Forum.nieśmiałość.net Strona Główna Forum.nieśmiałość.net
Dobra strona wszystkich, którzy odczuwają nieśmiałość

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Za bardzo przejmuję się ludźmi?
Autor Wiadomość
trajkotka 

Wiek: 15
Dołączyła: 20 Lip 2010
Posty: 4
Skąd: Białystok
Wysłany: 21 Lipiec 2010, 23:08   Za bardzo przejmuję się ludźmi?

Tytuł tematu mówi wszystko. Nie jestem pewna, czy w ogóle powinnam zakładać nowy temat, bo przyznaję (nie bić!) nie przejrzałam dokładnie wszystkich tematów, ale skoro ja mam problem to niech już tak będzie.
A więc – mam wrażenie, że za bardzo przejmuję się, co inni o mnie pomyślą i to właśnie to jest główną przyczyną mej nieśmiałości. Nie czuję się w towarzystwie ludzi komfortowo – boję się, że palnę jakąś głupotę, pokażę, że czegoś nie potrafię itd. I w rezultacie osoba ta mnie nie polubi, nie zaakceptuje. Wiem, głupie, ale nie mogę tego przezwyciężać. Tak naprawdę przed nikim nie jestem sobą. Ktoś może powiedzieć, żebym zaczęła wieść życie samotnika, ale ja tak nie potrafię. Co ja poradzę, że straaasznie lgnę do ludzi?
Kilka razy w życiu zawiodłam się na ludziach, może to przez to, nie wiem.
Tylko teraz pytanie, jak mam z tym walczyć? A może mam rację i naprawdę jestem taka głupia, brzydka, dziwna, fe, ble, za jaką się uważam?
 
 
K.D. 

Dołączył: 04 Maj 2010
Posty: 48
Skąd: Wrocław
Wysłany: 22 Lipiec 2010, 18:56   Re: Za bardzo przejmuję się ludźmi?

trajkotka napisał/a:
mam wrażenie, że za bardzo przejmuję się, co inni o mnie pomyślą i to właśnie to jest główną przyczyną mej nieśmiałości.


Bo to jest właśnie zasadniczy powód każdej nieśmiałości :mrgreen: Wiesz, gadałem kiedyś z kolesiem, który był bardzo pewny siebie i wyluzowany w towarzystwie i zapytałem go o receptę, a on odpowiedział:

Miej wyje...ane, a będzie ci dane

Wyjaśnił, że ci ludzie czują się pewnie, którzy mają kompletnie w zwisie, co inni o nich pomyślą. Ten koleś podrywał na ulicy 100 pięknych dziewczyn dziennie, 99 go spławiało i obrażało, ale on się nie przejmował ich opinią i dalej szukał, aż trafił na taką, która dała się poderwać. Oczywiście ogromnie trudno jest naśladować taką śmiałość, ponieważ mechanizmy ewolucyjne każą nam troszczyć się o to, co inni o nas pomyślą, bo kiedyś zrobienie złego wrażenia oznaczało wykluczenie z plemienia i śmierć głodową. Teraz w wielkim mieście jest inaczej - można zagadać do 100 osób, które nie znają nas i ich opinia nie wpłynie na nasze życie, ale wciąż jesteśmy więźniami dawnych mechanizmów ewolucyjnych. Tak samo w stresującej sytuacji pocą się nam ręce, choć nie musimy już uciekać na drzwo przed lwem :mrgreen:

trajkotka napisał/a:
A może mam rację i naprawdę jestem taka głupia, brzydka, dziwna, fe, ble, za jaką się uważam


Powiem Ci, że widziałem już wiele głupich i brzydkich osób, które brylowały w towarzystwie, więc obiektywne zalety mają niewiele wspólnego ze śmiałością. Ale głupia raczej nie jesteś, bo piszesz całkiem sensownie. ;)
 
 
Ore 


Wiek: 27
Dołączyła: 12 Lut 2010
Posty: 916
Skąd: z Warszawy
Ostrzeżeń:
 2/3/6
Wysłany: 22 Lipiec 2010, 20:10   

K.D. napisał/a:
wiele głupich i brzydkich osób,


oh nie, wiem że dadaizm upadł ale są tu tacy którzy jeszcze nie upadli. Nie wiem jakie są teraz czasy obecnie ale zbyt drastyczne to było. Matka mnie uczyła że słowo głupie/głupia jest to największe bluźnierstwo (akurat się z tym zgadzam w 100%) brzydkich też .
_________________
Ciągle nie wiem nic
 
 
Pawel831 


Wiek: 26
Dołączył: 06 Wrz 2007
Posty: 1353
Skąd: Lublin
Wysłany: 23 Lipiec 2010, 10:34   

K.D. napisał/a:
Ale głupia raczej nie jesteś, bo piszesz całkiem sensownie.


Uważam tak samo.

A Twój post K.D. jest ciekawy.
 
 
 
K.D. 

Dołączył: 04 Maj 2010
Posty: 48
Skąd: Wrocław
Wysłany: 23 Lipiec 2010, 18:29   

Dziękuję.
Z moich rozmów z osobami śmiałymi towarzysko wynika również, że są to po prostu sangwinicy – z wszystkimi tego wadami i zaletami. Niektórzy z nich, znający psychologię, sami to potwierdzają. Ich śmiałość wynika więc z tego, że bodźce zewnętrze spływają po nich jak woda po gęsi. Taki sobie koleś, jak już wspominałem wyżej, może dostać kosza od setki dziewczyn, ale po sekundzie o tym zapomni i w dobrym nastoju dalej będzie podrywać kolejne. W potocznym odbiorze taka osoba to "twardziel, który się nie przejmuje niepowodzeniami", ale de facto jego układ nerwowy słabo je odczytuje i dlatego nie zwraca na nie uwagi. Można by więc przypuszczać, że wspaniale być sangwinikiem i ewolucja powinna tylko takich zostawić. Trzeba jednak pamiętać, że w niektórych sytuacjach sangwiniczna beztroska bywa zabójcza – saper myli się tylko raz... Dlatego czasami lepiej być melancholikiem, który z góry przewiduje wszystkie możliwe nieszczęścia, a każdą porażkę szczegółowo rozważa. Słynne "Prawa Murphy’ego" opracowali naukowcy przy niebezpiecznych testach lotniczych i dzięki przewidywaniu wszystkiego najgorszego nikt wtedy nie zginął. Oczywiście ideałem byłaby umiejętność wyboru, kiedy podchodzić do życia optymistycznie, a kiedy przewidywać nieszczęścia i analizować je. Taką umiejętność posiadają bohaterowie książek Sergiusza Piaseckiego – tajni agenci, włamywacze, przemytnicy – w towarzystwie są beztroskimi hulakami, ale podczas akcji są ostrożni.
 
 
Bialy_M 


Dołączył: 08 Maj 2010
Posty: 102
Skąd: Sprzed monitora
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 19:52   

Moja sytuacja (może ci pomoże, może nie. Musiałem o tym napisać na forum i nie wiedziałem gdzie):
Byłem od czwartku do niedzieli w Mrągowie na Piknik Country. Chodząc wzdłuż tych stoisk zauważyłem za jednym z nich ciekawą dziewczynę. Przechodząc obok tego stoiska ciągle na nią patrzyłem, za którymś 'przejściem' ona też spojrzała na mnie i nie odrywała wzroku. Ja jako nieśmiały chłopak odwróciłem głowę, jednak po sekundzie musiałem jeszcze raz spojrzeć w jej kierunku. Ciągle na mnie patrzyła. Odwróciłem jeszcze 2 razy głowę przed siebie a potem w jej stronę a ona dalej patrzyła w moją stronę i uśmiechnęła się niemal równocześnie ze mną. Myślę 'nie no muszę jutro do niej podejść pogadać'. Zadowolony wróciłem do namiotu i zacząłem rozmyślać jak ja to świetnie rozegram. Powiem to, potem to i zapytam o to itd.
Ale kiedy szedłem w stronę 'jej miejsca' będąc coraz bliżej serce waliło mi coraz mocniej i nagle 'nie no nie mogę'. Poszedłem dalej tylko na nią spoglądając. Kilka takich prób było. Ale w końcu oderwałem się od mojej 'rodzinnej grupy' żeby do niej zagadać. Stanąłem obok tego stoiska tak żeby mnie nie widziała no i stoję, stoję i stoję. Minęło z 20 minut. 3 głębokie wdechy, idę, nie nie idę... Żadne myśli mi nie pomagały. Tamci dzwonią gdzie ja jestem i wracaj szybko. Nie no muszę z nią pogadać.
Dobra idę. Mega zestresowany staję naprzeciwko niej i 'Cześć :) Znamy się?'(tu było ułatwione zadanie dzięki wcześniejszej sytuacji z uśmiechami). Powiedziała, że mnie kojarzy skądś. No i dobra rozmowa trwa parę minut, ale myślę, że muszę wracać bo czekają na mnie już z pół godziny. Pytam, czy mogę wpaść jutro a ona z uśmiechem się zgadza. Więc zadowolony odchodzę żegnając się z nią. Przeszedłem z 20m i nagle 'nawet nie wiem jak ma na imię!'. Wracam i rzucam szybkie pytanie 'Jak masz na imie?'. 'Martyna, a ty?'. 'Michał'. Odszedłem. Potem gadanie siostry jak ja się zachowuje itp...
Następny dzień. No to dzisiaj do niej podejdę pogadamy. Musimy bo wracam dziś do domu. Myślę sobie 'dzisiaj już będzie łatwo, przecież się już znamy'. Ale było tak jak dzień wcześniej... Kilka prób nieudanych. I znów rozegrałem to tak samo. Oderwałem się od brata i zbierałem się do tej rozmowy krócej niż wcześniej, ale i tak długo. Dobra idę. Niesamowita sytuacja (nigdy mi się jeszcze nie zdarzyła). Osoba, którą się interesuję również wyraża w pewnym stopniu zainteresowanie mną. Zadaje pytania. No i nagle telefon od brata psuje sytuację, bo muszę odejść kawałek. Wtenczas podeszło do niej 2 chłopaków. Myślę 'nieeee no to klapa'. Jeden po kilkunastu minutach odszedł. Został jeden, przyglądam się mu i stwierdzam, że jest podobny do niej. Może to jej brat. Wreszcie ruszam, bo muszę wracać już i mówię 'muszę spadać. Mogę zostawić Ci mój numer?'. I niestety niemiła niespodzianka. Odpowiedziała kiwając głową, że nie. :( Dla pewności pytam 'nie?'. Ponowiła odpowiedź. 'Aha, to narazie' uśmieszek i idę. Trochę załamany i zastanawiałem się 'dlaczego?' przecież tak dobrze szło... :( Wymyśliłem 4 opcje:
1. Może myślała, że jeszcze przyjdę?
2. Może ten chłopak to faktycznie jej brat i chciała uniknąć różnego typu rozmów itp. (też ich nie lubię)
3. Może jest ostrożna, nie chce dawać numeru, co by nie mówić, nieznajomemu.
4. Może po prostu nie ma ochoty na nowe znajomości. Tym bardziej na odległość.
Trudno, wiem o niej właściwie tylko skąd jest i jak ma na imię, bo głupio by mi było wypytywać się o wiek i inne rzeczy. Z jednej strony cieszę się, bo fajnie się gadało, przełamałem w tej sytuacji nieśmiałość no i ktoś się mną interesował!
Ale tutaj też jest druga strona. Może ona tak dobrze udawała? (nie wiem po co, ale tak też myślę). Rozmowa zakończona kiepskim akcentem. Humor się psuje.
Teraz nie wiem, czy próbować ją znaleźć na zacnej naszej-klasie. Czy dać sobie spokój, po jakimś czasie zapomnieć, a jak nie to w miarę możliwości myśleć o tym w kategorii 'przełamywanie nieśmiałości'.

Morał tej historii jest krótki i niektórym znany: nigdy się nie przekonamy, jeśli nie zadziałamy... :)

Normalnie niesamowicie się rozpisałem, szacunek dla tego komu będzie się to chciało czytać :)
_________________
By nie odejść z tego świata niezapamiętany...
 
 
 
Paluszek 

Wiek: 25
Dołączyła: 11 Sie 2007
Posty: 697
Skąd: Warszawa
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 20:04   

Bialy_M napisał/a:
Wreszcie ruszam, bo muszę wracać już i mówię 'muszę spadać. Mogę zostawić Ci mój numer?'. I niestety niemiła niespodzianka. Odpowiedziała kiwając głową, że nie.

A to teraz jest taki nowy obyczaj, że to chłopak podaje swój numer i oczekuje telefonu? Trochę dziwne to moim staroświeckim zdaniem. To dziewczyna ma dzwonić do chłopaka, któremu skądinąd pierwszemu wpadła w oko?!
_________________
Buduję imperium.
 
 
gmazur1 


Wiek: 33
Dołączył: 26 Gru 2005
Posty: 306
Skąd: Warszawa
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 20:12   

Jesteś niezły i nie wiem co robisz na nieśmiałości.
Ile razy się naczytałem o ludziach, którzy patrzyli na siebie na ulicy ale byli sparaliżowani strachem. Potem szukali siebie wszędzie i w sieci....
Mnóstwo jest takich przypadków.
Teraz jesteś doświadczony i pewno nie raz spróbujesz. Któraś próba zakończy się sukcesem.
To pewne.
_________________
I co dalej ?
 
 
green_label 


Wiek: 22
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 534
Skąd: z probowki
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 20:34   

Chlopak ma 16 lat, równoczesnie mogł wyciganac kredki i spytac sie czy nie namaluja czegos razem.
_________________
"Taki był mądry... a teraz umiera..."
 
 
Iron 


Wiek: 30
Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 421
Skąd: Warszawa
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 21:00   

No i co z tego ,że ma 16lat(niektórzy mają więcej ale :ani be ani me) – moim zdaniem dobrze ,że próbuje podchodzić do dziewczyn ,patrzeć w oczy,rozmawiać itd.Dzięki temu chyba zdobywa się doświadczenie i pewność siebie w podobnych sytuacjach.Przecież nikt nie każe mu się od razu żenić.Wielu nastolatków w jego wieku (tym bardziej nieśmiałych)nie miałoby odwagi na taki ruch.Powodzenia na przyszłość.
 
 
Bialy_M 


Dołączył: 08 Maj 2010
Posty: 102
Skąd: Sprzed monitora
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 21:05   

Toście mnie zjechali :P Tak jak w większości przypadków tak i tutaj pewnie po tygodniu/dwóch zapomnę o tym :)
Paluszek: właściwie nie wiadomo kto komu pierwszy wpadł w oko :) Wcześniej nie raz tamtędy przechodziłem. Ta kwestia pozostaje niewyjaśniona :)

Proponuję powrót do sytuacji trajkotki ;]
_________________
By nie odejść z tego świata niezapamiętany...
Ostatnio zmieniony przez Bialy_M 27 Lipiec 2010, 12:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
green_label 


Wiek: 22
Dołączył: 06 Paź 2008
Posty: 534
Skąd: z probowki
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 21:15   

Nie no, proby chocby najbanalniejsze sa chwalebne. Jednakze proby nawiazania jakiejkolwiek relacji w wieku 2x lat sa troche trudniejsze i mniej infantylne. Nie da sie tego porównywac, dlatego zachowanie pewnej dozy krytyki wydaje sie naturalne. Ale niech probuje, moze za kilka lat nie bedzie tak zgorzknialy jak ja.
_________________
"Taki był mądry... a teraz umiera..."
 
 
Iron 


Wiek: 30
Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 421
Skąd: Warszawa
Wysłany: 26 Lipiec 2010, 21:41   

green_label napisał/a:
Jednakze proby nawiazania jakiejkolwiek relacji w wieku 2x lat sa troche trudniejsze


Nie wiem czy trudniejsze.Być może zależy to od tego z jakiego pułapu się startuje.Jeśli miał wcześniej( w przeszłości) kilka takich działań to wcale nie musi mu być trudniej bo już się czegoś nauczył i może to wykorzystać przy okazji następnych prób a taki gość(dwudziestoparolatek) bez doświadczeń w którym dłużej już tkwi ta niemoc i nazwijmy to „presja” znalezienia sobie kogoś rzeczywiście ma trudniej i bardziej się spala.

green_label napisał/a:
moze za kilka lat nie bedzie tak zgorzknialy jak ja.


Eee tam zgorzkniały,bez przesadyzmu 8-) :)
 
 
piotrek84 

Wiek: 25
Dołączył: 08 Lip 2008
Posty: 107
Skąd: Katowice
Wysłany: 27 Lipiec 2010, 03:57   

Paluszek napisał/a:
Bialy_M napisał/a:
Wreszcie ruszam, bo muszę wracać już i mówię 'muszę spadać. Mogę zostawić Ci mój numer?'. I niestety niemiła niespodzianka. Odpowiedziała kiwając głową, że nie.

A to teraz jest taki nowy obyczaj, że to chłopak podaje swój numer i oczekuje telefonu? Trochę dziwne to moim staroświeckim zdaniem. To dziewczyna ma dzwonić do chłopaka, któremu skądinąd pierwszemu wpadła w oko?!
Dlaczego nie? Jest równouprawnienie, niech dziewczyna też wysili się z inicjatywą.
Chyba stosować będę taką taktykę: "Nie chcę Twojego telefonu, ale masz dziewczyno mój numer. Dlaczego? Jeżeli jesteś zainteresowana, to zadzwonisz, jeżeli nie to nie zadzwonisz. Ja nie mam zamiaru siedzieć jak na szpilkach i po raz kolejny czekać przez nieskończoność na zwrotnego smsa albo słyszeć w słuchawce próby jak najszybszego zakończenia rozmowy. Tym bardziej odbierać niedbale napisanego e-maila po wieczności oczekiwania, chociaż nie było limitów czasowych na przemyślenie i edycję treści. Z pominięciem interpunkcji, wielkich liter, polskich znaków, co świadczy tylko o niepoważnym traktowaniu drugiej osoby i braku szacunku, a którego celem najwyraźniej jest zbycie mnie. Nie chcę potem 1/2 roku zapominać o twoich oczach, chcę zasypiać spokojnie. Jeżeli masz ochotę, to daj mi wyraźny sygnał ale nie rób ze mnie idioty, a z siebie księżniczki, którą i tak nigdy nie będziesz. Nie baw się ze mną w smarkate testowanie, bo oboje jesteśmy na to za starzy."
Niemal na pewno tak zrobię, o ile nadarzy się okazja kogoś poznać a mi starczy odwagi na zagadanie. Przynajmniej oszczędzę sobie nerwów.


Bialy_M jest jeszcze baaardzo młody, niech testuje różne sposoby komunikacji :) Gratuluję odwagi. W tym wieku nie potrafiłem nawet wydobyć z siebie głosu, ani wysłać głupiej walentynki ze strachu przed odrzuceniem mnie lub skrzywdzeniem drugiej osoby, czego żałuję do dziś. Miłość jest samolubna i brzydko mówiąc powinienem wtedy pie.. takie drobnostki i nikim ani niczym się nie przejmować. :evil2:
 
 
 
Bialy_M 


Dołączył: 08 Maj 2010
Posty: 102
Skąd: Sprzed monitora
Wysłany: 27 Lipiec 2010, 12:41   

piotrek84 napisał/a:

Chyba stosować będę taką taktykę: "Nie chcę Twojego telefonu, ale masz dziewczyno mój numer. Dlaczego? Jeżeli jesteś zainteresowana, to zadzwonisz, jeżeli nie to nie zadzwonisz. Ja nie mam zamiaru siedzieć jak na szpilkach i po raz kolejny czekać przez nieskończoność na zwrotnego smsa albo słyszeć w słuchawce próby jak najszybszego zakończenia rozmowy. Tym bardziej odbierać niedbale napisanego e-maila po wieczności oczekiwania, chociaż nie było limitów czasowych na przemyślenie i edycję treści. Z pominięciem interpunkcji, wielkich liter, polskich znaków, co świadczy tylko o niepoważnym traktowaniu drugiej osoby i braku szacunku, a którego celem najwyraźniej jest zbycie mnie. Nie chcę potem 1/2 roku zapominać o twoich oczach, chcę zasypiać spokojnie. Jeżeli masz ochotę, to daj mi wyraźny sygnał ale nie rób ze mnie idioty, a z siebie księżniczki, którą i tak nigdy nie będziesz. Nie baw się ze mną w smarkate testowanie, bo oboje jesteśmy na to za starzy."


Myślę tak samo :) A przynajmniej w tamtej sytuacji ;]
_________________
By nie odejść z tego świata niezapamiętany...
 
 
 
Niare 


Wiek: 20
Dołączyła: 02 Wrz 2009
Posty: 1355
Skąd: Konin(ok.)/Ś.A.
Wysłany: 27 Lipiec 2010, 16:56   

piotrek84 napisał/a:
Ja nie mam zamiaru siedzieć jak na szpilkach i po raz kolejny czekać przez nieskończoność na zwrotnego smsa albo słyszeć w słuchawce próby jak najszybszego zakończenia rozmowy.

Zamiast tego będzie: "zadzwoń, zadzwoń, no czemu jeszcze nie dzwoni!". :P
_________________
Harmony harmony.
 
 
Vroo 


Dołączył: 01 Lut 2005
Posty: 860
Skąd: Warszawa
Wysłany: 27 Lipiec 2010, 17:13   

Może zrobić wizytówkę ręcznie numerowaną od 1-100 i zacząć od dawania 79/100 ;-)
_________________
http://vroobelek.iq.pl * http://vroo.blip.pl
 
 
 
piotrek84 

Wiek: 25
Dołączył: 08 Lip 2008
Posty: 107
Skąd: Katowice
Wysłany: 28 Lipiec 2010, 04:07   

Niare napisał/a:
piotrek84 napisał/a:
Ja nie mam zamiaru siedzieć jak na szpilkach i po raz kolejny czekać przez nieskończoność na zwrotnego smsa albo słyszeć w słuchawce próby jak najszybszego zakończenia rozmowy.

Zamiast tego będzie: "zadzwoń, zadzwoń, no czemu jeszcze nie dzwoni!". :P
Nie będzie to jednak to samo. Nie będzie to również przypisanie mężczyźnie zachowania kobiety, która to daje (lub nie) numer.

W sytuacji gdy uda się wybłagać telefon lub go dostać, bo źle zinterpretowało się sygnały, których przypuszczalnie dziewczyna sama nie rozumie do końca, sprawa wygląda tak:
Kod:
Proszę o numer. -> Dziewczyna daje numer. -> Optymistycznie ocena sytuacji. Dobry znak, zainteresowanie. -> Dzwonię do niej. -> Ona mnie zbywa. -> Zawód. Złe samopoczucie.

W sytuacji, gdy ja dałem numer telefonu:
Kod:
Daję numer argumentując jak post wyżej. -> Pesymistycznie zakładam, że nie zadzwoni (uzna że jej nie przystoi lub 1000 innych powodów). -> Nie dzwoni -> Nie mam zawodu. Dobre samopoczucie.

Teoretycznie jest to tylko zamiana osób miejscami. Dawanie numeru to czynność przypisana dla kobiet. Proszenie o numer to czynność przypisane dla mężczyzn.
Praktycznie rzecz biorąc to facet musi zrobić pierwszy krok, ale już dziewczyna wcale nie musi zrobić kroku drugiego.
Zamiana stron powoduje utwierdzenie w podjęciu lub nie podjęciu kolejnego kroku przez kobietę, co eliminuje lub pomniejsza czynnik niepewności. Ostrożność nakazuje wybrać opcję: Nie zadzwoni.

Można również rozważyć sytuację, kto pierwszy zainicjował kontakt, który doprowadził do otrzymania numeru telefonu. Ponieważ takie a nie inne chore ograniczenia społeczne wymagają inicjatywy ze strony mężczyzny, można spokojnie przyjąć, że inicjatywa ze strony kobiety należy do rzadkości -> pierwszy krok z dużym prawdopodobieństwem należał będzie do mężczyzny.

Reasumując, takie podejście może nie zwiększy szans faceta, ale przynajmniej zrówna uprawnienia (lub jak kto woli nada zbliżone priorytety) obu stron we wzajemnej komunikacji. Ktoś chętny na praktyczne testy założeń? ;)



Swoje rozważania rozpocząłem od przyjęcia, że w sytuacji poszukiwania partnera, w komunikacji w odpowiedzi na każdą Akcję wymagamy Kontrakcji tzn. oczekujemy odpowiedzi i działania.
przy czym Akcja i Kontrakcja mają stany: TAK (chcę kontynuować znajomość), NIE (nie chcę znajomości), MOŻE (daj czas na zastanowienie).
W dalszej perspektywie mamy stabilizację kontaktów: Jesteśmy Razem, Nie Jesteśmy Razem, Tylko Kontakt (znajomość/przyjaźń).
Czyli obie strony podejmują jakieś czynności zmierzające do określenia relacji.

Dochodzę do wniosku, że jeżeli strony zadeklarują chęć komunikacji i okażą wzajemne zainteresowanie, to powinno dać się przezwyciężyć część trudności. Gorzej, gdy jedna strona podejmuje inicjatywę, ale druga strona nie kwapi się z odesłaniem jakiejkolwiek informacji zwrotnej.


Tak mi się napisało, by tego nie zapomnieć a nadarzyła się okazja :) Oparte na przemyśleniach sprzed jakiegoś czasu.
 
 
 
savin 

Wiek: 27
Dołączył: 19 Paź 2009
Posty: 34
Skąd: Toruń -> Warszawa
Wysłany: 28 Lipiec 2010, 06:39   

Założenia są czysto techniczne i nie uwzględniają czynnika ludzkiego.
Po co dawać numer, gdy nie chcesz, żeby się odezwała (nie chcesz, bo nie odczuwasz zawodu z milczenia; podświadomości nie da się tak łatwo oszukać, poczucie przegranej w 'twojej' sytuacji i 'typowej' jest tym samym, jedynie natężenie mogłoby być odrobinę inne).
A co, jeśli dziewczyna będzie na tyle nieśmiała, niepewna, wstydliwa, że nie odezwie się, choć chciałaby i dostrzegła szansę na pogłębienie relacji? Pierwszy krok nie musi być tylko jeden. Chyba nigdy nie jest, to droga złożona z małych inicjatyw, którymi pokazuje się, że chciałoby się coś rozwinąć. A że towarzyszy temu ryzyko zawodu.. Jakoś je trzeba w sobie przetrawić, nie bardzo jest rada.

Rozważania logiczno-matematyczne w takich relacjach chyba nie rozwiązują problemów ;)
I nie każda akcja powoduje reakcję (uwaga formalna: reakcja, nie kontrakcja - kontrakcja to zwężenie, zmniejszenie wymiarów), świat nie zawsze jest tak logiczny jak powinien ;)


Praktyczne testy założeń ujawniają ich wady - ale o ile ma się dużo czasu można samemu się przekonać.

edit: zauważyłem pewien błąd, ale nie będę na razie tego zmieniał ;)
Pozdrawiam
 
 
piotrek84 

Wiek: 25
Dołączył: 08 Lip 2008
Posty: 107
Skąd: Katowice
Wysłany: 28 Lipiec 2010, 18:24   

Da się i nie nazwałbym tego oszukiwaniem siebie. Raczej zmiana podejścia w sposób wyważony, racjonalny na bazie dotychczasowych doświadczeń. Nie robić HURRAAAA, dała mi telefon, chce kontynuować znajomość (może czegoś więcej) a potem czuć zawód.
Przykład. Szukam pracy. Jeżeli cud się zdarzy i pracodawca zadzwoni z propozycją rozmowy, po napisaniu testu jestem nierzadko w pierwszej 3 lub 5 osób kwalifikujących się do kolejnego etapu (czasami bez żadnych przygotowań :D ). Nauczony doświadczeniem, że i tak nic pewnego, myślę sobie "Fajnie, nie jestem jednak taki głupi jak myślałem. Zobaczymy co dalej.", ale bez jakiegoś wielkiego entuzjazmu i planów.
Ktoś z tych co się zakwalifikowali ma dobre układy z kimś z firmy i dostał testy, a rozmowa może być farsą, którą należy zrobić zgodnie z prawem, by nie było oskarżeń. Lub po prostu jestem na tyle nieatrakcyjny dla pracodawcy, że choć nie wiem jak bym się starał, szanse i tak mam niewielkie. Efekt? Nie udało się. A co mi tam, przecież spodziewałem się tego.


To, że bezpiecznie przyjmę, że druga strona nie zrobi kroku, WCALE nie oznacza, że nie chcę, by się odezwała. Zrobiłem krok, liczę zwyczajnie na jakikolwiek odzew, ale nie chcę ani nie oczekuję żadnych deklaracji. Nauczony doświadczeniem - dotychczas nie odzywały się mimo mojej inicjatywy, teraz przekazuję pałeczkę, nie liczę na cuda, ale jestem spokojniejszy. Daję do zrozumienia - było miło, podobało mi się, mam wrażenie, że tobie również, ale co dalej? Udajesz, bawisz się ze mną, czy jest szansa na bliższą znajomość? Masz mój telefon, jeżeli rzeczywiście zainteresowałem ciebie, pokaż to. Nie musimy być od razu parą. Dzwonienie jest za drogie? Wyślij smsa, puść sygnałka (jeżeli masz mój numer), o dowolnej porze, a ja jak najszybciej oddzwonię.
Jeżeli jest albo wcale nie jest nieśmiała, to co, ja nieśmiały mam sobie wypruwać flaki i łamać się kołem, by ona odważyła się na jakikolwiek czytelny sygnał zainteresowania lub nie? Niech też chociaż trochę się postara, spróbuje, da szansę.

Jeżeli unika się mnie, lub jestem ignorowany, przyjmuję, że moje towarzystwo jest niemile widziane. Nie mam zamiaru narzucać się, ani być upierdliwy. W takiej sytuacji odpuszczam, bo widzę, że to nie ma sensu. Nie chcę być również oskarżony o nękanie ani molestowanie, a takie zintensyfikowane działania mogą zostać niesłusznie odebrane :/
Na marginesie. Jest to realne, a nie gdybanie. Czytałem o takiej sprawie. Chłopak chciał, by dziewczyna mu wybaczyła. Postarał się, zrobił jakiś malunek przed jej blokiem. Został oskarżony o nękanie i zaśmiecanie.
Coś podobnego działo się za oknem, nie znam szczegółów, ale wina musiała być po obu stronach. Myślę, że to było burzliwe rozstanie. Dziewczyna ocipiała, zdenerwowany chłopak domagał się odpowiedzi dlaczego tak się stało, dlaczego to zrobiła. Ona jest świętojebliwa a on jest zły i nie odpowie mu, bo nie. Ona w bek i wrzask na całą ulicę a on jeszcze dostał w papę. Takie odniosłem wrażenia z tej kłótni. Normalnie ktoś mógłby wezwać policję i koleś skończyłby z oskarżeniem, bo dziewczynie odbiło.

Jak dotąd próbowałem czegoś łączonego. Moja inicjatywa, ale też sygnał, że nie mam nic przeciwko jej inicjatywie, nawet jestem gotów do pomocy. Starałem się o kontakt, pisałem, smsowałem, ale też zaznaczałem: "Masz do mnie jakąś sprawę nie obawiaj się, pisz, dzwoń, smsuj, puść sygnałka, oddzwonię nawet o 2-giej w nocy, gdy będzie taka potrzeba". Może nie miałem dużo przypadków, jednak za każdym razem kompletna olewka, zero odpowiedzi, są wystarczająco zniechęcające.
I szczerze mówiąc chyba już mi to zwisa i porzucę marzenia o związku i rodzinie na rzecz zdrowia psychicznego. Chyba jestem tak beznadziejny (jak na rozmowach o pracę), że jeżeli do czegoś dojdzie (o co i tak nie łatwo), to kończy się na jednym spotkaniu i nie ma nawet odpowiedzi. Nie wiem, czy ze mną coś nie tak, czy z kobietami coś nie tak, czy za bardzo się przejmuję.

Oczywiście teoria a praktyka i odwaga wdrożenia teorii, to już inna sprawa. Punkt siedzenia i postrzegania też mogą zmienić podejście :mrgreen:
 
 
 
Ore 


Wiek: 27
Dołączyła: 12 Lut 2010
Posty: 916
Skąd: z Warszawy
Ostrzeżeń:
 2/3/6
Wysłany: 28 Lipiec 2010, 19:00   

piotrek84 napisał/a:
I szczerze mówiąc chyba już mi to zwisa i porzucę marzenia o związku i rodzinie na rzecz zdrowia psychicznego.


może dam sobie to w podpisie, też tak mam, sam jesteś- żle ( u mnie w życiu żle bo wszedzie są pary i niektórzy uważają że coś z Tobą nie tak, chcą Ci pomóc, dają Ci w kość, współczują Ci, zwłaszcza w pracy, ja to już mysle czy w cv nie walnąć sobie stan: mężatka - dla spokojności, a ogółem sama się czuję że jak najbardziej ze mną jest wszystko ok) jesteś z kimś- żle (tu nie będe pisać bo minusów jest dużo więcej, może znow mnie rzuci, będę sprawdzana, kontrolowana, pisać te smsy, odbierać te telefony, niby kogoś chce mieć ale ja nie jestem operatorką telefoniczną ani majtki mi sie nie palą żeby Go zdradzać każdego dnia jak wychodzę z domu. A uwierzyć w to że poszłam po ogórki na bazarek? Nie , niezła jestem cwaniara, ogórki, taaa... ) itd.

tak więc zdrowie psychiczne jest najważniejsze!! ale nic z tego nie wynika jak żyć w takim wypadku , bo albo z zewnątrz albo z wewnątrz Cie trzaśnie. To chyba jest geneza tego powiedzenia " i tak źle i tak nie dobrze."
 
 
piotrek84 

Wiek: 25
Dołączył: 08 Lip 2008
Posty: 107
Skąd: Katowice
Wysłany: 28 Lipiec 2010, 22:19   

A bym zapomniał. Przynajmniej teraz będzie w temacie. :)

Wiecie czego najbardziej obawiam się w Internecie?
Czytać ponownie swoje głupie, nieskładne posty, przez które przebija się moje pogłębiające się samolubstwo, może też pycha i duma (których brakuje mi w normalnych kontaktach), wzmagająca się niechęć do świata i utrata wiary w ludzi. Boję się również czytać uwagi, komentarze, do moich wypocin, bo wezmę je za bardzo do siebie, będę niepotrzebnie rozmyślać i tłumaczyć samego siebie przed samym sobą. Konsekwencje trzeba jednak umieć ponosić, więc staram się od czasu do czasu zmusić się do przeczytania tego, co inni piszą i tego co sam piszę. Być może jest to forma terapii, sposób na uzewnętrznienie się, a może zwykłe przechwalanie się i pokazanie, że wcale nie jestem gorszy.

Boję się również rozpoznania. Na pocieszenie, tłumaczę sobie, że co prawda w Internecie nie ma 100% anonimowości, to jednak jest jakieś minimum anonimowości. O ile w ramach poprawy humoru nie trolluję pod zmyślnymi nickami :) , to trzeba mnie znać, by skojarzyć piotrek84 z innymi piotrek84 na innych forum i w ostateczności z konkretną osobą. Całe szczęście w całym Internecie nie ma tylko jednego piotrek84 :)
Piotrek84 jest dla mnie dosyć bliskim nickiem, stosowanym niemal od początku moich kontaktów z Internetem. Jest niemalże jak moje imię i nazwisko, moją internetową tożsamością, stąd moje obawy przed rozszyfrowaniem.
 
 
 
Ksenomorf 


Wiek: 22
Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 52
Skąd: Znad Wisły.
Wysłany: 1 Sierpień 2010, 12:34   

Jak już słusznie zauważono w pierwszych odpowiedziach, przejmowanie się ludźmi jest chyba jednym z fundamentów nieśmiałości, a właściwie nieśmiałość fundamentem owej przypadłości. W końcu wiąże się to w jakiś sposób z niską samooceną, stąd nieustanna chęć porównywania się i rozmyślania, jak teraz wypadłem/am, wypadnę.

Jak to K.D. napisał jeden dostanie kosza o 99 dziewczyn i bez problemu startuje do następnych 99, a inny (ja) zawadzi głową o gałąź na oczach dziewczyn i zastanawia się potem, jak idiotycznie musiał wypaść - autentyk :)

Na pewno nie jesteś głupia. Masz 15 lat, jesteś bardzo młoda, a piszesz wyjątkowo z sensem, jak już zauważono.

Napisałaś, że lgniesz do ludzi i zastanawiam się, jak to interpretować. Czy chodzi o to, że emocjonalnie ich potrzebujesz, ale nie jest Ci to dane, czy też pomimo jakichś tam obaw, jest to również fizyczne przebywanie z innymi, tzn. że jacyś ludzie są wokół Ciebie mimo wszystko.

A to, że przed nikim nie jesteś sobą, to znak czasów ;) Podziwiam, że do takich stanów samouświadomienia dochodzisz już w tak młodym wieku. Teoria teatralnej koncepcji stosunków międzyludzkich ma już swoje lata i jest w moim odczuciu, jak najbardziej słuszna, chociaż to przykre. Ja jestem inny na uczelni, inny w domu, inny przy kolegach, inny przy kuzynach, inny tutaj. To męczące. Już nie wiem, kim jestem i gdzie jest prawda.

Jestem bardzo ciekaw, jak rozwinie się Twoja nieśmiałość, bądź też czy zaniknie.
_________________
'I guess you were right, when we talked in the heat/There's no room for the weak, no room for the weak' - Ian Curtis
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 10