZNA: Idziemy zjeść najbardziej obrzydliwe danie, jakie na oczy widzieliśmy.

Robimy afirmacje do dzisiejszego dnia.
Koniec z masturbacją i filmami erotycznymi.




DZIEŃ 13

MISJA PRAKTYCZNA: Idziemy do miejsca gdzie znajdują się atrakcyjne kobiety (najlepiej do klubu striptizowego) i olewamy wszystkie kobiety na sali.

Robimy afirmację do dzisiejszego dnia.




DZIEŃ 14

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzimy do kobiet przez 30min do 2 h wyobrażając sobie, ze nie pociąga nas seksualnie.

Od teraz notujemy wszystkie zmiany, jakie u nas zaszły (porównanie z początkiem).
Robimy nowa sekcje w dzienniku, gdzie notujemy wszystkie rozwiązania pozwalające nam przebrnąć przez kolejne dni.
Bierzemy dodatkowe 30 min na afirmacje.




DZIEŃ 15

MISJA PRAKTYCZNA: Idziemy do kawiarni, później do miejsca gdzie nie sprzedają kawy, i pytamy się kobiet, czy by nie miały ochoty się z Tobą napić kawy. Jeśli się zgodzi - odmawiamy.




DZIEŃ 16

MISJA PRAKTYCZNA: Idziemy do kawiarni, i pytamy się kobiet, czy nie miałyby ochoty się napić z nami kawy tak długu, aż jakaś się zgodzi. jeśli sie zgodzi, pijemy z nią kawę, prowadząc rozmowę na stopie koleżeńskiej, po czym odchodzimy.




DZIEŃ 17

MISJA PRAKTYCZNA: Pytamy się atrakcyjnych kobiet o kawę aż do momentu, gdy któraś sie zgodzi. Idziemy z nią na kawę, tylko tym razem pokazujemy jej nasze zainteresowanie.




DZIEŃ 18

MISJA PRAKTYCZNA: Podchodzisz do kobiet mówiąc im wprost, że Ci się podobają, i chcesz je lepiej poznać. Minimum 30 podejść.




DZIEŃ 19

MISJA PRAKTYCZNA: Przez cały dzień pytasz się wszystkich kobiet, czy nie chciałyby z tobą uprawiać teraz gorący, namiętny sex, jeśli powiedzą nie, proponujesz im inny termin.




DZIEŃ 20

MISJA PRAKTYCZNA: Przechodzisz wszystkie ćwiczenia od pierwszego do 19 jeszcze raz. Za każdym razem zarzucasz sobie odpowiednie afirmacje. Robisz łącznie 3 cykle.




DZIEŃ 21

MISJA PRAKTYCZNA: Zastanów się, jak mocno się zmienił twój cel od pierwszej misji, jeśli to konieczne wprowadź nowy i zacznij go realizować
-zastanów się, jakie kiedyś były, a jakie są teraz twoje przekonania na temat kobiet
-zastanów się, jakie bariery jeszcze stoją na twojej drodze, i staraj się je wyeliminować
-zacznij wypracowywać swój własny styl, z którym będziesz się czul komfortowo
-zacznij wprowadzać swój styl w życie, testując dzisiaj pierwsza rzecz na 30 kobietach.

[ Dodano: 27 Listopad 2010, 12:02 ]
WERSJA DLA KOBIET


Program składa się z 10 misji trwających od 30 do 120 minut. Każda misja to jeden dzień. Misje polegają na tym, że co dzień podchodzisz do nieznajomego mężczyzny i rozmawiasz z nimi. Każdego dnia zadajesz inne pytania.

Program musisz wykonywać codziennie przez 10 dni. Jeżeli opuścisz jakikolwiek dzień musisz zacząć od początku. Najpierw ustal sobie realistyczny cel jaki chcesz osiągnąć. Na przykład „Po ćwiczeniu będę w stanie bez problemu poderwać faceta” -pamiętaj, że cel musi być realistyczny.

Okay, zaczynajmy:

Misja dzień 1: Przez 30 minut zaczepiaj nieznajomych mężczyzn i pytaj o godzinę. Jeśli któryś z mężczyzn powie Ci zły czas, zwróć mu na to uwagę, powiedz „Mężczyzna, którego pytałam wcześniej powiedział, że jest…”. Musisz mieć ściągnięty zegarek i wyłączony telefon. Powinnaś zaczepić 30 mężczyzn, jeden na minutę. Jeśli masz więcej czasu lub chęci, to podchodź i pytaj większą ilość mężczyzn. Pamiętaj jednak by nie trwało to dłużej niż 2h.

Misja dzień 2: Dzisiaj robisz to samo co pierwszego dnia. Jedyna różnica jest taka, że pytasz mężczyznę o godzinę, mając zegarek na ręce. Chodzi o to, by dać mu do zrozumienia, że jesteś nim zainteresowana.

Misja dzień 3: Tego dnia robisz dokładnie to samo co poprzedniego, z tą różnicą że nie pytasz już samych mężczyzn, ale pary -konkretnie mężczyznę w danej parze. 30 par, co najmniej jedna na minutę.

Misja dzień 4: Zatrzymujesz przypadkowych mężczyzn i prawisz im komplementy. Mówisz np.: „Przepraszam, chciałabym Ci tylko powiedzieć, że masz świetne buty”, „Gdyby mój partner miał takie bicepsy, byłabym w siódmym niebie”. Na tym poziomie nie ma znaczenia atrakcyjność mężczyzn – liczą się tylko liczby.

Misja dzień 5: W dzisiejszym dniu podchodząc do nieznajomych możesz wybrać, czy powiedzieć komplement, zapytać o miejsce, czy o cokolwiek innego. Podczas pytania, musisz stwórz w sobie ogromną ciekawość i podniecenie na temat -jaka będzie ich reakcja.

Misja dzień 7: To misja z serii „Nie zwracaj uwagi na atrakcyjność seksualną płci przeciwnej” tyle że miejscem, w którym musisz to robić jest pub ze striptizem męskim – jeżeli takowy jest w Twoim mieście. Jeżeli nie masz możliwości pójścia do takiego klubu to idź na basen gdzie jest dużo nagości. W ostateczności powtórz misję w której przez cały dzień nie zwracasz uwagi na płeć przeciwną. Chodzi o to że musisz coś zrobić w tym dniu – nie może być przerwy.

Misja dzień 8: Podchodzisz do przystojnych mężczyzn z nastawieniem jakby w ogóle nie byli atrakcyjni. Traktuj ich jak roboty. Pytaj ich o godzinę lub jakieś miejsce.

Misja dzień 9: Dzisiaj zaczepiasz nieznajomych mężczyzn i zapraszasz ich na kawę. Jeżeli ktoś się zgodzi, to mówisz do niego „że nie teraz, bo jesteś umówiona i że możecie się wymienić numerami telefonu i zadzwonisz później” – jeżeli dostaniesz numer telefonu to od razu go wyrzucasz albo kasujesz.

Misja dzień 10
: Dzisiejszego dnia zaczyna się zabawa. Misja polega na pójściu do kawiarni i zapytaniu osobnika przeciwnej płci czy możesz się dosiąść i napić z nim kawy. Do zaliczenia misji potrzebna jest tylko jedna osoba która się zgodzi. Jeżeli pierwszy facet Ci odmówi, idziesz do następnego stolika, aż w końcu ktoś się zgodzi. Pij kawę normalnym tempem i nawiąż konwersację, jak wypijesz, podziękuj i wyjdź.

***

To już cały program treningu odwagi. Program ten potrafi zdziałać cuda. Staniesz się inna kobietą, zyskasz odwagę, a świat mężczyzn stanie przed Tobą otworem.

Zanim jednak zabierzesz się za uwodzenie, odpowiedz szczerze na pytanie. Czy jesteś kobietą zadbaną? Jeśli nie, natychmiast weź się za siebie. Nie wykręcaj się brakiem czasu. Umów się na wizytę do kosmetyczki i fryzjera. Zrób profesjonalny makijaż, zmień styl i dobierz odpowiednie perfumy. Kobieta z natury jest piękna. Twoim zadaniem jest to piękno wydobyć.

Marti - 27 Listopad 2010, 13:16

Przerabiałem to i poległem po dwóch dniach:P.
Raz omal nie uderzyłem do tej samej dziewczyny:).
Zaobserwowałem głównie 3 różne reakcje na to pytanie i tyle. Po 10 podejściach było łatwiej i się podchodziło z automatu. Następnego dnia format i tak samo trudno było;p.

To trzeba codziennie, a ja w weekendy odpadam więc nici z programu.

PS: dzień 19 rządzi:P:P.

Rossoneri - 27 Listopad 2010, 14:22

Ja też póki co odpadam.Z tego względu że w moim miasteczku mało się ludzi przewija jak jest zimno i szkoła. Zamierzam zrealizować DC dopiero po maturach gdy będę miał całe dnie wolne. Póki co zamierzam zwiększać swoją pewność siebie głównie po przez ćwiczenia fizyczne. Zakupiłem w tym celu rowerek i szczerze powiem że mając ten licznik i te sprawy to motywuje do pobicia swojego rekordu. Trzeba by też się jakoś zmoywować do treningu klaty i brzucha.
Wracając do tematu czytałem bardzo wiele o tym DC różne opinie i ludzie radzili żeby z jakąś zaufaną osobą robić te zadania - wiadomo razem raźniej.
Wrzucę na forum jeszcze artykuł " Gra.Szalony zdobywca" - trudniejsze od DC ale myślę że może się komuś przydać.

OreTestUser2 - 27 Listopad 2010, 22:55

Cytat:
DZIEŃ 20

MISJA PRAKTYCZNA: Przechodzisz wszystkie ćwiczenia od pierwszego do 19 jeszcze raz. Za każdym razem zarzucasz sobie odpowiednie afirmacje. Robisz łącznie 3 cykle.


a pózniej pokazuja Cię w Tv cyt: nastepny uwodziciel kobiet namierzony, dyskretny i spokojny, uwodził z premedytacja , rozkochiwał i sypiał z wieloma kobietami. Dopóki nie wyszło na jaw że jedna z kobiet jest nosicielką...(oby tylko dziecka) ...

przypomniało się mi coś nooo : http://www.youtube.com/watch?v=JLRWyHAGsaI

:oops: głupi ten kawałek (takie moje skojarzenie z tym 20 punktem :PPPP )

Rossoneri - 27 Listopad 2010, 23:31

Cytat:

a pózniej pokazuja Cię w Tv cyt: nastepny uwodziciel kobiet namierzony, dyskretny i spokojny, uwodził z premedytacja , rozkochiwał i sypiał z wieloma kobietami. Dopóki nie wyszło na jaw że jedna z kobiet jest nosicielką...(oby tylko dziecka)


od DC do PUA daleka droga...

Hiawatha - 27 Listopad 2010, 23:45

Moim skromnym zdaniem te zadania są niepoważne. Np z tą kawą - idziesz na kawę ale nie idziesz... Tak samo jak mówisz, że chcesz kogoś poznać a nie chcesz. Dzień 19 to trudno skomentować. Właściwie autor nie napisał co, jeśli dziewczyna odpowie tak. :mrgreen: Nie wspominając o tym, że to po prostu jest głupie i powiedziałbym niekulturalne. :roll:
Rossoneri - 27 Listopad 2010, 23:56

Właśnie o to w nich chodzi żeby były "nie poważne" również nie chodzi o to byś kogoś poznał tylko nabrał doświadczenia... Owszem 19 jest niekulturalna a ile razy słyszałeś jak jakiś typ gada jakieś podobne chamstwa ? Za pewne wiele razy. Osobiście zamierzam przejść wszystkie zadania gdyż czytałem na różnych forach wątki dotyczące DC i wiele osób chwaliło ten kurs. A poza tym tonący chwyta się wszystkie. Bo nie zamierzam przespać całego życia a potem obudzić się z ręką w nocniku. Trzeba próbować wszystkiego :)
Hiawatha - 27 Listopad 2010, 23:59

Co takiego właściwie chcesz osiągnąć? Z powodu braku pewności siebie nie marnuje się życia.

Jeszcze coś - na żywo ani razu nie słyszałem by jakiś typ tak mówił.

Rossoneri - 28 Listopad 2010, 00:08

Co chcę osiągnąć? Powiedzmy że chcę być jak większość moich znajomych. Nie chcę się stresować w sytuacjach z którymi inni nie mieli problemu i wiele wiele innych.
Nie wiem jak dla Ciebie ale dla mnie główną rzeczą która mi marnuje życie jest nieśmialość
a u mnie wynika ona głównie z braku pewności siebie.

Cytat:
Jeszcze coś - na żywo ani razu nie słyszałem by jakiś typ tak mówił.

A ja żyję w takim środowisku że często słyszę podobne rzeczy.

Hiawatha - 28 Listopad 2010, 00:21

Lepiej być nieśmiałym niż mieć elementy fobii społecznej. Wtedy to nie działa, tylko dodaje stresu. O ile w ogóle taka osoba w to zagra.

Moja skromna izolacja wynika z bardziej złożonych rzeczy. Jeśli się uparcie czegoś podejmę to zrobię to. Później natomiast i tak wszystko będzie po staremu.

Najgorsze jest co innego. Mam wrażenie że wszystko co robię jest nieudolne, zresztą nieraz słyszałem że tak właśnie jest. Skoro robię nieudolnie i czasami nawet ktoś się pośmieje i mi zwróci uwagę to lęk wydaje się być uzasadniony. Nie sądzę by wypełnienie tych misji mi jakkolwiek pomogło.

Rossoneri - 28 Listopad 2010, 00:29

Przecież nieśmiałość może się przerodzić w fobie ?

Osobiście kiedyś bylem bardziej nieśmiały niż obecnie.Czerwieniłem się i pociłem podczas rozmowy telefonicznej ! O zagadaniu do jakiejś dziewczyny nie było mowy. Jednak gdy rozpocząłem pracę nad sobą( odpowiednia mowa ciała ,ćwiczenia fizyczne) jest dużo lepiej. Czerwienienie znikło, ostatnio zdarza mi się zagadać a nawet umówić - chodź tu póki co porażki. Ale wierzę że będzie tylko lepiej :)

[ Dodano: 28 Listopad 2010, 00:36 ]
Cytat:
Najgorsze jest co innego. Mam wrażenie że wszystko co robię jest nieudolne, zresztą nieraz słyszałem że tak właśnie jest.

Nie daj sobie wmówić że tak jest! To że jesteś nieśmiały też Ci wmawiano ( tak samo jak i mi) od dziecka. I Co jesteśmy nieśmiali ;p
Nie tylko ty masz taki problem wiele razy padały takie słowa z ust moich rodziców chodź tu jest paradoks bo jak się okazało robili to by mnie zmotywować do tego żeby robić coś lepiej jednak miało to całkiem odmienne działanie. Raz po prostu nie wytrzymałem i po prostu powiedziałem o tym- tak by można było to ująć... I pomogło. Już nie ma głupiego gadania.


Cytat:
Skoro robię nieudolnie i czasami nawet ktoś się pośmieje i mi zwróci uwagę to lęk wydaje się być uzasadniony


Nie po prostu powinieneś olać to że ktoś tam się z ciebie śmieje.
Osobiście mam to gdzieś - tyle raz z siebie kretyna zrobiłem...

Hiawatha - 28 Listopad 2010, 00:45

Mnie już również nie dotyczy czerwienienie czy inne tego typu rzeczy. Chociaż jak nie wiem co powiedzieć to i tak nie będę wiedział co powiedzieć. Nie wiedząc jak się zachować i tak po przejściu tych questów się niczego nie dowiem. Dlaczego nie pójdę na spotkanie forumowe? Ponieważ to nie ma sensu, ludzie uciekają już na uniwersytecie, czemu tu ma być wyjątek? Oberwę jak zawsze... Nie wiem, może to już depresja że nie widzę w tym wszystkim sensu?

To też nie jest tak, że miałem złe nastawienie. Zaczynałem studia, na wiele liczyłem, wręcz sobie myślałem, że będzie inaczej. Wszystkie moje działania przynosiły zero skutku. Nie chodzi tu o dziewczyny nawet. Jakoś tak zostałem z jednym kolegą, którego na dodatek znałem wcześniej. Czy widujemy się poza zajęciami? - nie. Jestem po prostu sam.

Jeszcze takie jedno ciekawe spostrzeżenie. Właściwie to nie mam przed kim się przełamywać, natomiast mam przed czym. Bardziej śmiały w stosunku do osób nie muszę być, właściwie tak jest ok. Wróćmy do tego spotkania forumowego. Co może być źle:

1. Nie mam pojęcia jak zareaguję gdy spotkam kogoś znajomego (a z wieloma rozmawiałem więc mają jakieś zdanie o mnie). Pół biedy jeśli to Ci lepsi koledzy, ale jak jacyś luźniejsi i bardziej wredni to znając życie będą się nabijać przy mnie. Jeszcze dobrze jak tylko jeden taki, ale jak gromadka to już masakra.

2. Kiedyś odmawiałem kolegom takich spotkań bo się bałem. Dzisiaj już bym nie odmówił. Czułbym się źle spotykając znajomych podczas spotkania forumowego. Powinienem był najpierw z nimi się spotkać. Niestety kontakty się pourywały w większej mierze.

3. Niech np mama czy brat się dowie, że zamiast spotkać się z kolegami chodzę na spotkania z ludźmi z niesmialosc.net. Czuję ten śmiech mamy i głupie komentarze. Więcej niż pewne.

4. To samo tyczy się bardziej złośliwych kolegów. Plotki szybko się rozchodzą, już się o tym przekonałem. Powinienem się tym nie martwić, ale to nie pomaga.

5. Matka uwielbia mnie pilnować. Zna mój grafik na pamięć. Nie wyjdę z domu nie mówiąc gdzie idę. Mogę rzecz jasna powiedzieć do kolegi tylko... właśnie, do jakiego kolegi? Od kilku lat nie chodzę do żadnego kolegi, poza jednym którego rodziców mama zna.

6. Po co w zasadzie kłamać, by jeszcze bardziej się stresować?

7. ...o ten punkt pytaj prywatnie. Na forum nie napiszę.

Myślę, że jest jasne to że właściwie nie boję się forumowiczów. Wszystko mi jedno z kim pogadam itd. Natomiast to wszystko wyżej sprawia mi taki lęk, że ja chyba już wolę podziękować i się nie stresować. Tym bardziej, że jak kogoś poznajemy to stres jest chwilowy, a jak poleci opinia w eter to można nerwowo nie wytrzymać i skutek będzie taki, że jeszcze bardziej się zamknę. Gdybym mieszkał sam i znał bym kilka osób (mama jest na tyle otwartą osobą, że całą dzielnicę zna przez co i mnie kojarzą) to byłbym pierwszy na takim spotkaniu.

No i jak tu się przełamać? Pójść a później się stresować przez długi czas? Postaram się z tego posta jutro założyć wątek, tylko muszę wszystko bardziej przemyśleć bo to tutaj może nie być zrozumiałe.

ShySe - 28 Listopad 2010, 19:33

Rossoneri napisał/a:
DZIEŃ 1

MISJA PRAKTYCZNA: Przez 30 minut podchodzimy do kobiet (PRZYNAJMNIEJ 1 NA MINUTE), bez zegarka, bez komórki, pytamy się o to, jaka jest godzina.


— Przepraszam, która jest godzina?
— Za dziesięć pierwsza.
— Dziękuję.

To pięć sekund. Co robić przez pozostałe pięćdziesiąt pięć?

ShySe

alkohol to zło - 28 Listopad 2010, 19:43

ShySe napisał/a:
To pięć sekund. Co robić przez pozostałe pięćdziesiąt pięć?

może odejść na taką odległość, żeby zapytane juz osoby nie słyszały, że znowu pytamy o godzine ;P

nona - 29 Listopad 2010, 11:03

Jak mnie zapytała kobieta o godzinę to najpierw musiałam znaleźć telefon w torbie pełnej różności, wygrzebywanie go zajęło mi sporo czasu, myślę że minuta spokojnie uplynęła ; )
OstraPapryczka - 29 Listopad 2010, 13:43

Ok, więc przeczytałam posta autora. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś bardziej sensownego, metody małych kroków w nabieraniu odwagi w BYCIU SOBĄ. Całą tę jednak "terapię" najlepiej oddają te słowa:

Rossoneri napisał/a:
Hiawatha napisał/a:
Moim skromnym zdaniem te zadania są niepoważne. Np z tą kawą - idziesz na kawę ale nie idziesz... Tak samo jak mówisz, że chcesz kogoś poznać a nie chcesz. Dzień 19 to trudno skomentować. Właściwie autor nie napisał co, jeśli dziewczyna odpowie tak. :mrgreen: Nie wspominając o tym, że to po prostu jest głupie i powiedziałbym niekulturalne. :roll:

Owszem 19 jest niekulturalna a ile razy słyszałeś jak jakiś typ gada jakieś podobne chamstwa ? Za pewne wiele razy (...)
Co chcę osiągnąć? Powiedzmy że chcę być jak większość moich znajomych.


Demoniczna Pewność Siebie - czyli jak zostać chamem w otoczeniu chamów :P

Cytat:
(...)Nie po prostu powinieneś olać to że ktoś tam się z ciebie śmieje.
Osobiście mam to gdzieś - tyle raz z siebie kretyna zrobiłem...


Kretyna z punktu widzenia kogo? Poza tym, jeżeli rzeczywiście nie przejmujesz się śmiechem itp... to dlaczego chcesz stać się taki jak otoczenie ? Moim skromnym zdaniem do niczego dobrego to nie prowadzi, a już na pewno nie do zyskania szacunku.
----

Podsumowując refleksje po przeczytaniu wątku...

Ja bym szukała recepty gdzie indziej - w samoakceptacji, w szukaniu odwagi do bycia sobą, w pielęgnowaniu własnej tożsamości i wartości, w stopniowym odrzucaniu tego, co wpływa negatywnie na samoocenę i budowaniu w sobie pozytywów. W dążeniu do otaczania się ludźmi mądrymi, nie głupimi, w zrozumieniu że nieśmiałość sama w sobie to nie jest wada, ani zaleta i nie stanowi o wartości człowieka bądź jej braku.

Wywaliłabym z tej metody przymiotnik "demoniczna", idiotyczne punkty np. 8, 19, 11. Zaczęłabym od uśmiechania się do jednej osoby dziennie, czy pytania o godzinę - przez tyle dni aż wreszcie mi to wyjdzie, bez presji, wychodzenia do ludzi pomimo lęku, przez próby przełamywania się w relacjach damsko-męskich na zasadzie podejmowania neutralnie zabarwionych rozmów, może komplementowania, aż po danie sobie prawa do bycia spontanicznym bez oceniania siebie przez krzywe zwierciadło.
---
Hiawatha napisał/a:
Niech np mama czy brat się dowie, że zamiast spotkać się z kolegami chodzę na spotkania z ludźmi z niesmialosc.net. Czuję ten śmiech mamy i głupie komentarze. Więcej niż pewne.


Hiawatha, a ja myślę że spotkania forumowe to dobra droga, jeżeli nie masz bliskich relacji z kolegami. Nie rozumiem co w tym jest głupiego? Jeżeli Twoja mama dostrzega problem na pewno martwi się tym, że nigdzie nie wychodzisz. Inna sprawa - osobiście na tym forum poznałam bardzo wartościowych, super ludzi.

Cytat:
To samo tyczy się bardziej złośliwych kolegów. Plotki szybko się rozchodzą, już się o tym przekonałem. Powinienem się tym nie martwić, ale to nie pomaga.

Więc w końcu są Twoimi kolegami, czy nie? Jeżeli tak -to mogę zrozumieć Twój punkt widzenia, ale jeżeli są nimi tylko w teorii, to pomyśl sobie - jest sens przejmować się zdaniem ludzi, których szczególnie nie obchodzisz? Czy przez to, że nie pójdziesz na spotkanie z forum zaczniesz ich obchodzić bardziej?

Cytat:
Matka uwielbia mnie pilnować. Zna mój grafik na pamięć. Nie wyjdę z domu nie mówiąc gdzie idę. Mogę rzecz jasna powiedzieć do kolegi tylko... właśnie, do jakiego kolegi? Od kilku lat nie chodzę do żadnego kolegi, poza jednym którego rodziców mama zna.


Hiawatha, czy 22- letni chłopak musi się spowiadać mamie, gdzie wychodzi? "Gdzie idziesz?" "Na miasto". I tyle. W przypadku dalszych pytań możesz odpowiedzieć, że nie jesteś już dzieckiem tylko dorosłym facetem i że pozwolisz sobie detale zachować dla siebie.

Pozdrawiam :-)

ShySe - 29 Listopad 2010, 18:45

nona napisał/a:
Jak mnie zapytała kobieta o godzinę to najpierw musiałam znaleźć telefon w torbie pełnej różności, wygrzebywanie go zajęło mi sporo czasu, myślę że minuta spokojnie uplynęła ; )

To należało w takim razie dopytać, czy chodzi o godzinę zadania pytania, czy uzyskania odpowiedzi.

ShySe

ShySe - 29 Listopad 2010, 18:52

Hiawatha napisał/a:
3. Niech np mama czy brat się dowie, że zamiast spotkać się z kolegami chodzę na spotkania z ludźmi z niesmialosc.net. Czuję ten śmiech mamy i głupie komentarze. Więcej niż pewne.

4. To samo tyczy się bardziej złośliwych kolegów. Plotki szybko się rozchodzą, już się o tym przekonałem. Powinienem się tym nie martwić, ale to nie pomaga.

Ale w jaki sposób mieliby się dowiedzieć? Jeśli ty nikomu nie powiesz, to sami raczej na to nie wpadną.

ShySe

spacja - 29 Listopad 2010, 21:34

ShySe napisał/a:
Hiawatha napisał/a:
3. Niech np mama czy brat się dowie, że zamiast spotkać się z kolegami chodzę na spotkania z ludźmi z niesmialosc.net. Czuję ten śmiech mamy i głupie komentarze. Więcej niż pewne.

4. To samo tyczy się bardziej złośliwych kolegów. Plotki szybko się rozchodzą, już się o tym przekonałem. Powinienem się tym nie martwić, ale to nie pomaga.

Ale w jaki sposób mieliby się dowiedzieć? Jeśli ty nikomu nie powiesz, to sami raczej na to nie wpadną.

ShySe

Właśnie. Poza tym, z tego co wiem, niewiele osób chodzących na takie spotkania przyznaje się do tego w swoim otoczeniu (i ja też nie) :P a spróbować warto! :)

OstraPapryczka - 30 Listopad 2010, 10:16

Myślę, że bez przełamywania nie ma walki z nieśmiałością - nie chodzi o to, żeby się chwalić, ale wpadanie w drugą skrajność moim zdaniem nie jest dobrą drogą.
Spotkania forumowe to kontakty z ludźmi z krwi i kości, od takiej postawy niedaleko do stwierdzenia: "spotykam się z ludźmi, których się wstydzę".

derrao - 30 Listopad 2010, 13:12

misje demonicznej pewności siebie = stań się dziwny w 21 dni


"..robimy te ćwiczenie stosując afirmację:"czuję wielkie Podniecenie, kiedy podchodzę do kobiety"

łał. te afirmacje brzmią ekscytująco


"Idziemy do miejsca, gdzie będziemy narażeni na przebywanie wśród atrakcyjnych kobiet, i przez dwie godziny nie zwracamy na nie uwagi"
narażeni? kobiety to nie pociski aby ich unikać. niby jak to ma pomóc w czymkolwiek? nauczysz sie rozmawiać z dziewczynami ROZMAWIAJĄC z dziewczynami. nauczysz się czuć swobodnie w towarzystwie aktywnie PRZEBYWAJĄC w towarzystwie. nie nauczysz się nic będąc tylko biernym obserwatorem.


i co najlepsze.. już widzę jak ktoś kto walczy z nieśmiałością w ten sposób w dniu 11 nie zwraca uwagi na dziewczyny a z tydzień później co chwila oferuje sex wprost obcej osobie. tiaa..


PS. jeśli ktoś naprawdę to robi to proszę o kontakt na pm. nakręcimy to na kamerę, fajnie to zmontujemy, dodamy muze, zrobimy z tego show w stylu pimp my ride/mtv made i wydamy to na dvd. na bank to wypali. program będzie motywacją dla wszystkich którzy zmagają się z podobnymi problemami. mowie serio teraz. czekam na kontakt

OstraPapryczka - 30 Listopad 2010, 14:04

derrao napisał/a:

"..robimy te ćwiczenie stosując afirmację:"czuję wielkie Podniecenie, kiedy podchodzę do kobiety" [/i]
łał. te afirmacje brzmią ekscytująco

hehe :mrgreen:

Cytat:
. jeśli ktoś naprawdę to robi to proszę o kontakt na pm. nakręcimy to na kamerę, fajnie to zmontujemy, dodamy muze, zrobimy z tego show w stylu pimp my ride/mtv made i wydamy to na dvd. na bank to wypali. program będzie motywacją dla wszystkich którzy zmagają się z podobnymi problemami. mowie serio teraz. czekam na kontakt


Nie wiem co to jest pimp my ride, ale poradnik w stylu: jak podrywać żeby nie dostać w mordę mogę kręcić :P Będziem lepsi niż Forfiter :mrgreen:

spacja - 30 Listopad 2010, 20:36

OstraPapryczka napisał/a:
Myślę, że bez przełamywania nie ma walki z nieśmiałością - nie chodzi o to, żeby się chwalić, ale wpadanie w drugą skrajność moim zdaniem nie jest dobrą drogą.
Spotkania forumowe to kontakty z ludźmi z krwi i kości, od takiej postawy niedaleko do stwierdzenia: "spotykam się z ludźmi, których się wstydzę".

heh, no to jest moim zdaniem spora nadinterpretacja. nie trzeba od razu wstydzić się ludzi. można się wstydzić za to (i wydaje mi się, że to chyba przeważa) okoliczności poznania tych ludzi - a ściślej przyznania się, że szukało się pomocy na forum o nieśmiałości. np dla mnie jest to kwestia nieco wstydliwa :P

derrao - 1 Grudzień 2010, 00:19

OstraPapryczka napisał/a:
Nie wiem co to jest pimp my ride, ale poradnik w stylu: jak podrywać żeby nie dostać w mordę mogę kręcić :P Będziem lepsi niż Forfiter :mrgreen:
ok umowa stoi. przybij piątkę! teraz znajdźmy naszą gwiazdy do roli głównej
OstraPapryczka - 1 Grudzień 2010, 11:26

Piąteczka :mrgreen: (musisz to sobie zwizualizować :P )
Ksenomorf - 9 Grudzień 2010, 01:49

I'm singing in the rain
Just singing in the rain
What a glorious feeleing
I'm happy again


Popijam białą herbatę i śmieję się sam do siebie. Mam przed oczyma pieski merdające ogonkami z wywieszonymi jęzorkami pędzące w stronę swoich paniuś. Nie warto! Tyle rzeczy do zrobienia na świecie!

Więc za Freudem: sublimujmy! Popchnijmy nasze libido w inną stronę!

Ave :)

Jak widzę takie poradniki, to nie wiem, co myśleć o osobach, które to praktykują.

OstraPapryczka - 9 Grudzień 2010, 13:36

spacja napisał/a:

heh, no to jest moim zdaniem spora nadinterpretacja. nie trzeba od razu wstydzić się ludzi. można się wstydzić za to (i wydaje mi się, że to chyba przeważa) okoliczności poznania tych ludzi - a ściślej przyznania się, że szukało się pomocy na forum o nieśmiałości. np dla mnie jest to kwestia nieco wstydliwa :P


Wiem, coś w stylu: "mamo, poznałam chłopaka na e-darling.pl " :P
Osobiście o forum opowiadam na prawo i lewo :P moim zdaniem fajna sprawa :mrgreen: Myślę jednak że potrafię zrozumieć te odczucia o których piszesz. Nie wiem czy wstydem jest szukanie pomocy (gdziekolwiek), ale rozumiem, że sam temat nieśmiałości może być wewnętrznym, wstydliwym tabu

Cytat:
Popijam białą herbatę i śmieję się sam do siebie.

Hmmm, daj trochę ;)
Cytat:
Mam przed oczyma pieski merdające ogonkami z wywieszonymi jęzorkami pędzące w stronę swoich paniuś

ale tylko...z jęzorkami? :P
Cytat:
Więc za Freudem: sublimujmy! Popchnijmy nasze libido w inną stronę!

No dobra, fajnie, ale co z miłością? Też da się pchnąć?
Cytat:
Jak widzę takie poradniki, to nie wiem, co myśleć o osobach, które to praktykują.

Że problem nieśmiałości jest tak dramatyczny, że dla nich nie jest ważna cena. Myślę, że nic poza tym.

Hiawatha - 9 Grudzień 2010, 14:56

OstraPapryczka napisał/a:
Osobiście o forum opowiadam na prawo i lewo :P moim zdaniem fajna sprawa :mrgreen:

:shock: :shock: :shock: :mrgreen: :roll: :evil2: :?: :?:

Dobre. Dla mnie wyzwaniem by było powiedzieć mamie, że poznałem dziewczynę. :P
Kiedyś jak wspomniałem o koleżance to było już ciekawie, a co dopiero że poznałem na nieśmiałości kogokolwiek... Moc!

Co Ty tutaj robisz Papryczko? :P

Ksenomorf - 9 Grudzień 2010, 18:13

Cytat:
Hmmm, daj trochę ;)


Nie.

Cytat:
ale tylko...z jęzorkami? :P


O ogonkach przecież już wspomniałem. (Dzieci, sio).

Cytat:
No dobra, fajnie, ale co z miłością? Też da się pchnąć?


O tym właśnie mowa. W łagodniejszej wersji libido odpowiada też za 'uczucie'.

OstraPapryczka - 9 Grudzień 2010, 22:48

Hiawatha napisał/a:
OstraPapryczka napisał/a:
Osobiście o forum opowiadam na prawo i lewo :P moim zdaniem fajna sprawa :mrgreen:

:shock: :shock: :shock: :mrgreen: :roll: :evil2: :?: :?:

Dobre. Dla mnie wyzwaniem by było powiedzieć mamie, że poznałem dziewczynę. :P
Kiedyś jak wspomniałem o koleżance to było już ciekawie, a co dopiero że poznałem na nieśmiałości kogokolwiek... Moc!

Co Ty tutaj robisz Papryczko? :P

Cześć Hiawatha :) , mamy tak już chyba mają że pasjonują się "koleżankami" w takich sytuacjach ;-) Wszystko małymi krokami można osiągnąć, magiczny kluczyk tkwi w stopniowym przełamywaniu się.

Co ja tu robię? Wiem, że nie "wyglądam" na kogoś z problemami, ale jeszcze jest kilka wewnętrznych awarii, które trzeba naprawić ;) Kiedyś było ze mną naprawdę źle... w szkole podstawowej przez długi czas byłam zamykana w klasie na przerwach, tak bardzo bałam się tłumu... Długa historia.

Tak czy inaczej - forum to dla mnie przede wszystkim kopalnia niebagatelnych osobowości, można naprawdę super, wyjątkowych ludzi poznać :) Mam skrzywienie do fajnych ludzi ;)
------

Ksenomorf
Po wcześniejszym Twoim poście pomyślałam sobie: "fajnie pisze ten gość, i ma wyobraźnię!", pozytywne odczucie przysłoniło wymowę zdania "Jak widzę takie poradniki, to nie wiem, co myśleć o osobach, które to praktykują."
A teraz ... zastanawiam się, czy sublimacja nie ma przypadkiem efektów ubocznych? Np. w postaci rozmnożenia much w wysoko zadartym nosie? :P

Co do libido, nie zgodzę się. Łagodniejsza wersja? Czyli jak - słabszy popęd generuje uczucie? Oj, nie przekonałeś mnie ;)

pozdrawiam :)

OstraPapryczka - 14 Grudzień 2010, 13:58

Wiesz, ja definitywnie rozgraniczam kwestie biologiczne i kwestie uczuciowe, chociaż to pierwsze czasem wydaje się mamić umysł, że jest czymś więcej niż zwierzęcą potrzebą - nazwę to brzydko - dążenia do kopulacji. Miłość to miłość, seks to seks, choć nie twierdzę że jedno nie wyklucza drugiego, po prostu zazębiają się wtedy dwie kompletnie różne sprawy. I dlatego moim zdaniem z uczuciem jest się trudniej uporać - z biologią sobie poradzisz, można uprawiać sporty , brać zimne prysznice, skakać na banji, sublimować, substytować, zaklinać węże w Marakeszu, cuda wianki bla bla bla. No chyba że jest się zbyt odpornym na wszelkie metody i energii seksualnej na życiową nie przelejesz, wtedy frustracja agresywna to norma moim zdaniem, i dotyczy obu płci, chyba nawet bardziej facetów.
Miłość jawi mi się przede wszystkim jako niesamowita więź i nie sprowadzałabym genezy uczuć do krocza. Na uczucia trudniej radę znaleźć, chętnie zapoznałabym się z jakimiś pomysłami w temacie.
Nie wiem dlaczego niektórzy sprowadzają wszystko do popędu - może na kanwie własnych doświadczeń/ z racji bycia facetem po prostu. Bo jednak myślę, że bez względu na wiek i temperamenty seksualne kobiety jednak mają bardziej rozwinięte uczucia wyższe (uogólniając) i sensu związku nie upatrują w stosunku :P Kiedyś czytałam o jakichś badaniach - podobno umiejętności zakochiwania się ( w znaczeniu uczuciowym) ma mniej więcej co szósty facet. To by tłumaczyło prostotę postrzegania relacji damsko-męskich, zdrady itd. I parcie na seks.
---
Ore napisał/a:
I to jest tez logiczne dla pytania : czemu faceci starsi gustowali by bardziej w młodszych a starsze kobiety w młodszych facetach.

Z punku widzenia biologii to racjonalne (zakłądając że chodzi o znalezienie partnera do łóżka), ale jakoś niechętnie akceptowane przez społeczeństwo.

brotherquay - 14 Grudzień 2010, 16:59

OstraPapryczka napisał/a:
Miłość to miłość, seks to seks, choć nie twierdzę że jedno nie wyklucza drugiego, po prostu zazębiają się wtedy dwie kompletnie różne sprawy.

Cytat:
Nie wiem dlaczego niektórzy sprowadzają wszystko do popędu - może na kanwie własnych doświadczeń/ z racji bycia facetem po prostu.

Cytat:
Bo jednak myślę, że bez względu na wiek i temperamenty seksualne kobiety jednak mają bardziej rozwinięte uczucia wyższe (uogólniając) i sensu związku nie upatrują w stosunku :P Kiedyś czytałam o jakichś badaniach - podobno umiejętności zakochiwania się ( w znaczeniu uczuciowym) ma mniej więcej co szósty facet. To by tłumaczyło prostotę postrzegania relacji damsko-męskich, zdrady itd. I parcie na seks.

niniejszym postem zdobylas everest generalizacji. jakis facet cie bardzo skrzywdzil, albo jestes urodzona szowinistka ;)

OstraPapryczka - 14 Grudzień 2010, 18:17

bro napisał/a:
OstraPapryczka napisał/a:
Miłość to miłość, seks to seks, choć nie twierdzę że jedno nie wyklucza drugiego, po prostu zazębiają się wtedy dwie kompletnie różne sprawy.

No ok, zacytowałeś ale nie wiem co kwestionujesz :) ?

Cytat:

niniejszym postem zdobylas everest generalizacji. jakis facet cie bardzo skrzywdzil, albo jestes urodzona szowinistka ;)

Ha , no byłeś blisko :) Właśnie wirtualnie zdobywałam Annapurnę - siedzę w necie i planuję wycieczkę do Nepalu :mrgreen:
Co do Twojego stwierdzenia - musisz moje słowa umieścić w kontekście tego co było pisane powyżej. Nie zgadzam się z tym, że popęd seksualny odpowiada za uczucie.
---
Co do uczuciowości kobiet i mężczyzn - sama napisałam, ze to uogólnienie, nie bazuję na osobistych doświadczeniach (nigdy mnie żaden facet nie rzucił ani nie zdradził) tylko na realiach. Kobiety (znowu uogólnię) mają nieco inne priorytety w związku, częściej się angażują emocjonalnie, rzadziej szukają przygód na boku i generalnie chyba częściej kierują się sercem niż popędem. Nie ma w tym twierdzeniu żadnego zabarwienia emocjonalnego, tak już jest po prostu. Oczywiście, że można się przyczepić do statystyk i takie tam... no ale to tylko czepianie. Do facetów generalnie nic nie mam - mogę nawet powiedzieć, że zawsze szybciej zaprzyjaźniałam się z facetami, czy częściej łapałam wspólny język, bliskich kolegów mam więcej niż koleżanek.

WiEdźma - 14 Grudzień 2010, 18:49

to wszystko prawda.

choć nie znaczy to, że statystyczna kobieta kocha lepiej niż statystyczny mężczyzna, bo zarówno przyrodzenie jak i serce o miłości nie stanowi :P

brotherquay - 14 Grudzień 2010, 18:59

Cytat:
Wiesz, ja definitywnie rozgraniczam kwestie biologiczne i kwestie uczuciowe,


OstraPapryczka napisał/a:
bro napisał/a:
OstraPapryczka napisał/a:
Miłość to miłość, seks to seks, choć nie twierdzę że jedno nie wyklucza drugiego, po prostu zazębiają się wtedy dwie kompletnie różne sprawy.

No ok, zacytowałeś ale nie wiem co kwestionujesz :) ?
kwestionuje podzial czarne:czarne, biale:biale. nizej ten sam problem.

Cytat:
Kobiety (znowu uogólnię) mają nieco inne priorytety w związku, częściej się angażują emocjonalnie, rzadziej szukają przygód na boku i generalnie chyba częściej kierują się sercem niż popędem.
z filozoficznego punktu widzenia serce vs poped to moze i atrakcyjny koncept do dalszych rozwazan (odnoszacych sie do zidealizowanych wyobrazen na ten temat), lecz w praktyce takie uogolnienie niesamowicie splyca dyskusje. wychodzi, na to, ze kobietki sa cnotliwe i patrzaja w serce, a faceci to tylko mysla parowka. mysle, ze mozemy sobie bez wiekszych problemow i z cala pewnoscia sami zdiagnozowac kiedy kieruje nami poped. natomiast z 'sercem' juz jest trudniej, bo czlowiek (niezaleznie od plci) pod wplywem chemii uklada sobie w glowie rozne bajki i z poczatku sam nie wie czy wiecej tu popedu czy serca, jakkolwiek je rozumiec. dlatego w moim odczuciu opozycja poped-serce zupelnie nijak ma sie do rzeczywistosci. sam nie lubie rozbijac wszystkiego na atomy i kontestowac do upadlego, ale chce tutaj wykazac druga skrajnosc, mianowicie to, ze naduzywasz wyidealizowanych i uproszczonych pojec.

Cytat:
Do facetów generalnie nic nie mam - mogę nawet powiedzieć, że zawsze szybciej zaprzyjaźniałam się z facetami, czy częściej łapałam wspólny język, bliskich kolegów mam więcej niż koleżanek.
temat drazymy pod katem zwiazkow, a nie relacji przyjacielskich.
OstraPapryczka - 14 Grudzień 2010, 19:37

bro napisał/a:
wychodzi, na to, ze kobietki sa cnotliwe i patrzaja w serce, a faceci to tylko mysla parowka.

Papryczka wcześniej:

Cytat:
Co do uczuciowości kobiet i mężczyzn - sama napisałam, ze to uogólnienie

Ty upraszczasz :p Śmiem twierdzić, iż kwestie myślenia sercem czy parówką sa uzależnione od gastronomicznego gustu każdego człowieka :P aczkolwiek sądzę iż parówkowców jest zdecydowanie więcej wśród facetów :)

Cytat:
natomiast z 'sercem' juz jest trudniej, bo czlowiek (niezaleznie od plci) pod wplywem chemii uklada sobie w glowie rozne bajki i z poczatku sam nie wie czy wiecej tu popedu czy serca, jakkolwiek je rozumiec


Papryczka wcześniej :P :
Cytat:
to pierwsze czasem wydaje się mamić umysł, że jest czymś więcej niż zwierzęcą potrzebą - nazwę to brzydko - dążenia do kopulacji.

Owszem, czasem trudno to rozpoznać w szczególności gdy jest chemia. Łatwiej jest, gdy chemii nie ma.

Cytat:
hce tutaj wykazac druga skrajnosc, mianowicie to, ze naduzywasz wyidealizowanych i uproszczonych pojec.


popęd seksualny - libido, psychiczna reprezentacja pobudzenia pochodzącego z wnętrza organizmu mająca na celu zaspokojenie potrzeb seksualnych. Stanowi ona czynniki motywacyjne, uwarunkowane biologiczną strukturą organizmu, powodujące formy zachowania, których celem jest zaspokojenie potrzeb seksualnych. (Se zacytowałam z wikipomocy:P)

uczucie - zaspokaja potrzeby emocjonalne, jest psychiczną reprezentacją potrzeb psychicznych.

Jedno i drugie wynika kompletnie z czego innego i nie jest to zadne uproszczenie, po prostu tak jest z natury rzeczy. Nie znaczy to jednak, że te dwa stany nie mogą współistnieć razem - mogą, i wtedy jest najfajniej. Ale ich geneza nie jest tożsama.


bro napisał/a:
papryka napisał/a:
Do facetów generalnie nic nie mam - mogę nawet powiedzieć, że zawsze szybciej zaprzyjaźniałam się z facetami, czy częściej łapałam wspólny język, bliskich kolegów mam więcej niż koleżanek.

temat drazymy pod katem zwiazkow, a nie relacji przyjacielskich.

To była moja odpowiedź na twierdzenie, że jestem szowinistką ;-) Otóż nie jestem.

Może jestem na tyle doświadczona, że potrafię rozpoznawać kiedy mam do czynienia z chemią a kiedy z uczuciem.
---
Inna sprawa - nie mająca związku z tematem - nie jestem pewna, czy chciałabym jedno i drugie połączyć w swoim życiu. Chyba nie. Trafiając na mieszankę idealną - opakowałabym miłość w przyjaźń i wysublimowałabym popęd :P A dlaczego? A bo bym się bała. Wolę tak:
http://www.youtube.com/watch?v=KANBeat7FFA

ShySe - 14 Grudzień 2010, 19:54

Ja zawsze powtarzam: Jeśli potrafisz oddzielić miłość od biologii, dlaczego nie pokochasz kobiety (lub w wersji dla mężczyzn: mężczyzny)?

ShySe

OstraPapryczka - 14 Grudzień 2010, 20:02

ShySe Nie wiem, czy dobrze rozumiem kontekst "dlaczego nie pokochasz kobiety/mężczyzny" - czy mógłbyś rozwinąć? :)
WiEdźma - 14 Grudzień 2010, 20:12

Ależ Chili prawdę gada wprowadzając tą różnicę między płciami. Oczywiście chodzi o procenty, o zawartość uczuć i pożądania, nikt nie twierdzi, że faceci pragną wyłącznie seksu a kobiety wyłącznie uczuć.

ALE przecie miłość nie jest ani wyłącznie seksem ani wyłącznie uczuciem. Ba, nie jest nawet przede wszystkich seksem czy uczuciem.

Rozmowa ta przypomina kłótnię na temat: czy Podła Góra czy Kozie Doły są bardziej stolicą Polski.

[ Dodano: 14 Grudzień 2010, 20:16 ]
koledze chodzi o to: czemu mężczyzno (hetero) nie pokochasz mężczyzny? i czemu kobieto nie pokochasz kobiety?

[ Dodano: 14 Grudzień 2010, 20:22 ]
A ja odpowiem: ależ kocham kobietę! własną matkę na przykład a i wiele innych.

Proponuję żeby w tych rozważaniach nad istotą miłości (a może to o czym innym? bo przyznam że czytałam piąte przez dziesiąte :lol: ) jako przykładem posłużyć się własną miłością do rodziców, rodzeństwa, przyjaciela czy kogo tam jeszcze. Łatwiej będzie zrozumieć, że miłość nie równa się seks ani uczucie (żeby wyraźniej ujrzeć, że miłość nie równa się uczucie proponuję szczególnie przykład miłości do rodziców ;) różnie tam bywa z waszymi uczuciami, prawda Ore?)

OstraPapryczka - 14 Grudzień 2010, 20:49

No właśnie widziałam ten haczyk u ShySe-go, ale nie byłam pewna, czy nie jest to "przejęzyczenie". :P
---
Wiedźma, nie chciałabym wkraczać w definiowanie miłości, dla mnie to jest zbyt złożone uczucie (sic! :mrgreen: ) Tak czy siak, nie ważne czy matka, facet, czy przyjaciel - baza jest ta sama - silna więź emocjonalna z drugim człowiekiem, albo potrzeba psychiczna (dżiz... jak to brzmi:P) ukierunkowana na tego człowieka.
---
A czy to wszystko ma związek z biologią? A co nie ma? Po prostu biologia i popęd seksualny to nie to samo. Więź matki z dzieckiem też ma podłoże biologiczne, bo przecie nie metafizyczne... a może ...hm... a może jednak ta tzn czysta miłość to jednak jest jakaś metafizyka :/ teraz tak mi wskoczyło ale muszę przeanalizować zanim coś palnę :P

WiEdźma - 14 Grudzień 2010, 21:00

Najprostsze z prostych określeń miłości: pragnienie dobra dla drugiego człowieka.

Gdyby to miała być więź emocjonalna to Jezus nie kazałby nam kochać nieprzyjaciół.
Nie, to nie może być potrzeba psychiczna. Jeśli moja miłość to moja potrzeba, to chyba mowa jedynie o miłości własnej (chcę ciebie dla siebie).

Jest taka mądra książka, wszyscy o niej słyszeli, nie wszystko może się w niej podobać, ale generalnie przeczytać warto. Napisana nawet przystępnie... Tak myślę. Wprawdzie czytałam ją już na studiach będąc, ale jest zdecydowanie przystępniejsza od innych książek tego autora. Mowa oczywiście o słynnej "Miłości i odpowiedzialności".

OstraPapryczka - 14 Grudzień 2010, 21:20

Z tą potrzebą to niefortunnie określiłam, co wyraziłam zresztą w nawiasie. Uczucie może generować potrzebę bycia z kimś itp, ale nie odwrotnie.

Z pragnieniem dobra - też nie do końca. Nie wiem jakiego słowa użył Jezus mówiąc o "miłości" do nieprzyjaciół, ale wepchnięcie "miłości" w takie wąskie ramy byłoby za proste. Pragnąć dobra możesz też w stosunku do ludzi, z którymi kompletnie nic Cię nie łączy, są Ci totalnie obojętni. Bardziej do mnie trafia List do Koryntian 13, ale tu ktoś mógłby się przyczepić do bazowania w określaniu tejże na przesłankach nie przez wszystkich akceptowanych. Myślę, że uniwersalna definicja to niełatwa sprawa...

WiEdźma - 14 Grudzień 2010, 21:33

no, nieprzyjaciele to właśnie ludzie, z którymi nic nas nie łączy, poza nieprzyjaźnią ;)

jasne, że miłość ma różne odmiany.

chciałam tylko wskazać na istotę miłości (definicję właśnie). Istotę czyli coś co decyduje o tym, że coś jest miłością lub nią nie jest.

Idę spać. Muszę, choć wolałabym nie, bo jak zasnę to będzie jutro. Ech... Dobranoc

Batkocz - 14 Grudzień 2010, 22:46

A czy nie jest tak, że mężczyznom łatwiej się przyznać do popędu, a kobietom do uczucia? Może kobiety wcale nie odczuwają w mniejszym stopniu popędu niż mężczyźni, ale ze względu na tradycje, wychowanie, kulturę, itd. mają skłonność do zakłamywania własnego popędu i racjonalizowania go uczuciem, a z kolei mężczyźni na odwrót, własną nie akceptowaną uczuciowość tłumaczą popędem.
Ksenomorf - 15 Grudzień 2010, 03:21

Ta dyskusja - to moje dziecko 8-)

Poza tym, moja na poły żartobliwa wypowiedź została opacznie zrozumiana, a w konsekwencji stała się źródłem jakichś damsko - męskich animozji. Podejrzewam, że to wszystko przez...białą herbatę, którą, o dziwo, znowu popijam!

Moje dziecko, moje dziecko... :evil2:

Mówiąc o łagodniejszej wersji nie miałem na myśli mniejszej energii libidalnej, która generuje uczucie w przeciwieństwie do większej dawki generującej pożądanie. Ot, można przyjmować wersję bardziej idealistyczną (czy tam metafizyczną, jak kto chce) albo biologiczną bez oglądania się na "dawkę" libido.

A u Junga libido odpowiada też za potrzeby psychiczne, więc wszystko to - cytując klasyka angielskiego i polskiego - słowa, słowa, słowa.

A propos powyższego cytatu, miło by było, gdyby przedstawicielki wyższego uczuciowo gatunku oddawały treść swoich metafizycznych elaboratów o miłości także w rzeczywistości.

Która nie jest Emmą B. niech pierwsza rzuci kamień!

OstraPapryczka - 15 Grudzień 2010, 16:27

Wiedźma, na pewno zgadzam się że bez pragnienia dobra nie ma miłości. To podstawa.
---
Batkocz napisał/a:
A czy nie jest tak, że mężczyznom łatwiej się przyznać do popędu, a kobietom do uczucia? Może kobiety wcale nie odczuwają w mniejszym stopniu popędu niż mężczyźni, ale ze względu na tradycje, wychowanie, kulturę, itd. mają skłonność do zakłamywania własnego popędu i racjonalizowania go uczuciem, a z kolei mężczyźni na odwrót, własną nie akceptowaną uczuciowość tłumaczą popędem.


Pewnie że tak, chociaż emancypacja i te sprawy zaczynają stopniowo to rewidować. Ja mogę mówić tylko za siebie - mnie ten temat nie dotyczy. Pomimo nieco radykalnych poglądów na sferę "wolności seksualnej" nie uważam samego pociągu seksualnego za coś złego, wręcz za coś oczywistego i zdrowego, pod warunkiem że naturalnie i zdrowo jest wyrażany.

Ksenomorf napisał/a:
A u Junga libido odpowiada też za potrzeby psychiczne, więc wszystko to - cytując klasyka angielskiego i polskiego - słowa, słowa, słowa.


Słowa, słowa - ale bez nich nie określisz rzeczywistości, więc przydaje się precyzja ich znaczenia. U Junga libido nie jest tym czym u Freuda. Freud (który moim zdaniem miał nieźle zryty beret - to dygresja :P ) ograniczał libido do popędu seksualnego i też zostałabym przy tej definicji z racji jej klarowności dla współczesnego odbiorcy . Jung pojęcia "libido" używał do określenia nie tylko energii seksualnej ale też do energii psychicznej (moim zdaniem zresztą poszedł na łatwiznę z tym zapożyczeniem). Poza tym Jung nie kwestionował metafizyki, jego ojciec był - jeśli dobrze pamiętam - pastorem a jego teorie nosiły naleciałości wiary. Poza tym jak już napisałam wyżej, palnęłam z tymi potrzebami psychicznymi - źle ubrałam w słowa myśl. Takie potrzeby można powiązać z jungowskim "libido" ale to moim zdaniem i tak nijak się ma do miłości.

Generalnie uważam, że każde ludzkie działanie noszące piętno "biorcy" ma się nijak do prawdziwej miłości. Jeżeli najpierw jest potrzeba -> potem na skutek potrzeby osoba - to nie miłość. Moim zdaniem jest odwrotnie: miłość -> potrzeba.

Cytat:
A propos powyższego cytatu, miło by było, gdyby przedstawicielki wyższego uczuciowo gatunku oddawały treść swoich metafizycznych elaboratów o miłości także w rzeczywistości.

Cóż Ksenomorf, gdyby nie oddawały nie zadawałyby retorycznego pytania jak pchnąć tę miłość. I chyba się odpowiedzi nie doczekam, a szkoda bo akurat w tej sferze zdrową racjonalizacją nie pogardzę - lubię kwaśne winogrona.

Cytat:
Która nie jest Emmą B. niech pierwsza rzuci kamień!

No dobra, ale kto to jest Emma B? Po wpisaniu w google jakaś dziwna kobieta( :?: ) mi wyskoczyła. O kim mówisz? Bo wiesz, fajnie operować skrótami myślowymi, ale zagadkowe woalowanie to już gałganiarstwo ;)

derrao - 15 Grudzień 2010, 16:45

Batkocz napisał/a:
A czy nie jest tak, że mężczyznom łatwiej się przyznać do popędu, a kobietom do uczucia? Może kobiety wcale nie odczuwają w mniejszym stopniu popędu niż mężczyźni, ale ze względu na tradycje, wychowanie, kulturę, itd. mają skłonność do zakłamywania własnego popędu i racjonalizowania go uczuciem, a z kolei mężczyźni na odwrót, własną nie akceptowaną uczuciowość tłumaczą popędem.
no jasne! i to jak. gadają o tym, żartują o tym, udają bi les itd itd. ulubiony serial? sex and the city. oglądają to a potem chodzą takie napalone :mrgreen: jednocześnie tłumiąc to w sobie i udając takie niewinne i nieskazitelne rzecz jasna :roll:

więc my faceci widzimy tą ich 'poprawność', dystans, chłodne zachowanie, ich lekko zadarte nosy i wkręcamy sobie jakie dziewczyny są potulne spokojne mało rozrywkowe grzeczne itp itp podczas gdy jest ZUPEŁNIE inaczej hahah. każdy kto był na babskim wieczorku albo pił wino na mocnym słońcu z kilkoma dziewczynami wie o czym mówię :P fantazja kobiet jest.. BOGATA że się tak wyrażę. i to jest cudowne. jak miło jest słyszeć co w niej drzemie.. mm... :oops:

OstraPapryczka - 15 Grudzień 2010, 17:13

derrao napisał/a:
Batkocz napisał/a:

A czy nie jest tak, że mężczyznom łatwiej się przyznać do popędu, a kobietom do uczucia? Może kobiety wcale nie odczuwają w mniejszym stopniu popędu niż mężczyźni, ale ze względu na tradycje, wychowanie, kulturę, itd. mają skłonność do zakłamywania własnego popędu i racjonalizowania go uczuciem, a z kolei mężczyźni na odwrót, własną nie akceptowaną uczuciowość tłumaczą popędem.

no jasne! i to jak. gadają o tym, żartują o tym, udają bi les itd itd. ulubiony serial? sex and the city. oglądają to a potem chodzą takie napalone :mrgreen: jednocześnie tłumiąc to w sobie i udając takie niewinne i nieskazitelne rzecz jasna :roll:

Ty chyba żartujesz :shock:
Nie mówiąc już o tym, że sam sobie zaprzeczasz i mieszasz pojęcia - albo ktoś chodzi napalony i sobie żartuje, albo racjonalizuje chłopie. :roll:

Ksenomorf - 15 Grudzień 2010, 17:19

OstraPapryczka napisał/a:
Cytat:
Która nie jest Emmą B. niech pierwsza rzuci kamień!

No dobra, ale kto to jest Emma B? Po wpisaniu w google jakaś dziwna kobieta( :?: ) mi wyskoczyła. O kim mówisz? Bo wiesz, fajnie operować skrótami myślowymi, ale zagadkowe woalowanie to już gałganiarstwo ;)



Fakt, byłem zbyt dużym optymistą, posługując się inicjałem. No, a jak innym pozostaje korzystanie z porad wujka Google i cioci Wiki, to rzeczywiście mogą wyjść ładne kwiatki. Chodziło mi o Emmę Bovary, niewiastę, która miała iście niewieście marzenia o metafizycznej miłości, a skończyła na trywialnym, ziemskim pożądaniu z klasyczną już sceną kopulacji w pędzącej karecie. Ach, no ale ona przecież nie była temu winna! To ci faceci! I deficyt tych metafizycznie nastawionych ;)

O altruistach (także tych, nazwijmy ich, emocjonalnymi) jest jak z Yeti. Każdy o nich słyszał, ale jakoś nie można ich zobaczyć w rzeczywistości. Ale jak kto woli. Jeśli ktoś lubi wpychać się w iluzję i twierdzić, że są sytuacje, kiedy u źródłem nie leżą potrzeby naszego "ja", to proszę bardzo. Twierdzę, że nawet taki Maksymilian Kolbe oferując się za skazanych na śmierć głodową, zrobił to, bo u źródłem stała realizacja potrzeb jego "ja". Acz, oczywiście, postąpił zacnie i chwała mu za to, i pamięć na wieki. Zresztą, w takich sytuacjach bezinteresowność daje się łatwiej uzasadnić. W więzi z drugą osobą (w tym także w miłości) już nie. Zawsze przed "ja" stoi - często nieuświadomiona, ale jednak - groźba utraty obiektu uczuć. Tego się zwalczyć nie da. A nawet sam fakt, że czasami trzeba to zwalczyć - np. kiedy nasze odejście może dać szczęście tej osobie - świadczy o tym, że istnieje siła, która jest podstawą naszych odczuć względem tej osoby. I jest to właśnie siła libidalna. Bez niej nie było zainteresowania drugą osobą, a tym samym nie było heroicznych, bezinteresownych czynów.

OstraPapryczka - 19 Grudzień 2010, 18:20

Cześć Ksenomorf,
ostatnio kiepsko u mnie z samopoczuciem, więc nie miałam sił na pisanie.

Nadrabiam:

Ksenomorf napisał/a:
Fakt, byłem zbyt dużym optymistą, posługując się inicjałem. No, a jak innym pozostaje korzystanie z porad wujka Google i cioci Wiki, to rzeczywiście mogą wyjść ładne kwiatki. Chodziło mi o Emmę Bovary, niewiastę, która miała iście niewieście marzenia o metafizycznej miłości, a skończyła na trywialnym, ziemskim pożądaniu z klasyczną już sceną kopulacji w pędzącej karecie. Ach, no ale ona przecież nie była temu winna! To ci faceci! I deficyt tych metafizycznie nastawionych ;)


Jak już wspomniałam przeczytałam streszczenie, zawężone do jakiejś strony ;) więc nie mam pełnego obrazu sytuacji...ale myślę, że w przypadku tej pani nie chodziło o ziemskie pożądanie i że te związki miały zaspokajać jej libido nie fizyczne, a psychiczne właśnie. Moim zdaniem biedaczka cierpiała na jakiś skrajny przypadek borderline'a, żyła w świecie urojonych wyobrażeń nie mając o prawdziwej miłości najmniejszego pojęcia.

Cytat:
O altruistach (także tych, nazwijmy ich, emocjonalnymi) jest jak z Yeti. Każdy o nich słyszał, ale jakoś nie można ich zobaczyć w rzeczywistości. Ale jak kto woli. Jeśli ktoś lubi wpychać się w iluzję i twierdzić, że są sytuacje, kiedy u źródłem nie leżą potrzeby naszego "ja", to proszę bardzo. Twierdzę, że nawet taki Maksymilian Kolbe oferując się za skazanych na śmierć głodową, zrobił to, bo u źródłem stała realizacja potrzeb jego "ja".


Nie zgadzam się z tezą że Kolbe poświęcił życie by zrealizować potrzeby "ja". Nie widzę aby odniósł z tego tytułu jakiekolwiek korzyści, jestem pewna że nie analizował w danych okolicznościach bilansu zysków i strat, nie wnikniemy też w jego psychikę na tyle, by określić czy zaniechanie tegoż bohaterskiego czynu spowodowałoby konsekwencje dla "ja " przykre - jak np. wyrzuty sumienia. A - i cofam słowo "bohaterskiego", daję sobie głowę uciąć iż nie chciał być żadnym bohaterem, po prostu pod wpływem chwili i głębokiego odruch serca zrobił to, co myślę większość, a przynajmniej część z nas również by uczyniła.

Absolutnie nie zgadzam się z iluzorycznością tego pojęcia - to, że waćpan Ksenomorf nie widział bezinteresownego człowieka, nie zakłada jeszcze faktu jego nieistnienia. Ja widziałam, może mam więcej szczęścia.

Myślę że zagadnienie interesowności bądź jej braku można rozpatrywać w kilku kategoriach, a przynajmniej w trzech:

egoizmu,altruizmu o ukrytych "egocentrycznych" motywach(większość zachowań "alruistycznych") i altruizmu czystego,autentycznego pozbawionego wszelkich ukrytych motywów. Weźmy pierwszy z brzegu odnośnik: człowiek w potrzebie. Możesz go olać, bo masz gdzieś czyjeś problemy i wystarczająco dużo swoich, możesz mu pomóc przy okazji dostając mała gratyfikację np. w postaci dobrego samopoczucia czy podniesienia własnej wartości, możesz też pomóc np. instynktownie, z prawdziwej potrzeby serca i nie mieć z tego nic. Nie będę teraz tego argumentować ale jestem pewna że są jeszcze ludzie bezinteresowni na świecie.

Nie wrzucałabym też do jednego, intencjonalnie podobnie zabarwionego worka egoizmu i altruizmu rzekomego.

Dlaczego? Dlatego, że to pierwsze dotyczy myślenia wyłącznie o sobie i swoich korzyściach, nierzadko kosztem drugiego człowieka.

Altruizm w pewnym sensie pozorny, o którym mówisz - to robienie czegoś dla innych, z myślą o korzyściach innych, a przy okazji z uszczknięciem czegoś dla siebie. Między tymi pojęciami jest kolosalna różnica, jak pomiędzy czernią a bladą szarością.
Poza tym dbałość o ukryte potrzeby "ja" często nawet nie rozgrywa się na poziomie świadomości.

Wydaje mi się, że negowanie altruizmu to koncepcja zrodzona pierwotnie w głowach egoistów dla uspokojenia sumienia :P
---
Co do altruizmu prawdziwego - kiedyś chyba Batkocz pisał pięknie o empatii. Empatia - jedną z przyczyn najbardziej autentycznych ludzkich zachowań. To jest to. :) pozdrawiam

Ksenomorf - 22 Grudzień 2010, 00:32

OstraPapryczka napisał/a:

Jak już wspomniałam przeczytałam streszczenie, zawężone do jakiejś strony ;) więc nie mam pełnego obrazu sytuacji...ale myślę, że w przypadku tej pani nie chodziło o ziemskie pożądanie i że te związki miały zaspokajać jej libido nie fizyczne, a psychiczne właśnie. Moim zdaniem biedaczka cierpiała na jakiś skrajny przypadek borderline'a, żyła w świecie urojonych wyobrażeń nie mając o prawdziwej miłości najmniejszego pojęcia.


Streszczenie?! No wiesz? Jasne, że w mniemaniu Emmy Bovary nie chodziło o pożądanie ziemskie - właśnie dlatego przytoczyłem jej przykład. Jej przypadek obrazuje myślenie wielu kobiet, które mają wyobrażenie metafizycznej miłości, a w rzeczywistości ukierunkowują swoje dążenia w stronę tej ziemskiej. Na swój popęd i dość proste potrzeby (odpowiedzialny, silny, inteligentny partner) nakładają sztafaż "romantycznej" miłości.

Z rozkładaniem osobowości Emmy na czynniki pierwsze nie ma co przesadzać. Nie wiem, w jakim duchu pisane było streszczenie książki. Być może w duchu krytyki feministycznej? No i wtedy Emma będzie kobietą tak niesamowicie złożoną, że klękajcie narody! A przecież Flaubert przedstawił nam (świetnie - to fakt) pretensjonalną i trywialną kokotę, która ma siano w głowie. To jest wyjaskrawienie kłamstewek, którymi kobiety zagłuszają swoje własne potrzeby.

Przepraszam, że jestem taką szowinistyczną męską świnią.

Wątku z egoizmem nie będę rozwijać. Być może za daleko wyszedłem z pojęciami takimi jak właśnie egoizm, bo ten kojarzy się dość jednoznacznie. Bardziej zależało mi na tym, aby zwrócić uwagę na to, że u źródeł wszystkich naszych działań stoi nasze "ja", czy to w sposób uświadomiony, czy nie. Ale zdaję sobie sprawę, że takimi stwierdzeniami mogę tworzyć wrażenie, jakobym dążył do wyeliminowania z obiegu wartości takich jak współczucie, chęć niesienia pomocy, empatia. Nic bardziej mylnego.

"Wszystkie refleksje nosimy w sobie i w pewnym sensie nasze życie kończy się na własnym ja. Dlatego można powiedzieć, że człowiek jest samotny pośród tłumu i rozgardiaszu ludzkich spraw. Snuje swe refleksje tylko dla siebie, wszystko co przykre i smutne, odczuwa tylko własnym podniebieniem" i jeszcze jeden:"Czym są dla nas cudze smutki, czym cudze radości? Czymś, co może nas wzruszyć tylko dzięki potędze współczucia lub tajemnego obrotu afektów, wszystkie prawdziwe refleksje skierowane są jednak do wewnątrz. Nasze medytacje odbywają się w doskonałej samotności; wszystkich namiętności doświadczamy w odosobnieniu; kochamy, nienawidzimy, pożądamy i cieszymy się w samotności. Cokolwiek komunikujemy na ten temat innym, czynimy po to, by pomogli nam w spełnieniu naszych pragnień. Wszystko to kończy się na nas samych; radość, kontemplacja jest samotności i odosobnieniem; cieszymy się tylko dla siebie i tylko dla siebie cierpimy".

To było bezczelne powołanie się na "mądrą głowę", w tym wypadku na Daniela Defoe. Dobrze wiem, że w tych wypowiedziach nacisk położony jest na myślenie i odczuwanie, a pozostaje jeszcze sfera działania. Ta jest widoczna dla wszystkich i dlatego najbardziej przemawia do nas. A jednak to nie ona jest przyczyną i nie w niej należy szukać źródeł. Czasami miewam ogromne pragnienie, by chociaż przez kilkanaście sekund poczuć naprawdę to, co czuje druga osoba. I świadomość, że nigdy nie będzie nam to dane jest...bolesna. Nawet, jeśli w przyszłości zostaną wynalezione urządzenia "czytające" nasze myśli, to zawsze będzie to obserwacja z perspektywy drugiego podmiotu. Niemożność przekroczenia tej bariery jest fascynująca, a zarazem przerażająca. Przynajmniej dla mnie. Bardzo bym np. chciał przynajmniej przez moment poczuć, czuć, być kochaną przeze mnie osobą.

OstraPapryczka - 28 Grudzień 2010, 13:39

Hej Ksenomorf, wróciłam dopiero ze świątecznego urlopu, już odpisuję. Momentami może być chaotycznie, mam trochę pracy do nadrobienia...

Cytat:
A przecież Flaubert przedstawił nam (świetnie - to fakt) pretensjonalną i trywialną kokotę, która ma siano w głowie. To jest wyjaskrawienie kłamstewek, którymi kobiety zagłuszają swoje własne potrzeby.

Przepraszam, że jestem taką szowinistyczną męską świnią.


Nie wiem, czy pretensjonalna i trywialna, stawiam jednak na BPD :P A dalsza część Twojego zdania sugeruje (???) zranienia(???), złe wzorce(???) - gdybam - masz trochę wykrzywiony obraz kobiet w ogóle, tak myślę.

Cytat:
Jej przypadek obrazuje myślenie wielu kobiet, które mają wyobrażenie metafizycznej miłości, a w rzeczywistości ukierunkowują swoje dążenia w stronę tej ziemskiej. Na swój popęd i dość proste potrzeby (odpowiedzialny, silny, inteligentny partner) nakładają sztafaż "romantycznej" miłości.


Inteligencji się nie czepiaj :P Faceci o wysokim iq mają lepszej jakości plemniki, bystre dziewczynki z natury rzeczy lubią bystrych chłopczyków, nie nasza wina :mrgreen: Co do odpowiedzialności - a dlaczego miałybyśmy szukać nieodpowiedzialnych? Jest różnica między egoizmem a masochizmem ;) Chociaż ...serce nie sługa i bywa że padnie na nieodpowiedzialnego dupka, o co w dzisiejszych czasach nietrudno. Z "siłą" polemizowałabym, ale tylko dlatego, że osobiście lubię wrażliwców, zaś sama świetnie operuję obcasami ;) Myślę, że trochę bazujesz na stereotypach.
Bardziej serio:

Myślę że w metafizyce nie chodzi o to, żeby żyć fantazjami i wyobrażeniami wykręcającymi rzeczywistość (to raczej zakrawa o urojenia niż o metafizykę), tylko żeby być gotowym i poznać kiedy prawdziwe uczucie przyjdzie. Owszem, każdy z nas ma jakiś balast doświadczeń wpływający na gusta, ludzie łączą się bo dobrze im współgra DNA, bo szukają swoich przeciwieństw albo podobieństw, bo ... każdy ma jakiś gust, ale to nie dyskredytuje prawdziwej miłości. Wierzę w przeznaczenie, jak również w to, że można na skutek własnej głupoty/przyczyn innych wypiąć się na nie tyłkiem. I że coś może spaść nam " z nieba" - też wierzę. Jak również w to, że miłość można w sobie wypracować. Wczoraj rozmawialiśmy o tym na czacie nawet, wpadnij kiedy na dyskusję live :)
W dużym skrócie: w miłości nie widzę miejsca na myślenie o sobie. "Miłość nie szuka swego"

dalej o altruizmie w szerszym kontekście:

Cytat:
Wszystkie refleksje nosimy w sobie i w pewnym sensie nasze życie kończy się na własnym ja

i...
Cytat:
Dobrze wiem, że w tych wypowiedziach nacisk położony jest na myślenie i odczuwanie, a pozostaje jeszcze sfera działania

No właśnie :)
Mowa o refleksjach i o postrzeganiu świata przez pryzmat samego siebie, nie o efektach tego postrzegania w postaci konkretnego działania i jego pobudek.

Cytat:
Czym są dla nas cudze smutki, czym cudze radości? Czymś, co może nas wzruszyć tylko dzięki potędze współczucia lub tajemnego obrotu afektów


Dziwi mnie użycie przez autora spójnika "tylko". Jak to tylko? Tylko przez współczucie? A w jaki inny sposób człowiek ma odczuwać? (BTW- jak można powiedzieć "tylko dzięki potędze współczucia " , zdanie haczy o oksymoron :roll: ) Odwróciłabym stwierdzenie i zapytała autora co by było, gdyby współczucie nie istniało. "Tylko" patologia?
I dalej...do konkluzji:

Cytat:
wszystko co przykre i smutne, odczuwa tylko własnym podniebieniem

Ha, znów to samo. Jednakże te stwierdzenia pana Daniela Defoe - jakąkolwiek głową by nie był- są przesiane "tylko" przez jego własny światopogląd . Defoe nie bazuje na faktach, nie argumentuje rzeczowo, "tylko" głosi.

To nie przeczy istocie altruizmu, świadczy jedynie o tym, że człowiek może być jak kondensator na ładunek globalnego cierpienia. Bez tego "podniebienia" empatia byłaby niemożliwa, jak również doświadczanie jakichkolwiek uczuć. Człowiek to stworzenie z krwi i kości, nie mamy innych narzędzi do odczuwania czegokolwiek niż to, w co przysposobił nas Bóg/natura. Wbrew założeniom autora - to zdanie stanowi o istocie człowieczeństwa i alternatywie dla patologii. Dzięki temu że Ty odczuwasz - możesz poczuć nie tylko własny ból, ale także ból innych.

Prawdziwym problemem altruizmu skierowanego na "ja" jest nie odczuwanie a takie działanie, które pod pozorem bezinteresowności pozwala zagłuszyć ów ból. Niestety nie przekreśla to istnienia prawdziwie altruistycznych postaw ludzkich, gdzie nierzadko wykonujesz coś wbrew sobie, na własną szkodę, samemu narażając się na dyskomfort a nawet na cierpienie. Ciężkie to jest do pojęcia jako że wydaje się przeczyć naturze ludzkiej (np. instynkt samozachowawczy) ale nie kwestionowałabym czegoś tylko z powodu jego wyjątkowości czy sporadyczności.

Jeśli już miałabym zwalić na coś gesty bezinteresowne drobne/czyny wzniosłe, żeby wepchnąć je bezdusznie w bezlitośnie odzierającą z piękna naukę - zwaliłabym to prędzej na geny niż potrzeby libidalne. Dlaczego? Teoria o genie COMT-VAL, przybliżę w skrócie.

Naukowcy z Uniwersytetu w Bonn głoszą nowatorską teorię będącą efektem badań nad altruizmem. Badanym wręczono pieniądze które dobrowolnie i całkowicie anonimowo pozwolono zabrać do domu, lub część wpłacić na cele charytatywne. Uczestnikom pobrano próbki DNA i skoncentrowano się na badaniu genu COMT, w którym zapisane są instrukcje budowy enzymów modyfikujących w mózgu działanie neurotransmiterów, w tym m.in dopaminy odpowiadającej za poczucie satysfakcji i zadowolenia. Są dwie wersje tego genu - COMT-Met i COMT-Val. Okazało się, że dwa razy więcej pieniędzy na cele charytatywne przekazywały osoby z wersją genu COMT-VAl.

A teraz najciekawsze - posiadanie wersji genu COMT-VAL oznacza w praktyce zaburzenie drogi dopaminergicznej - enzym blokujący działanie dopaminy jest nadaktywny, dezaktywuje ją :)

Czyli innymi słowy i pół-żartem - z satysfakcji z pomocy nici ;)

Osobiście nie rzucam się radośnie w objęcia teorii o genach, ale nawet jeśli komuś wyda się być sensowna to wniosek jest jeden : prawdziwym altruistą trzeba się urodzić :P

Cytat:
Czasami miewam ogromne pragnienie, by chociaż przez kilkanaście sekund poczuć naprawdę to, co czuje druga osoba. I świadomość, że nigdy nie będzie nam to dane jest...bolesna. Nawet, jeśli w przyszłości zostaną wynalezione urządzenia "czytające" nasze myśli, to zawsze będzie to obserwacja z perspektywy drugiego podmiotu. Niemożność przekroczenia tej bariery jest fascynująca, a zarazem przerażająca. Przynajmniej dla mnie. Bardzo bym np. chciał przynajmniej przez moment poczuć, czuć, być kochaną przeze mnie osobą.

Też czasem o tym myślę, ale sądzę że jest szansa, iż będzie dane nam to poznać w swoim czasie. Niekoniecznie w tym wymiarze ;-)

Pozdrawiam

OstraPapryczka - 2 Styczeń 2011, 12:33

Ore napisał/a:
to jak tak mam, (...) w koncu jednak zaczelam pomagac dla samej pomocy bo ja przeciez bez tego zyc nie moge i nie wazna satysfakcja moja tylko tego co sie pomaga mu.

No to szacunek :)
Co ciekawe, osoby z wersją comt-val są wrażliwsze, mają ogólnie tendencje do stanów depresyjnych, refleksyjności, w skrajnych przypadkach do zaburzeń typu depresja dwubiegunowa i inne

Często się słyszy o pomaganiu właśnie rzekomo z tego powodu, że robisz coś dla innych bo sobie pomóc nie możesz. A tu jednak wychodzi na to, że po prostu ten problemowy typ tak z natury ma.

Ksenomorf - 3 Styczeń 2011, 00:43

OstraPapryczko, obawiam się, że nasze drogi rozchodzą się u podstaw. Nie wiem, czy cokolwiek nowego mogę wnieść do tej dyskusji, możemy chyba tylko, co najwyżej, zatoczyć koło. Zresztą mam wrażenie, że już to zrobiliśmy.

Cytat:
Nie wiem, czy pretensjonalna i trywialna, stawiam jednak na BPD :P A dalsza część Twojego zdania sugeruje (???) zranienia(???), złe wzorce(???) - gdybam - masz trochę wykrzywiony obraz kobiet w ogóle, tak myślę.


Czy pograniczne zaburzenie osobowości jest kolejną eufemistyczną, pseudonaukową maską dla zachowań (między innymi, rzecz jasna) nazywanych dawniej bardziej dosadnie? Rozumiem, że podawanie przyczyn może pełnić czysto poznawcze funkcje, ale nie wiem, czemu obecnie istnieje tendencja, żeby je rozciągać także na wymiar etyczny, a w Twojej wypowiedzi pobrzmiewa taka chęć osłonięcia Emmy tym pseudonaukowym rekwizytem. Trudne dzieciństwo nie jest dla mnie powodem, aby inaczej ocenić mordercę albo pedofila, który zgwałcił i skrzywdził ileś tam dzieci. Podobnie rzekome BPD nie jest dla mnie powodem, żeby inaczej ocenić zachowanie, którego nie powstydziłaby się tylko szmata.

Ale w przypadku pani Bovary nie chodzi tylko o wymiar etyczny, ale również o niezwykłą wręcz infantylność i jałowość jej umysłu.

Argument zarzucający drugiej osobie stereotypizację na tle płciowym pozostawiam bez komentarza. Nie lubię wdawać się w wojenki damsko - męskie.

Cytat:
Myślę że w metafizyce nie chodzi o to, żeby żyć fantazjami i wyobrażeniami wykręcającymi rzeczywistość (to raczej zakrawa o urojenia niż o metafizykę), tylko żeby być gotowym i poznać kiedy prawdziwe uczucie przyjdzie. Owszem, każdy z nas ma jakiś balast doświadczeń wpływający na gusta, ludzie łączą się bo dobrze im współgra DNA, bo szukają swoich przeciwieństw albo podobieństw, bo ... każdy ma jakiś gust, ale to nie dyskredytuje prawdziwej miłości. Wierzę w przeznaczenie, jak również w to, że można na skutek własnej głupoty/przyczyn innych wypiąć się na nie tyłkiem. I że coś może spaść nam " z nieba" - też wierzę. Jak również w to, że miłość można w sobie wypracować. Wczoraj rozmawialiśmy o tym na czacie nawet, wpadnij kiedy na dyskusję live :)
W dużym skrócie: w miłości nie widzę miejsca na myślenie o sobie. "Miłość nie szuka swego"


Naturalnie, słowem "metafizyka" posługiwałem się na zasadzie skrótu myślowego, acz nie do końcu znowu tak nieuzasadnionego, przynajmniej, jeśli chodzi o Ciebie. W Twoich wypowiedziach daje się zauważyć echo tejże metafizyki. Szczególnie właśnie, gdy piszesz o miłości, którą sytuujesz w opozycji do uwarunkowań psychicznych, fascynacji, pożądania, itd. Miłość jest dla Ciebie, czymś, co spada na nas z nieba, nie wiadomo skąd, zjawia się nagle. Dlaczego mam wrażenie, że miłość jest dla Ciebie trochę takim pojęciem - wytrychem? Niezwykle pojemne, a przez to jednocześnie puste, bo tak naprawdę niczego określonego nie mówi. Najczęściej służy jako rekwizyt stawiający nadawcę w pozycji etycznie wyższej ("Ja mam patent na to wzniosłe uczucie! Patrzcie!") i istnieje tylko na płaszczyźnie dyskusji. Rzeczywistość weryfikuje zaś wspomnianą "miłość" w Twoim metafizycznym rozumieniu. Ta sama "miłość" pojawia się kilkukrotnie w Twojej wypowiedzi na temat dokumentu, jaki był umieszczony przed świętami na Onecie. I tam stawiasz ją w opozycji do uwarunkowań psychicznych, które popchnęły bohatera filmu do dewiacyjnych zachowań. A dla mnie jego preferencje i "miłość" wywodzą się z tego samego rdzenia. Jest nim nasz umysł. Nic "poza", żadne 'meta", żadna "miłość" nieokreślona. To tylko taka drobna uwaga.

Może zastąpmy to nadęte słowo, takimi wyrażeniami jak "szacunek", "lojalność", "zaufanie"?

Jeśli chodzi o altruizm, egoizm i Daniela Defoe, to jest to właściwie temat wyczerpany. Już napisałem, w jakim sensie, widzę źródło altruistycznych (i szeregu innych) zachowań w naszym "ja". Ja nie neguję zachowań altruistycznych i ich pozytywnej strony, Ty nie negujesz w zasadzie "ja", które stoi u źródeł tych zachowań. Rzecz zdaje się rozbijać o wymiar etyczny i wartościowanie. Tymczasem zaznaczałem, że zachowanie Kolbego było "zacne". I każde zachowanie, w którym okazujemy dobroć niewątpliwie może być tak wartościowane (może poza nielicznymi wyjątkami, kiedy okazywanie dobroci jest oznaką głupoty i już na wstępie nie daje szansy na pozytywny oddźwięk).

Współodczuwanie nigdy nie będzie zaś kopią tych uczuć i tego, co czuje druga osoba. Tego się powtórzyć nie da. Chodzi mi tu naprawdę już o, powiedzmy, esencjalny wymiar naszej podmiotowości. Ja wiem, że może być nam przykro, możemy rozpaczać z drugą osobą, cieszyć się, itd., ale jednak to jesteśmy my. Nasze "ja". I tyle.

Cytat:
Jeśli już miałabym zwalić na coś gesty bezinteresowne drobne/czyny wzniosłe, żeby wepchnąć je bezdusznie w bezlitośnie odzierającą z piękna naukę - zwaliłabym to prędzej na geny niż potrzeby libidalne. Dlaczego? Teoria o genie COMT-VAL, przybliżę w skrócie


Zaraz, zaraz, to wyszło wreszcie, że za altruizmem też stoi libido moim zdaniem? Czy ja się chwaliłem, że mam plakat Zygmunta Freuda nad łóżkiem? ;) Chyba wtedy poszedłem już po prostu w kierunku owych dywagacji na temat nadrzędności naszego "ja".

OstraPapryczka - 4 Styczeń 2011, 13:27

Ksenomorf napisał/a:
Zaraz, zaraz, to wyszło wreszcie, że za altruizmem też stoi libido moim zdaniem? Czy ja się chwaliłem, że mam plakat Zygmunta Freuda nad łóżkiem? ;) Chyba wtedy poszedłem już po prostu w kierunku owych dywagacji na temat nadrzędności naszego "ja".

No więc właśnie, trzeba było od tego zacząć od początku :) większość ludzi szuka jakiegoś poczucia bezpieczeństwa w ideologii, upodobaniach. Do jakiejkolwiek rzetelności dyskusji potrzebne jest otwarcie się na inne możliwości, a co za tym często idzie - założenie, że bezpieczne fundamenty trzeba będzie rozkopać. Ty dzielnie się bronisz :mrgreen: Każdy, absolutnie każdy ma jakiegoś fioła:) I dzięki temu świat nie jest nudny!
Cytat:

Czy pograniczne zaburzenie osobowości jest kolejną eufemistyczną, pseudonaukową maską dla zachowań (między innymi, rzecz jasna) nazywanych dawniej bardziej dosadnie? (...)Trudne dzieciństwo nie jest dla mnie powodem, aby inaczej ocenić mordercę albo pedofila, który zgwałcił i skrzywdził ileś tam dzieci. Podobnie rzekome BPD nie jest dla mnie powodem, żeby inaczej ocenić zachowanie, którego nie powstydziłaby się tylko szmata

Takie dyskusje są zawsze trudne, bo mogą rodzić emocje. Za krzywdę wyrządzaną drugiemu człowiekowi zawsze odpowiada on sam, ponieważ krzywda zakłada akt woli. Ostateczną decyzję za jakąkolwiek krzywdę podejmuje zawsze oprawca i tu zgadzam się z Tobą.
Nie zawsze jednak jest to premedytacją. Zeszłabym z morderców itp. jako że to skrajny przykład (chociaż uznaję możliwość że dzieciństwo z piekła rodem może destrukcyjnie wpłynąć na tożsamość i zdrowie psychiczne), nie zawsze masz jednak wpływu na funkcjonowanie swojego mózgu, co może warunkować takie a nie inne postawy. Każdemu kto to zakwestionuje powiem tyle - daj sobie wyciąć część odpowiadającą za konkretną funkcję i teraz daną funkcję wprowadź w życie.
Moim zdaniem odpowiedzialność człowieka zwichrowanego psychicznie czy neurologicznie zaczyna się wówczas gdy nie szukasz pomocy i nie próbujesz rozwiązać swojego problemu.

To, że Bovary sypiała z facetami nie stawia jej w moich oczach na pozycji szmaty, szukała spełnienia które na chwilę uzyskiwała w cudzych ramionach. Zeszmaca ją to, że zdradzała swojego męża, który podobno ją kochał a przede wszystkim - że krzywdziła własne dziecko. Dlatego wspomniałam o tym, że o miłości nie miała pojęcia.

Co więcej -ten typol z onetu zasługuje tym bardziej na potępienie - bo za jego czynami stały po prostu kompleksy. Więc konsekwentnie - nie zakładajmy mu pseudofilozoficznych masek :)
Cytat:
Argument zarzucający drugiej osobie stereotypizację na tle płciowym pozostawiam bez komentarza. Nie lubię wdawać się w wojenki damsko - męskie.

Nie zarzucam Ci podążania za ścieżkami stereotypów, to po prostu nie pierwszy wątek na którym nieco oschle wypowiadasz się o kobietach w ogóle. Być może to efekt osobistych doświadczeń (wszak coś ku Freudowi Cię skłania), bądź inna sfera aposteriorycznie naznaczona, w którą rzecz jasna z butami nie zamierzam wchodzić.

Cytat:
Miłość jest dla Ciebie, czymś, co spada na nas z nieba, nie wiadomo skąd, zjawia się nagle

Wyciągasz z kontekstu. Stwierdziłam, że wierzę w miłość jako w coś co z natury rzeczy sięga wyżej ponad przeciętność i banalność. Że może spaść nieba, można też ją w sobie wypracować.
Cytat:
W Twoich wypowiedziach daje się zauważyć echo tejże metafizyki. Szczególnie właśnie, gdy piszesz o miłości, którą sytuujesz w opozycji do uwarunkowań psychicznych, fascynacji, pożądania, itd

Nie powiedziałabym, że stoi w opozycji (wszak często współgra symbiotycznie) ale że nie jest konkretnie tym, o czym piszesz. Za pożądaniem stoją potrzeby biologiczne lub psychiczne, pożądać możesz kogoś na kim szczególnie Ci nie zależy. Fascynacja, zauroczenie, oczarowanie - mąci mózg i trąci chemią :) To wszystko może być bardzo fajne, ale bez miłości głębi pozbawione. I znów wracamy do Emmy B. i pewnej logicznej konsekwencji.

Cytat:
Dlaczego mam wrażenie, że miłość jest dla Ciebie trochę takim pojęciem - wytrychem? Niezwykle pojemne, a przez to jednocześnie puste, bo tak naprawdę niczego określonego nie mówi.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Ty pieścisz na piedestale subiektywizm jako dawcę poznawczej rozkoszy. Ja kwestionuję subiektywizm. Głoszenie teorii z libido w roli sprawcy przyczynowo-skutkowego prowadzi do uznania, iż filozofia ich twórców opiera się właśnie na tej bazie. Obawiałabym się kreować wizję rzeczywistości i oglądać horyzonty stojąc na czyimś wyolbrzymionym penisie ;) Logika, rozumowanie normatywne, jeśli filozofia to epistemologia, obiektywizm, rozumowanie logicznie wielowartościowe. :) To mój szlak i właśnie tu jest to skrzyżowanie, na którym idziemy w dwie różne strony :) kazdy ze swoim fiołem :mrgreen:
Miłość nie jest wytrychem, acz prezycyjne zdefiniowanie uważam za trudne do wykonania. Z pewnością zaś z definicji zakłada pewną wyjątkowość, stoi ponad ja, kocha nie za coś, a pomimo. Pragnienie dobra osoby kosztem siebie, poświęcenie, oddanie, dawanie - są dla mnie kluczowymi testerami na miłość w sytuacjach gdy znaczenie uczucia konfrontuje rzeczywistość.

Cytat:
Może zastąpmy to nadęte słowo, takimi wyrażeniami jak "szacunek", "lojalność", "zaufanie"?

Poszłabym tu na kompromis (że ok, może dla mnie to nie stanowi wyczerpującego w treści odpowiednika, ale w pewnej mierze określa cechy związku opartego na uczuciach wyższych). Jest tylko jeden mały minus. Są związki którym nieobcy jest szacunek i lojalność, itp. A ich bazą jest np. silna potrzeba przynależności, poczucie samotności i nic poza tym. To przypomina mi wymianę handlową, a czasem jak się na ludzi popatrzy to i prostytucję.
Cytat:
Współodczuwanie nigdy nie będzie zaś kopią tych uczuć i tego, co czuje druga osoba. Tego się powtórzyć nie da. Chodzi mi tu naprawdę już o, powiedzmy, esencjalny wymiar naszej podmiotowości. Ja wiem, że może być nam przykro, możemy rozpaczać z drugą osobą, cieszyć się, itd., ale jednak to jesteśmy my. Nasze "ja".

Rozumiem co chcesz przekazać, ale wydaje mi się że to znowu jest szukanie drugiego dna w czymś stosunkowo prostym. Dla Ciebie ból nie może być kopią uczuć przeżywanych przez drugą osobę. Dla mnie to tożsama "psychiczna", czy fizyczna nocycepcja, ból jak reakcja centralnego układu nerwowego, który każdy ma ten sam, może tylko inną na ból wrażliwość. Skalę odczuwania bólu wyrażasz werbalnie i niewerbalnie, tzn współodczuwanie na podstawie tych sygnałów wysyła bodźce do naszego układu nerwowego. A zatem nie ma kompletnie znaczenia sposób w jaki odczujesz "cudze" cierpienie. Cierpienie to cierpienie i tyle. A będzie ono "cudze" ponieważ Twój organizm nie miał racjonalnych podstaw obronnych do wywołania reakcji bólu. Niestety w dzisiejszych czasach ludzie lecą w górę po drabinie analgetycznej, ale to już inny temat.

Ty mi powiesz: może być mi przykro, ale nie czuję Twojego cierpienia, to nie będzie to samo z racji odbioru przez własne ciało.
Ja Ci powiem: daj mi różę, poczuj jej woń ... czy możesz poczuć coś innego niż ja gdy biegam po ogrodzie? Cierpienie, zapach kwiatów... empatia, zmysł węchu ...i nic poza tym.

Ksenomorf - 6 Styczeń 2011, 01:00

OstraPapryczka napisał/a:
No więc właśnie, trzeba było od tego zacząć od początku :) większość ludzi szuka jakiegoś poczucia bezpieczeństwa w ideologii, upodobaniach. Do jakiejkolwiek rzetelności dyskusji potrzebne jest otwarcie się na inne możliwości, a co za tym często idzie - założenie, że bezpieczne fundamenty trzeba będzie rozkopać. Ty dzielnie się bronisz :mrgreen: Każdy, absolutnie każdy ma jakiegoś fioła:) I dzięki temu świat nie jest nudny!


Oczywiście żartowałem z tym plakatem! Chociaż... http://www.zazzle.co.uk/s...398105775612506

Perełką jest ten oto rekwizyt dla niewiast rozmiłowanych w Zygmuncie: http://www.zazzle.co.uk/f...808524260914476

A to dla tych, którzy wystrugali już sobie małego freudowskiego bożka i mają pieniądze: http://www.allposters.pl/...aty_c95212_.htm

A wracając do wątku miłości, to chciałem w swojej wcześniejszej wypowiedzi zwrócić uwagę też na jeszcze jedną rzecz, ale chyba niedostatecznie ją zaakcentowałem. Mówiąc o "miłości" jako pustym pojęciu, zwracałem uwagę, że nie ma ona rzeczywistego odniesienia, a istnieje jedynie w sferze jakichś ideałów. Analiza Twoich wypowiedzi również to potwierdza. Zauważ, że gdy piszesz o jakichś indywidualnych przypadkach albo po prostu schodzisz na ziemię, to zawsze podajesz przyczyny, za którymi stoi umysł. Miłość pojawia się tylko jako coś, "co może się stać", coś potencjalnego i coś nieokreślonego. A określić jej nie możesz, bo aparat określający zawłaszcza sobie - i słusznie - psychologia i biologia. Nie ma przypadku dwojga ludzi, których "miłości" nie można byłoby zinterpretować przy pomocy tego aparatu. Nawet za najbardziej "idealistycznym" obrazem miłości stoi tylko nasz umysł. Jestem przekonany, że wyobrażenie miłości jako pewnego idealistycznego wymiaru uczuć wzięło się, paradoksalnie, z pomylenia jej z najbardziej biologicznie uwarunkowanym stanem, a więc właśnie "zakochaniem się", "zauroczeniem", itd. Przez rok, dwa (a bywa, że rzadziej) chodzimy kilkanaście centymetrów nad ziemią, a potem to się kończy. I stąd ten mityczny obraz miłości, jak i samo wmawianie sobie, że coś takiego istnieje. Nie istnieje. Jesteśmy uzależnieni od chwili, przeszłości, swojego "ja", które ten potencjalny stan miłości musi rozbić w drobny mak, na tysiąc różnych kawałków i z czasem coraz częściej pojawiających się ambiwalentnych odczuć i uczuć.

Cytat:
I tu dochodzimy do sedna problemu. Ty pieścisz na piedestale subiektywizm jako dawcę poznawczej rozkoszy. Ja kwestionuję subiektywizm.


Słuszna uwaga. Tylko, że dla mnie subiektywizm pełni rolę nadrzędną na poziomie epistemologicznym, jak raczyłaś zauważyć, podczas, gdy Ty wykazujesz skłonności do babrania się w nim, gdy wchodzi się na poziom aksjologii, o czym świadczą wątek Emmy i Twoje uwagi o tych, którzy mają problemy psychiczne. Ja sobie mogę budować wizję świata w oparciu o czyjegoś penisa, ale przy ocenie stosuję się starych zasad i tego, co jest nam dane w zewnętrznym poznaniu, podczas, gdy Ty poznawczo stosujesz ogólnikowe myślenie, co wpycha Cię na tory idealistycznego myślenia, a przy ocenie, zaczynasz mącić i dopowiadać "ale".

Cytat:
Rozumiem co chcesz przekazać, ale wydaje mi się że to znowu jest szukanie drugiego dna w czymś stosunkowo prostym. Dla Ciebie ból nie może być kopią uczuć przeżywanych przez drugą osobę. Dla mnie to tożsama "psychiczna", czy fizyczna nocycepcja, ból jak reakcja centralnego układu nerwowego, który każdy ma ten sam, może tylko inną na ból wrażliwość. Skalę odczuwania bólu wyrażasz werbalnie i niewerbalnie, tzn współodczuwanie na podstawie tych sygnałów wysyła bodźce do naszego układu nerwowego. A zatem nie ma kompletnie znaczenia sposób w jaki odczujesz "cudze" cierpienie. Cierpienie to cierpienie i tyle. A będzie ono "cudze" ponieważ Twój organizm nie miał racjonalnych podstaw obronnych do wywołania reakcji bólu. Niestety w dzisiejszych czasach ludzie lecą w górę po drabinie analgetycznej, ale to już inny temat.


No widzisz, dla Ciebie cierpienie to cierpienie, miłość to miłość, itd. Piszesz:
Cytat:
Ja Ci powiem: daj mi różę, poczuj jej woń ... czy możesz poczuć coś innego niż ja gdy biegam po ogrodzie? Cierpienie, zapach kwiatów... empatia, zmysł węchu ...i nic poza tym.


To, co wymieniłaś to tylko znaki językowe. Chyba nie sądzisz, że są one (podobnie jak i zewnętrzne objawy somatyczne) w stanie oddać całą paletę odczuć ujawniającą się w naszym wnętrzu. Nie wspominając o najprostszej sprawie. Nigdy, ale to nigdy nie będziesz wiedzieć, czy druga osoba mówiąc "cierpię", czy nawet pokazując to, rzeczywiście cierpi (opcjonalnie: kocha, czuje coś, widzi, itd.). Uszyłaś to tak grubymi nićmi, że aż przetarłem oczy ze zdumienia.

Właśnie na takich uproszczeniach budowano idealizm i idealne wyobrażenie człowieka i jego natury. Bo skoro mamy tu do czynienia z pojęciami jednakowo doświadczanymi przez wszystkich, tzn. że ideał można osiągnąć w wymiarze globalnym. Do czego to doprowadziło, pokazały wszystkie krwawe rewolucje.

Pawel831 - 6 Styczeń 2011, 14:17

Cóż za gorąca dyskusja. Ja wyłuskałem z niej Zygmunta Freuda. Jakiś czas temu natknąłem się na obrazek oprawiony w ramkę, zatytułowany "O czym myślą faceci". Na dole był podpis Zygmunt Freud żeby wszystko było jak najbardziej wiarygodne. A obrazek znalazłem w internecie i dzięki temu możecie go teraz oglądać. No to hop:

http://www.mako.boo.pl/co...aga_prawda.html


I co?

Yosher - 24 Luty 2011, 11:41

Misje DC to głupota :) Tyle w temacie.
Kamilcia4745 - 24 Luty 2011, 13:19

Nie korzystałam, ale jeśli komuś ma to pomóc w nieśmiałości to dlaczego nie? Akurat te misje wydają mi się dziwne...
budda - 21 Styczeń 2012, 00:28

Sory, że odkopuję ten temat, ale udało mi się przerobić cały kurs demonic confidence i chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami, ewentualnie odpowiedzieć na wasze pytania. Swego czasu sam byłem bardzo nieśmiały. Przez pewien czas (tak 3-4 lata temu), byłem czytelnikiem tego forum. Wówczas ten cały DC wydawał mi się nierealny :P Z czasem jednak zyskiwałem pewność siebie poprzez coraz większe obycie towarzyskie. Kiedy zaczynałem kurs nadal byłem trochę nieśmiały, ale w kontaktach radziłem sobie całkiem nieźle.

Przechodząc do samego DC. Polecam to każdemu z Was. Daje znakomite efekty, dokonuje stałych zmian w myśleniu, likwiduje blokady społeczne, a i wy czujecie się świetnie. Macie większą radość z życia, nie przejmujecie się opinią innych, nie boicie się wykonywać czynności wcześniej sprawiających wam problem. Mówicie głośno, wyraźnie, macie prawidłową postawę ciała, nie chodzicie już zgarbieni, chodzicie z uśmiechem na twarzy, a patrzenie ludziom oczy sprawia wam przyjemność.

Teraz, siedząc przed komputerem wydaje się wam to nierealne, że za 3 tygodnie, moglibyście być całkowicie innymi ludźmi. Ale tak jest, DC to doskonałe narzędzie do poprawy pewności siebie.

Z początku wiadomo, jest ciężko. Przy pierwszych dwóch misjach miałem ogromne opory. Każda z nich zajęła mi około 2 godzin. Pojawiały się wówczas wymówki, nie podejdę bo z kimś rozmawia, bo ma słuchawki na uszach, nie podejdę bo nie, itd. 3 misja, która przed jej rozpoczęciem wydawała mi się nie do wykonania, poszła bez większych oporów. Wystarczyło wpaść w rytm, bo szczerze zanim zebrałem się do pierwszego podejścia, minęło jakieś 20 minut. Ale potem już jakoś leciało.

Z każdą wykonaną misją, pojawiał się większy luz, pewność siebie, opanowanie, swoboda. Po 4 misji zauważyłem, że mam wyrąbane na to, co myślą o mnie inni (4 dni wcześniej to było nie do pomyślenia :) Przy 6 misji, miałem problem, żeby wbić sobie do głowy strach przed podejściem. Misję 10 miałem wykonać bez żadnych emocji i powiem wam, że ogromnym problemem było dla mnie zdjęcie uśmiechu przy podejściu i rozmowie. Po prostu nie potrafiłem podchodzić już obojętnie do kobiet.

Dalej nie chce mi się na razie opisywać bo jestem już senny, ale jutro edytuję posta i podzielę wrażeniami do końca kursu :)

lgxxi - 21 Styczeń 2012, 13:02

DC nigdy nie robiłem,ale słyszalem o tym wiele dobrego i wiem, ze to działa. Dobre na sam początek, bo ogolnie oswaja z różnymi reakcjami ludzi, co staje się przydatne później. Wrażliwym polecam ocenzurowanie niektórych misji. Niektórzy krytykują`DC, bo jest nieetyczny, ale chodzi o to, ze wy nie robicie nikomu krzywdy, tylko staracie sie byc innymi.
No ale niektórym choćbyś chciał pomóc, to nie masz szans, bo on ci na to nie pozwoli :roll:

ktojestem - 21 Styczeń 2012, 18:56

budda napisał/a:
Cytat:

powiem wam, że ogromnym problemem było dla mnie zdjęcie uśmiechu przy podejściu i rozmowie.



Zdjęcie czego? A nie, źle przeczytałam, sorry.



Cytat:
DZIEŃ 12

MISJA PRAKTYCZNA: Idziemy zjeść najbardziej obrzydliwe danie, jakie na oczy widzieliśmy.

Robimy afirmacje do dzisiejszego dnia.
Koniec z masturbacją i filmami erotycznymi.


Tak, nie przeczę że ma to jakiś sens, rozstrój żołądka zwycięży wszystko.

Cytat:

DZIEŃ 19
MISJA PRAKTYCZNA: Przez cały dzień pytasz się wszystkich kobiet, czy nie chciałyby z tobą uprawiać teraz gorący, namiętny sex, jeśli powiedzą nie, proponujesz im inny termin.


Nie radzę, może to się źle skończyć. Podejrzewam że jakaś część płci pięknej zareagowałaby agresją. A pojęcie wszystkie kobiety obejmuje też staruszki i dziewczynki do lat 3?

Cytat:

Misja dzień 10: Dzisiejszego dnia zaczyna się zabawa. Misja polega na pójściu do kawiarni i zapytaniu osobnika przeciwnej płci czy możesz się dosiąść i napić z nim kawy. Do zaliczenia misji potrzebna jest tylko jedna osoba która się zgodzi. Jeżeli pierwszy facet Ci odmówi, idziesz do następnego stolika, aż w końcu ktoś się zgodzi. Pij kawę normalnym tempem i nawiąż konwersację, jak wypijesz, podziękuj i wyjdź.



A potem obudzisz się w pustym pokoju, w pomiętej pościeli i naga, z zanikiem pamięci, co robiłaś wczoraj.

Przepłszam łupszejmie, acz ja nie rosumie czemu w rzeczywistości ma pomóc ta metoda.

Ingo - 21 Styczeń 2012, 19:25

Stosowałem niektóre metody wymienione w pierwszym poście.
Jak komuś bardzo zależy i ta zmiana, nabranie pewności siebie musi być szybka to może spróbować.
W moim przypadku nie dały one nic, jeszcze później czułem się jak idiota. Wydaje mi się, że całkiem słusznie jak wspominam co wyprawiałem.

Może to oczywiste, może nie, ale nie polecam próbowania tego jak mieszkamy w małym mieście.
Raz spytałem się pewnej osoby, gdzie znajduje się stacja PKP. Potem okazało się, że ta osoba mnie znała, wiedziała ,ze jestem z tego samego miasta i powiedziała moim znajomym, że się dziwnie zachowuję :P .

lgxxi - 21 Styczeń 2012, 20:14

Ingo napisał/a:
Potem okazało się, że ta osoba mnie znała, wiedziała ,ze jestem z tego samego miasta i powiedziała moim znajomym, że się dziwnie zachowuję :P

Przejmujesz się czymś mało istotnym. Poza tym takie cuda wyprawia się z dala od miejsca zamieszkania :evil2:

plecak - 22 Styczeń 2012, 12:43

no właśnie budda a jak przebiegła misja 19;p ?
Adik - 22 Styczeń 2012, 13:12

Ja nie jestem zwolennikiem szybkich prób umocnienia swojej pewności siebie. A już tym bardziej zdobycia "demonicznej" pewności siebie ;) . Często bywa tak, że takie szybkie zmiany w psychice kończą się różnymi problemami psychicznymi. Wolę zmieniać się w naturalnym dla mnie tempie (choć faktycznie mógłbym szybciej :) ), ale jednocześnie mieć pewność trwałego efektu :) .
budda - 24 Styczeń 2012, 00:22

plecak napisał/a:
no właśnie budda a jak przebiegła misja 19;p ?


No muszę powiedzieć, że o ile misja 18 z powiedzeniem dziewczynie, że mi się podoba, nie stanowiła dla mnie problemu, tak 19 wydawała mi się kosmiczna, mimo mojego stanu :P Cóż powiem Wam, że najgorsze było pierwsze podejście, potem już z górki. Reakcje całkiem pozytywne, żadna z kobiet nie zareagowała negatywnie ani nie była agresywna, tak jak to sugerowała ktojestem. Ani razu nie dostałem w twarz ani nie zostałem zwyzywany. W większości przypadków kobiety reagowały rozbawieniem. Była też grupa, która mnie zignorowała, ale takich było akurat mało.

ktojestem napisał/a:
Nie radzę, może to się źle skończyć. Podejrzewam że jakaś część płci pięknej zareagowałaby agresją. A pojęcie wszystkie kobiety obejmuje też staruszki i dziewczynki do lat 3?


Jak już wspomniałem żadna z kobiet nie zareagowała agresywnie, chociaż kto wie co byłoby, gdybym podczas misji spotkał Ciebie. Odnośnie drugiej części: tak, to kurs pedofilii :P

ktojestem napisał/a:
Przepłszam łupszejmie, acz ja nie rosumie czemu w rzeczywistości ma pomóc ta metoda.


Ma służyć zyskaniu pewności siebie, likwidacji oporów tkwiących w naszej psychice. Zmiany nie przyjdą same, trzeba nad tym pracować. Wiadomo, że nie musisz wykonywać wszystkich misji. Sam nie robiłem tego kursu z myślą o podrywie, a właśnie o zyskaniu pewności siebie. Zaczynając, nie wiedziałem, do której misji dotrwam. Przed 1 misją myślałem, że nie przejdę trzeciej, jednak lęk przed podchodzeniem do obcych zmniejszał i byłem w stanie przechodzić do dalszych misji.

Jeśli chcesz pozbyć się nieśmiałości, możesz wykonać np. pierwsze 10 misji. Pomyśl, że w ciągu 10 dni wykonasz 300 podejść do obcych ludzi. Na pewno mocno wpłynie to na Twoje myślenie, zmniejszy twoje opory przed kontaktami z innymi.

A tak jeszcze odnośnie uwag, że to kurs nagłego zyskania pewności siebie. Chodzi po prostu o to, by weszło Ci to w nawyk, dlatego ważna jest regularność. Jeśli robiłbyś tego typu kurs z częstotliwością 1 zadanie na tydzień, to raczej nie zyskałbyś zbyt wiele.

lgxxi napisał/a:
Poza tym takie cuda wyprawia się z dala od miejsca zamieszkania :evil2:


To jeszcze zależy od wielkości miasta. Moje było na tyle małe, że aby dorwać 30 kobiet, musiałbym robić jedno zadanie przez 2 dni albo stać pod szkołą i zaczepiać każdą wychodzącą z niej dziewczynę. Dlatego DC robiłem we Wrocławiu, mimo iż musiałem dojeżdżać tam 50 km w jedną stronę. Ale było warto.

Marti - 24 Styczeń 2012, 00:58

budda napisał/a:
To jeszcze zależy od wielkości miasta. Moje było na tyle małe, że aby dorwać 30 kobiet, musiałbym robić jedno zadanie przez 2 dni albo stać pod szkołą i zaczepiać każdą wychodzącą z niej dziewczynę.

Wawa niby duża, a jednak trafiłem w dwóch różnych miejscach na tą samą osobę, więc.. można i w dużym mieście mieć szczęście :P

Co do 19 zadania, to któraś się zgodziła? :mrgreen:

Kriss - 24 Styczeń 2012, 12:57

budda napisał/a:
Ani razu nie dostałem w twarz ani nie zostałem zwyzywany.

A tego właśnie obawiam się.

budda - 24 Styczeń 2012, 20:01

Marti napisał/a:
Wawa niby duża, a jednak trafiłem w dwóch różnych miejscach na tą samą osobę, więc.. można i w dużym mieście mieć szczęście :P


Pytając tyle osób ile masz przewidziane w misji nawet nie będziesz wiedział czy już pytałeś daną osobę czy nie. Ja miałem kilka razy sytuacje, że pytałem dziewczyn o to samo któryś kolejny raz :P Ale ja tego nie pamiętałem tylko dowiadywałem się od nich, oto kilka z nich:
1.pytam dziewczynę o jakieś tam miejsce jak dojść, a ona: pytałeś mnie już o to wczoraj i przedwczoraj, ale powiedziała jak dojść
2.podchodzę, zbliżam się do niej, a ta mi z marszu podaje godzinę zanim cokolwiek powiedziałem :D potem ją sobie przypomniałem, że faktycznie już ją o to pytałem
3.już nie pamiętam o co pytałem, ale jej odpowiedź brzmiała: codziennie mnie o to pytasz, podrywasz mnie czy co? :D
4.podchodzę, pytam gdzie jest coś tam, a ta oczy jakby zobaczyła ducha :P potem skojarzyłem ją, w końcu była Mulatką, dziwne, że od razu sobie o niej nie przypomniałem

Aż się zastanawiam ile było kobiet, które pytałem po raz enty ale nic mi nie powiedziały :P

Marti napisał/a:
Co do 19 zadania, to któraś się zgodziła? :mrgreen:


Mi niestety się nie udało, ale gdzieś w internecie natrafiłem na relacje z tej misji i facet twierdził, że jakaś się zgodziła :D Nie wiem ile w tym prawdy, ale jeśli nie kłamał to miał ogromne szczęście ;)

Kriss napisał/a:
budda napisał/a:
Ani razu nie dostałem w twarz ani nie zostałem zwyzywany.

A tego właśnie obawiam się.


Gdybyś podszedł do niej z miną psychopaty to mogłoby skończyć się różnie :P Ale jeśli dotrwasz tak daleko, to automatycznie już wewnątrz będziesz wyluzowany, a uwierz mi, to widać. Jeśli mówisz to uśmiechnięty i swobodny, to raczej na pewno twoje obawy się nie spełnią.

ShySe - 24 Styczeń 2012, 21:10

budda napisał/a:
Mi niestety się nie udało, ale gdzieś w internecie natrafiłem na relacje z tej misji i facet twierdził, że jakaś się zgodziła :D Nie wiem ile w tym prawdy, ale jeśli nie kłamał to miał ogromne szczęście ;)

Dopóki nie wystawiła mu rachunku...

ShySe

Paluszek - 24 Styczeń 2012, 21:20

ShySe napisał/a:
Dopóki nie wystawiła mu rachunku...

Już to miałam bardziej dosadnie przedstawić, ale potem sobie pomyślałam, że to porządne forum i nie będę siać zgorszenia. Może tylko podpowiem, że w Warszawie z tą misją najlepiej uderzać na ulicy Poznańskiej, która słynie z chętnych dziewcząt przechadzających się kocim krokiem.

ShySe - 24 Styczeń 2012, 21:44

Paluszek napisał/a:
w Warszawie z tą misją najlepiej uderzać na ulicy Poznańskiej, która słynie z chętnych dziewcząt przechadzających się kocim krokiem.

Gdyby ktoś pytał, owe dziewczęta są pełnoletnie. Często nawet potrójnie pełnoletnie.

ShySe

Adik - 24 Styczeń 2012, 21:53

Już chyba rozumiem, na czym polega ta misja 19...
Ingo - 24 Styczeń 2012, 22:16

Moim zdaniem, 19 zadanie jest przesadą. Rozumiem, walka z nieśmiałością, ale moim zdaniem to robienie z siebie idioty, zbytnia bezpośredniość. Nie tędy droga raczej...
KaMilka - 28 Marzec 2013, 23:55

Zalogowałam się na tym forum, mimo, że NIE jestem nieśmiała. Może nawet wręcz przeciwnie :) Ale mniejsza z tym...

Piszę tu, bo po dzisiejszym dniu jestem przerażona! Jeśli mój post dotrze przynajmniej do jednej osoby,to już to będzie jakiś sukces.

Zacznę od początku.
Spotkałam jakieś 2 tygodnie na swojej drodze młodego chłopaka, który (jak się dziś okazało) stosował się do zasad tej "Demonicznej pewności siebie".
No więc zaczepił mnie wtedy pytając... gdzie jest poczta... :) (teraz już wiem, że to pytanie jest żywcem wyjęte z tej książki)
Ponieważ jestem uprzejma, zatem tłumaczę mu drogę, a on powtarza po mnie moje słowa. Tu się nieco zdziwiłam, ale tłumaczę dalej. Na co on odpowiada, że tak naprawdę nie chodzi mu o pocztę, ale o to, że on chce się ze mną umówić na kawę...
Dodam, że ja jestem przed 30-stką, a chłopak jest o prawie dekadę młodszy.
Byłam tak zaskoczona tym pytaniem, że zapytałam: "przepraszam, gdzie tu jest ukryta kamera?". Na co on, że nie ma kamery i naprawdę chce się umówić. Ja mu na to, że jestem mężatką i nie miałoby to sensu. Ale on nie zrażony dalej upiera się przy kawie. Mimo wszystko mówię mu, że nie pójdę na kawę. No to pyta czy przynajmniej może mnie przytulić. Znów mnie zamurowało i mówię, że raczej nie. Miło się z nim pożegnałam i poszłam do domu. A w domu ciągle o nim myślałam mając tylko jedno pytanie w głowie: DLACZEGO TEN CHŁOPAK SIĘ TAK DZIWNIE ZACHOWYWAŁ?

Rozmawiam z różnymi ludźmi, ale jego zachowanie było porównywalne do zachowania kosmity z innej planety. Ciągle nie mogłam zrozumieć JASKIM CUDEM TAK MŁODY CHŁOPAK JEST TAK PRZESADNIE PEWNY SIEBIE...???

I doszłam do 2 wniosków:
1) To może być złodziej... pewnie chciał mnie obrabować w czasie tego przytulania się (podczas rozmowy z nim cały czas miałam moją torebkę na oku)
2) Może ten biedny chłopak przeszedł jakiś kurs podrywania??

No i pewnie nadal bym nie wiedziała o co mu chodziło gdyby nie dzisiejsze (chyba) przypadkowe spotkanie na ulicy. Ten sam chłopak rozpoznał mnie (pamiętał też moje imię) i zapytał czy jednak tym razem pójdziemy na tą kawę. Byłam tak ciekawa dlaczego on się tak zachowuje, że zgodziłam się na jego propozycję.

No i na owej kawie dowiedziałam się, że chciał on pokonać swoją nieśmiałość wypełniając krok po kroku wskazówki z poradnika "Demoniczna pewność..." . Dzisiaj wypełniał dzień 16 czy 17...
Kiedy zaczął mi opowiadać na czym polega ten "kurs" pewności siebie, to włosy stanęły mi dęba na głowie. Otóż gdybym bowiem spotkała go w inny dzień, w którym miał on najpierw zaprosić dziewczynę na kawę, a później jej odmówić, to możliwe, ze on by tak uczynił ze mną... To już mi się nie chciało pomieścić w głowie, że można tak automatycznie i bezrefleksyjnie wypełniać polecenia jakiegoś amerykańskiego faceta, który wcale bym się nie zdziwiła jakby był guru jakiejś sekty.

W życiu bym nie uwierzyła, że książka/poradnik może mieć tak destrukcyjne właściwości.. gdyby nie dzisiejsze spotkanie z tym chłopakiem.

Ów chłopak zapytał mnie ponadto jak bym zareagowała gdyby zaproponował mi seks, bo to jest jego zadanie, które musi niedługo zrealizować. Znowu przeżyłam szok i pytam czy gdyby w "dniu 22" było polecenie "skocz z mostu", czy również by to uczynił.
O dziwo odpowiedział, że "nie". Ulżyło mi...

Rozmawiałam z tym miłym, wrażliwym i sympatycznym chłopakiem przez jakieś 2 godziny. Naprawdę bardzo poruszył mnie jego los. Poruszyło mnie to, że żeby zwalczyć swoją nieśmiałość zaczął posuwać się do tak irracjonalnych zachowań. Co więcej twierdził on, że mu one pomogły...

To co mnie przeraziło to to, że młody, sympatyczny i przystojny chłopak zamiast być sobą, buduje wokół siebie jakiś sztucznie wytworzony pancerz tak zwanej "pewności siebie". Mimo, że wyuczył się jak automat pytania o godzinę, o drogę, o kawę... to w dłuższej rozmowie ze mną wcale nie potrafił być pewny siebie - był bardzo zestresowany, miał szybki oddech, był spięty.
No więc gdzie te super efekty, które opisuje autor książki?
Oczywiście dzisiaj po powrocie do domu przeczytałam streszczenie tej książki i cieszyłam się, że dzisiaj nie był dzień 19, bo możliwe, że jednak bym mu przyłożyła w twarz (choć agresywna nie jestem).

W tej miłej rozmowie (w czasie której mój rozmówca trochę się jednak rozluźnił) opowiedziałam mu o swoich odczuciach. O tym, że w czasie naszej pierwszej rozmowy odebrałam go jako sztucznego, nieautentycznego manipulanta i że było to po nim widać. I że szkoda mi tego, że taki fajny chłopak chowa się za taką maską "pewności siebie".

Chłopak był zdziwiony moimi spostrzeżeniami. Był święcie przekonany, że tak duża pewność siebie to wyłącznie zaleta.
NIE, ZBYTNIA PEWNOŚĆ SIEBIE TO NIE JEST ZALETA!
Tytuł książki jest bardzo adekwatny. On rzeczywiście daje DEMONICZNĄ pewność siebie. Daje sztuczną maskę oraz uporczywą potrzebę niewolniczego wypełniania nakazów (znajdź 30 dziewczyn, zaproś, zaczep, odmów, flirtuj itd.) A gdzie tu miejsce na prawdziwego człowieka? Przecież takie pseudo-poradniki robią z ludzi jakieś zautomatyzowane cyborgi... A z mózgu robią kisiel...

Są inne sposoby na pokonanie nieśmiałości...
A może wcale nie trzeba jej pokonywać tylko w końcu ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE ?!
Nie wiem, nie znam się...

Ale o jedno Was proszę - nie dajcie sobą manipulować! Nie dajcie robić z siebie oszołomów i idiotów! Jak napisał mój poprzednik... nie tędy droga!

P.S. Od dzisiaj gdy ktoś na ulicy zapyta mnie o godzinę... nigdy nie będę pewna, czy naprawdę tylko o godzinę mu chodzi...

P.S.2. Być może ten nieśmiały chłopak jest zalogowany na tym forum. Jeśli tak - to pozdrawiam Cię :)
[/quote]

marcin222 - 29 Marzec 2013, 21:54

Można zaakceptować siebie tylko wtedy, kiedy jest się chociaż trochę zadowolonym z tego, kim się jest ;) Wbrew pozorom w tym szaleństwie jest metoda. Wiadomo co poeta miał na myśli i jaki jest cel, chociaż ja sam bym się na to nie zdecydował...
Adik - 29 Marzec 2013, 22:05

Niestety autor tej książki nie rozumie, że pewności siebie nie da się nabyć w ciągu 21 dni, czy nawet kilku miesięcy (zaleca powtarzanie tych punktów). Nabieranie pewności siebie trwa praktycznie całe życie i żeby efekt był trwały, należy zacząć metodą małych i trwałych kroków. No nie porywać się na chamstwo, jak proponuje w tej "demonicznej" książce.

Cieszę się, że KaMilka napisała swoje spostrzeżenia jako osoba stojąca z drugiej strony barykady :) . Jak dla mnie ta książka nadaje się tylko na opał ;) .

KaMilka - 29 Marzec 2013, 23:48

marcin222 napisał/a:
Wbrew pozorom w tym szaleństwie jest metoda.


Zgadzam się, że w tym szaleństwie jest metoda - pierwsze 3 - 4 dni ćwiczeń wyglądają dość niewinnie - pytanie o godzinę, pytanie o drogę.
No ale te kolejne dni to już prawdziwa przesada...

Mój rozmówca o którym wcześniej pisałam mówił mi, że na 30 zapraszanych na kawę osób zgodziły się tylko 3. Poszedł na kawę tylko z 2, bo akurat tej jednej (według wskazówek na dany dzień) musiał odmówić. Stwierdził, że 3 to słaby wynik i nie wiedział czym jest on spowodowany.
I tutaj kryje się bardzo duże niebezpieczeństwo... Bo skoro prawie wszyscy mu odmówili, to może sobie tłumaczyć to tak:
1) odmówili mi, bo uważają, że JA jestem głupi;
2) odmówili mi, bo są chamscy.

A więc wykonując te ćwiczenia można bardzo zaniżyć poczucie swojej własnej wartości. Kiedy ludzie na miłe zaproszenie reagują słowami: "spadaj", to można zacząć szukać problemu w sobie albo w otoczeniu.
I wtedy jaki będę miała pożytek z "pewności siebie", jeśli otaczających ludzi będę uważać za wrogów i chamów? Albo jaki pożytek odniosę z pozornej "pewności siebie" jeśli przy okazji będę uważać, że nikt mnie nie lubi?!

Ja odpowiedziałam temu chłopakowi dlaczego mu ludzie odmawiają. Nie dlatego, że jest z nim coś nie tak, ale z innych 3 powodów:

1) w naszej kulturze (i w wielu, wielu innych) tak śmiałe propozycje nie są normalnym codziennym zjawiskiem. Mamy jakieś przyjęte konwenanse, których się trzymamy. A każdy, kto się tych reguł nie trzyma jest uważany za dewianta (czyli osobę odbiegającą od normy).

2) Każdy z nas ma również swoje granice. Dlatego pozwalamy swojej koleżance pocałować nas w policzek, ale nie nadstawiamy policzka na przywitanie do kierowcy autobusu, fryzjerki czy sprzedawczyni w sklepie. Natomiast podane rady w książce "Demoniczna pewność siebie" zachęcają właśnie do takiego wejścia z buciorami w czyjeś granice np. poprzez bardzo śmiałe i niestosowne propozycje.

3) Człowiek wykonujący "zadania" z książki jest po prostu nieautentyczny i niestety to widać. Nie mam zaufania do kogoś, kto "zna" mnie od 2 minut i już prawi mi komplementy. Czy ktoś z Was ma zaufanie do osoby, która zachowuje się tak jakby się urwała się z choinki? Bo ja nie...
Jak już wcześniej pisałam moja pierwsza myśl w głowie brzmiała: ten chłopak to złodziej albo uczestnik kursu podrywania.

Abyście lepiej zrozumieli mój punkt widzenia podam przykład.
Czy ktoś kiedyś z Was był w lesie? Tak? To fajnie :)
Czy ktoś kiedyś z Was widział w lesie jakieś zwierzę? Sarnę, dzika, lisa?
Ja nie widziałam, ale wiem, że każdy szelest płoszy te zwierzęta. Gdy dzikie zwierzę zobaczy człowieka, to po prostu ucieka.
A jakbyście zareagowali widząc lisa, który zamiast na Wasz widok uciekać, postanawia przyjść do Was - w ogóle się nie boi, człowiek go nie płoszy, a wręcz lis nachalnie dąży do kontaktu z Wami... ? Zgodzicie się z tym, że bylibyście co najmniej zdumieni taką sytuacją. Bo jest to sytuacja bardzo dziwna i wręcz nieprawdopodobna.
Może się jednak wydarzyć...
Czy wiecie jak zareagować gdy zbliża się do Was dzikie leśne zwierzę, które chce się z Wami "integrować"? Należy bezwzględnie się od niego oddalić.
Dlaczego?
Bo takie nietypowe zachowanie dzikiego, nieoswojonego zwierzęcia zwykle świadczy tylko o jednym - że jest ono chore na wściekliznę!

I tak samo jest z kimś, kto sztucznie próbuje nauczyć się zbytniej pewności siebie. Jego działanie jest podobne do zachowania wściekłego lisa, który wbrew wszelkiej logice zachowuje się zbyt poufale w stosunku do NIEZNANEGO i OBCEGO mu człowieka.
Takie zachowanie wywołuje w zaczepianych ludziach zwykle negatywne emocje - począwszy od osłupienia i zdziwienia poprzez nieufność i zniesmaczenie, a kończąc na agresji.

Myślę, że rady "pozbądź się nieśmiałości w 21 dni" są tak samo skuteczne jak diety "schudnij 15 kg w tydzień". Owszem, można schudnąć, ale jednocześnie nabawić się nerwicy, wstrętu do jedzenia, kompulsji, bulimii, anoreksji itd. Nie mówiąc już o negatywnych skutkach zdrowotnych i efekcie jojo.

Ja nie mam pojęcia jak zwalczyć nieśmiałość, ale wiem dlaczego JA jestem śmiała. Otóż od ponad 12 lat co 2-3 miesiące przygotowuję krótkie wystąpienia publiczne przed kilkudziesięcioosobową widownią. Na początku była trema i stres, ale teraz, po tylu latach, gdy okazało się, że widownia ma liczyć 1400 osób (a ja byłam bardzo dobrze przygotowana merytorycznie), to nawet nie miałam tremy. Zawsze sobie tłumaczę, że nawet jakbym palnęła coś głupiego, potknęła się, przejęzyczyła, zemdlała itd., to przecież nic takiego się nie stanie... Trzeba mieć do siebie dystans i umieć śmiać się z siebie, ze swoich potknięć...
Dzięki temu inni nie będą z ciebie drwić, bo śmiejąc się samemu z siebie, po prostu wyrywasz im argumenty z ręki...

A nawet jak będą drwić... to pamiętaj, że ludzie mają krótką pamięć, a Ty (niestety) nie jesteś takim pępkiem świata żeby mieli pamiętać o Twoich potknięciach przez najbliższe 20 lat... ! :)

ShySe - 30 Marzec 2013, 17:13

Nie chciałbym bronić tej metody jako magicznej recepty na śmiałość w 21 dni, ale sam pomysł wykonywania ćwiczeń polegających na robieniu rzeczy, których nieśmiały najbardziej się obawia, jest całkiem sensowny i takie eksperymenty powinny być elementem terapii (jednym z wielu). Sam również (ze skutkiem) pokonywałem nieśmiałość, prowokując sytuacje, w których wychodziłem na nie do końca normalnego (a przynajmniej tak się mojej nieśmiałej jaźni zdawało). Wykonując tego rodzaju ćwiczenia, można sprawiać wrażenie urwanego z choinki — ale tak właśnie ma być! Sednem nieśmiałości jest obsesyjne myślenie o tym, czy czasem nie jesteśmy śmieszni w czyichś oczach; ćwiczenia mają na celu uwalnianie się od tej obsesji poprzez przeżywanie sytuacji, w których jest ona bardzo silna, i zobaczenie, że świat nie zawali się od tego, że ktoś nas źle oceni. (Piszę oczywiście z własnej perspektywy; nie wiem, co dokładnie ma na celu ta konkretna metoda, bo jej nie znam). To tak samo jak w przypadku innych zaburzeń lękowych: Jeśli ktoś np. obsesyjnie boi się pająków, w odpowiednim momencie terapii powinien zacząć się z nimi oswajać, przebywać z nimi, brać je do ręki itp. Normalni ludzie nie demonstrują w ten sposób swojej pewności siebie wobec pająków — bo i po co mieliby to robić? — ale w procesie leczenia z fobii jest to wskazane.

Dodatkowo takie sytuacje stwarzają szanse na doświadczenie tego, jak zmienne są ludzkie odczucia. Nieśmiały często myśli, że gdy raz zrobił z siebie głupka, to jest w danym towarzystwie spalony do końca życia i rozpamiętuje takie zdarzenie miesiącami. A tu się okazało, że przed dziewczyną można się na dzień dobry wygłupić i mimo to nawiązać potem sympatyczną znajomość i wszystko wyprostować.

ShySe

Vroo - 30 Marzec 2013, 18:28

Kamilka - myślę, że najważniejsze jest to, co piszesz o innej kulturze.

W Stanach (bo tam powstaje 95% tego typu poradników) jest całkiem normalne, ze się kogoś zagada na ulicy i zaprosi na kawę. U nas to sytuacja wzięta z kosmosu, przy czym nie mówię o zaproszeniu np. studentki przez studenta czy ludzi, który coś mają wspólnego, coś innego niż "czy ty też jedziesz tym autobusem". :)

Inna sprawa, że jak chłopak się pomęczy przez te 21 dni z proponowaniem takich rzeczy, to faktycznie nabierze nawyku gadania ludziom o rozmaitych głupotach - co jednak ma niewiele wspólnego z pewnością siebie.

Abstrahując od tego wątku (bo go przyznaję nie czytałem), myślę, że dobrą metodą na problemy z nawiązywaniem kontaktów może być zostanie akwizytorem. To straszliwie obciążające psychicznie, ale chyba i tak mniej niż proponowanie seksu przypadkowo napotkanym kobietom. :)

marcin222 - 30 Marzec 2013, 21:11

@KaMilka
Bardzo często nieśmiali panowie mają w swojej głowie zbudowany taki wizerunek kobiety, gdzie jest ona jakimś niedostępnym zjawiskiem. W tej metodzie moim zdaniem chodzi o to, żeby ten wizerunek kompletnie zrujnować. Nie twierdzę, że ona jest bardzo dobra, ale to nadal jest metoda.

Sytuacja w lesie którą nakreśliłaś jest bardzo słabym modelem zachowania z tego poradnika ;) Pasowałoby gdyby do jednego liska podszedł inny, zupełnie nieznany mu lisek i zaprosił go do pałaszowania kury którą upolował. Bardzo niecodzienne, ale koniec końców nie takie złe. Oczywiście to jest przerysowane bo życie społeczne ludzi jest zupełnie inne, ale Twoje porównanie odpowiadałoby bardziej sytuacji, gdzie ufoludek podchodzi do kobitki i proponuje jej kawę (już nie mówiąc o seksie).

3/30 to słaby wynik? Moim zdaniem to bardzo dobry wynik. To jest 10%, a trzeba brać pod uwagę, że jednak większość ludzi których można spotkać na ulicy idzie "gdzieś" w konkretne miejsce i wyszło z domu z jakiegoś powodu. A już szczególnie teraz, w zimie.

KaMilka - 2 Kwiecień 2013, 00:58

Odnosząc się do niektórych powyższych wypowiedzi...

Mam podobny pomysł jak Vroo na pokonanie nieśmiałości. Niekoniecznie myślę o akwizytorze, bo on jednak musi mieć "gadane" i to już jest wyższy stopień wtajemniczenia :) Otóż pomyślałam, że taka osoba mogłaby zostać na początek - osobą wręczającą ulotki, a później np. hostessą.
I zauważcie, że są tu same korzyści, bo przełamując nieśmiałość taka osoba dodatkowo zarabia pieniądze i nie traci czasu bez sensu.
A co ważniejsze - fakt, że osoba ta podchodzi do innych nikogo nie zdziwi i nikt nie będzie patrzył na nią jak na wariata!

Ja opisując w pierwszym poście swoje spotkanie z chłopakiem wykonującym zadania z książki "Demoniczna..." autentycznie odebrałam go jak ufoludka!
Owszem, to się może zdarzyć, że podejdzie do mnie jakiś całkiem obcy facet by zaprosić mnie na kawę. Ale jeśli już bym miała określić okoliczności w jakich mogłoby się to zdarzyć, to wyobrażam sobie, że byłaby to np. jakaś dyskoteka.

Co prawda zdarzyło mi się kiedyś, że jechałam w tramwaju i zagadał do mnie pewien mężczyzna około 50-tki, bo akurat miał problemy i potrzebę wygadania się komuś. Po 15 minutach jazdy i rozmowie on zaprosił mnie na kawę, bo chciał rozmawiać dalej. Akurat wtedy nie odebrałam go jako ufoludka. Ta sytuacja mimo, że może trochę dziwna, to jednak wydała mi się w miarę naturalna. Przynajmniej wiedziałam dlaczego ten człowiek chciał iść ze mną na tą kawę.

Natomiast chłopak o którym wspomniałam zaczepił mnie w momencie, gdy szłam w południe kupić chleb. Byłam bez makijażu, w dresie, wyglądałam jak przeciętna "kura domowa", a tu mnie zaczepia prawie o 10 lat młodszy chłopak i jeszcze mi prawi komplementy, że jestem atrakcyjna. No dajcie spokój...

marcin222 - 2 Kwiecień 2013, 14:39

KaMilka napisał/a:
Natomiast chłopak o którym wspomniałam zaczepił mnie w momencie, gdy szłam w południe kupić chleb. Byłam bez makijażu, w dresie, wyglądałam jak przeciętna "kura domowa", a tu mnie zaczepia prawie o 10 lat młodszy chłopak i jeszcze mi prawi komplementy, że jestem atrakcyjna. No dajcie spokój...


To tylko się cieszyć :)

KaMilka - 2 Kwiecień 2013, 14:48

marcin222 napisał/a:
KaMilka napisał/a:
Natomiast chłopak o którym wspomniałam zaczepił mnie w momencie, gdy szłam w południe kupić chleb. Byłam bez makijażu, w dresie, wyglądałam jak przeciętna "kura domowa", a tu mnie zaczepia prawie o 10 lat młodszy chłopak i jeszcze mi prawi komplementy, że jestem atrakcyjna. No dajcie spokój...


To tylko się cieszyć :)


W sumie masz rację ;)

alkohol to zło - 2 Kwiecień 2013, 15:12

KaMilka napisał/a:
Byłam bez makijażu, w dresie, wyglądałam jak przeciętna "kura domowa", a tu mnie zaczepia prawie o 10 lat młodszy chłopak i jeszcze mi prawi komplementy, że jestem atrakcyjna. No dajcie spokój...

Myślisz, że dziewczyna bez makijażu staje się nieatrakcyjna?

KaMilka - 2 Kwiecień 2013, 16:26

alkohol to zło napisał/a:
Myślisz, że dziewczyna bez makijażu staje się nieatrakcyjna?


Znam takie dziewczyny, które są śliczne i bez i z makijażem. Ja natomiast widzę siebie codziennie w lusterku i mam porównanie kiedy jestem (moim zdaniem) ładniejsza.
Przy czym nie sądzę że należy przesadzać z ilością makijażu - "tapeta" odpada!

Zdarza mi się czasem słyszeć komplementy od facetów i im wierzę :)
Ale temu chłopakowi po prostu nie byłam w stanie uwierzyć... był za bardzo sztuczny (trudno było poznać po nim czy mówi szczerze). Dlatego uznałam, że próbuje on stosować "tanie chwyty" na które mam się nabrać.

Młoda - 2 Kwiecień 2013, 18:20

Nie denerwują Was takie kryptoreklamy jak ta? Ktoś pisze takie niby z życia wzięte opowiadanie, a tak naprawdę chce wcisnąć produkt. To się chyba nazywa marketing szeptany z tego co pamiętam. Czy regulamin forum toleruje tego typu zagrywki?


alkohol to zło napisał/a:
Myślisz, że dziewczyna bez makijażu staje się nieatrakcyjna?


Ja od pewnego czasu mam wprost przeciwnie. Kiedy nałożę podkład bardziej uwidaczniają się moje zmarszczki i wyglądam jeszcze starzej niż jestem:(. (Marzę o botoksie.)

Adik - 2 Kwiecień 2013, 18:56

Młoda napisał/a:
Nie denerwują Was takie kryptoreklamy jak ta? Ktoś pisze takie niby z życia wzięte opowiadanie, a tak naprawdę chce wcisnąć produkt. To się chyba nazywa marketing szeptany z tego co pamiętam. Czy regulamin forum toleruje tego typu zagrywki?
Czy Ty aby nie jesteś aż nazbyt podejrzliwa? ;)

Owszem, zawsze jest taka ewentualność. Ale nie do nas należy ocena intencji użytkownika, kiedy nie ma ku temu większych podstaw, szczególnie że KaMilka krytykuje tę "demoniczność", a nie ją zachwala. No chyba że ktoś ma się nabrać w tym sensie, że "No to ja mądrzej skorzystam z książki!" ;) .

KaMilka - 2 Kwiecień 2013, 19:10

Młoda napisał/a:
Nie denerwują Was takie kryptoreklamy jak ta? Ktoś pisze takie niby z życia wzięte opowiadanie, a tak naprawdę chce wcisnąć produkt.


Młoda rozgryzłaś mnie - ja chcę Wam na tym forum wcisnąć produkt - pastę do zębów "White clean" o zapachu świeżego czosnku :)

Masz rację, że jesteś podejrzliwa. "Demoniczna pewność siebie" to tak fajna książka, że nie ma takiej opcji żeby się komuś nie podobała! Jej rady są cudowne i odmieniają na lepsze życie każdego nieśmiałego człowieka! A jak się komuś nie podoba ta książka, bo uważa, że robi ludziom kisiel z mózgu, to widocznie to jest jakiś świr!

Młoda - 3 Kwiecień 2013, 18:54

Alem głupia, napisałam to w ogóle nie czytając Twojego posta(!), tylko zobaczyłam w paru miejscach tytuł książki i tak mnie to rozsierdziło...
Dla usprawiedliwienia dodam, że zdarzają się tutaj tego typu akcje, że ktoś pisze, że np. poznał swoją drugą połówkę na portalu my dwoje, i opisuje "swoje życie" przed i po, a co trzecie zdanie wkleja "my dwoje". Robienie z ludzi debili. Wkurza mnie coś takiego.

Swoją drogą też uważam takie poradniki za brednie, ale może faktycznie komuś to pomogło.

lost - 3 Kwiecień 2013, 21:08

Założę się, że po przeczytaniu tej krytyki podpartej historią z życia(stylizowana na taką?), więcej osób zajrzy/zapamięta tę książkę, niż jakby ktoś napisał, że pomogła mu ona przełamać nieśmiałość.
KaMilka - 3 Kwiecień 2013, 21:55

lost napisał/a:
Założę się, że po przeczytaniu tej krytyki podpartej historią z życia(stylizowana na taką?), więcej osób zajrzy/zapamięta tę książkę.


Teraz już się wkurzyłam. Zaraz usłyszę, że promuję tę książkę i chcę ją sprzedać, mimo, że jest dostępna w Internecie za darmo.

Nigdy nie miałam bliżej do czynienia z osobami nieśmiałymi. Widocznie były gdzieś ukryte i dlatego nie mogłam im znaleźć, albo były, ale uciekały przed ludźmi.

Patrząc na nieufność niektórych na tym forum, jakieś podejrzenia itp. stwierdzam również, że nic mnie do osób nieśmiałych nie ciągnie.

Życzę Wam powodzenia i papa

P.S. Słyszałam, że autor książki "Demoniczna pewność siebie" napisał część 2 składającą się z 15 dni ćwiczeń. W dniu 15 trzeba przebiec nago po boisku piłkarskim w trakcie meczu emitowanego w telewizji. Już nie mogę się doczekać na kolejnych śmiałków przełamujących swoje opory :)

Vroo - 3 Kwiecień 2013, 22:59

O tak, lost, ja dzięki tej historii książkę zapamiętam i będę się z niej nabijał przy każdej okazji, bo nie wierzyłem że ktoś okaże się być takim wyalienowanym człowiekiem, żeby próbować robić z niej ćwiczenia. :-))

KaMilka: nieśmiałość da się wyleczyć, bycie na tym forum niekoniecznie...

ale kiedyś wujek vroo wyciągnie wtyczkę, możecie być tego pewni :)

korneliusz - 3 Kwiecień 2013, 23:21

Vroo napisał/a:
ale kiedyś wujek vroo wyciągnie wtyczkę, możecie być tego pewni :)


Nawet wiem, jak to będzie wyglądać. Vroo przeleje kolejną wpłatę na serwer na swoje cypryjskie konto, naklei sztuczne wąsy i zacznie nowe życie w Rio.

marcin222 - 4 Kwiecień 2013, 07:17

KaMilka napisał/a:
Patrząc na nieufność niektórych na tym forum, jakieś podejrzenia itp. stwierdzam również, że nic mnie do osób nieśmiałych nie ciągnie.

Życzę Wam powodzenia i papa


Nieśmiałość to tylko symptom, przyczyn są tysiące. Dlatego praktycznie każdy tutaj jest inny. A i uwaga na przyszłość, w internecie zaczepki to normalka. Najlepiej olać.

korneliusz napisał/a:
Nawet wiem, jak to będzie wyglądać. Vroo przeleje kolejną wpłatę na serwer na swoje cypryjskie konto, naklei sztuczne wąsy i zacznie nowe życie w Rio.


Ostatnio konta cypryjskie są trochę jednostronne, także lepiej nie :D

lost - 4 Kwiecień 2013, 14:16

Widzę, że wywołałem fale oburzenia, przepraszam.

Książki nie czytałem, ale z tego co tu przeczytałem, to ćwiczenia nie dla mnie. Proponować seks, a jak ktoś w końcu się zgodzi zrezygnować, co to za pomysł.

Cytat:
ale kiedyś wujek vroo wyciągnie wtyczkę, możecie być tego pewni :)

Najwyższy czas, to diabelskie forum.

micha194 - 6 Kwiecień 2013, 21:39

Od kiedy wykonanie jakiegoś poradnika jest oznaką cyborga? Skąd w ogóle mogło to komuś przyjść do głowy :O
Jak pieczesz ciasto i masz podane "dosyp pół szklanki cukru" to sypiesz 3 szklanki tylko po to żeby nie czuć się cyborgiem?
To jest jakiś bezsensowny tok myślenia. Tak fajnie powiedzieć "bądźcie sobą!" "nie twórzcie w okół siebie maski!", polecam przeczytać historie ludzi na tym forum może wtedy zrozumiesz dlaczego ludzie sięgają po takie poradniki. A budowanie pewności siebie przez takie poradniki to nie jest tworzenie maski, tylko karmienie naszego mózgu nowymi doświadczeniami, pozbycie się strachu i nabrania wiary w siebie.

kompowiec2 - 7 Kwiecień 2013, 13:33

Poradnik to nie instrukcja. Instrukcja ma to od siebie że pokazuje jak coś zrobić krok po kroku (step by step) ale to się nie może sprawdzić w wypadku bardziej skomplikowanych zagadnień - czyli wtedy, kiedy wkraczamy do poradniki zagadnienia naukowe. Takie "poradniki" jak demoniczna pewność siebie (nie czytałem jej ale wnioskuję po ww. wpisach) jest jakby tworzona pod osobę która będzie wypełniać bezmyślnie krok po kroku czyjeś rozkazy...
micha194 - 10 Kwiecień 2013, 07:03

Uwieź że gdyby tam było napisane "lataj na golasa po centrum miasta" to nikt by do tego nie przystąpił...


Cytat:

1) w naszej kulturze (i w wielu, wielu innych) tak śmiałe propozycje nie są normalnym codziennym zjawiskiem. Mamy jakieś przyjęte konwenanse, których się trzymamy. A każdy, kto się tych reguł nie trzyma jest uważany za dewianta (czyli osobę odbiegającą od normy).

Zasady są po to żeby je łamać :)
Sorry ale za 20 lat już będą inne zwyczaje i już coś innego będzie uważane za dewianta. Ktoś kto wymyślił ten kurs doskonale wiedział że to nie są normalne propozycje... Ale to właśnie o to chodzi! Żeby wyzwolić się z pod opinii innych ludzi, nie przejmować się nią

ktojestem - 16 Kwiecień 2013, 20:45

KaMilka napisał/a:

P.S. Słyszałam, że autor książki "Demoniczna pewność siebie" napisał część 2 składającą się z 15 dni ćwiczeń. W dniu 15 trzeba przebiec nago po boisku piłkarskim w trakcie meczu emitowanego w telewizji. Już nie mogę się doczekać na kolejnych śmiałków przełamujących swoje opory :)


To pewność siebie na poziomie mistrz :D
Jest wersja tej książki dla kobit?

songossj - 27 Czerwiec 2018, 05:01

Czy uzyskana pewność siebie utrzymuje się już na zawsze? A może mija? Jeśli tak to po jakim czasie po zaprzestaniu podejść? Po miesiącu, po roku? Proszę o odpowiedź tylko osoby które doświadczyły spadku pewnosci siebie po zaprzestaniu podejsc. Nie wazne czy ukonczyly cale DC czy nie, chodzi mi czy ta pewnosc siebie jest trwala. Autor pisze ze tak ale ja mam wątpliwosci
nowa - 19 Lipiec 2018, 09:07

a nie możesz sam się przekonać?

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group