Forum.nieśmiałość.net Strona Główna Forum.nieśmiałość.net
Dobra strona wszystkich, którzy odczuwają nieśmiałość

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Demoniczna Pewnośc Siebie
Autor Wiadomość
Ksenomorf 
Niemyta dusza


Wiek: 31
Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 766
Skąd: LV-426
Wysłany: 22 Grudzień 2010, 00:32   

OstraPapryczka napisał/a:

Jak już wspomniałam przeczytałam streszczenie, zawężone do jakiejś strony ;) więc nie mam pełnego obrazu sytuacji...ale myślę, że w przypadku tej pani nie chodziło o ziemskie pożądanie i że te związki miały zaspokajać jej libido nie fizyczne, a psychiczne właśnie. Moim zdaniem biedaczka cierpiała na jakiś skrajny przypadek borderline'a, żyła w świecie urojonych wyobrażeń nie mając o prawdziwej miłości najmniejszego pojęcia.


Streszczenie?! No wiesz? Jasne, że w mniemaniu Emmy Bovary nie chodziło o pożądanie ziemskie - właśnie dlatego przytoczyłem jej przykład. Jej przypadek obrazuje myślenie wielu kobiet, które mają wyobrażenie metafizycznej miłości, a w rzeczywistości ukierunkowują swoje dążenia w stronę tej ziemskiej. Na swój popęd i dość proste potrzeby (odpowiedzialny, silny, inteligentny partner) nakładają sztafaż "romantycznej" miłości.

Z rozkładaniem osobowości Emmy na czynniki pierwsze nie ma co przesadzać. Nie wiem, w jakim duchu pisane było streszczenie książki. Być może w duchu krytyki feministycznej? No i wtedy Emma będzie kobietą tak niesamowicie złożoną, że klękajcie narody! A przecież Flaubert przedstawił nam (świetnie - to fakt) pretensjonalną i trywialną kokotę, która ma siano w głowie. To jest wyjaskrawienie kłamstewek, którymi kobiety zagłuszają swoje własne potrzeby.

Przepraszam, że jestem taką szowinistyczną męską świnią.

Wątku z egoizmem nie będę rozwijać. Być może za daleko wyszedłem z pojęciami takimi jak właśnie egoizm, bo ten kojarzy się dość jednoznacznie. Bardziej zależało mi na tym, aby zwrócić uwagę na to, że u źródeł wszystkich naszych działań stoi nasze "ja", czy to w sposób uświadomiony, czy nie. Ale zdaję sobie sprawę, że takimi stwierdzeniami mogę tworzyć wrażenie, jakobym dążył do wyeliminowania z obiegu wartości takich jak współczucie, chęć niesienia pomocy, empatia. Nic bardziej mylnego.

"Wszystkie refleksje nosimy w sobie i w pewnym sensie nasze życie kończy się na własnym ja. Dlatego można powiedzieć, że człowiek jest samotny pośród tłumu i rozgardiaszu ludzkich spraw. Snuje swe refleksje tylko dla siebie, wszystko co przykre i smutne, odczuwa tylko własnym podniebieniem" i jeszcze jeden:"Czym są dla nas cudze smutki, czym cudze radości? Czymś, co może nas wzruszyć tylko dzięki potędze współczucia lub tajemnego obrotu afektów, wszystkie prawdziwe refleksje skierowane są jednak do wewnątrz. Nasze medytacje odbywają się w doskonałej samotności; wszystkich namiętności doświadczamy w odosobnieniu; kochamy, nienawidzimy, pożądamy i cieszymy się w samotności. Cokolwiek komunikujemy na ten temat innym, czynimy po to, by pomogli nam w spełnieniu naszych pragnień. Wszystko to kończy się na nas samych; radość, kontemplacja jest samotności i odosobnieniem; cieszymy się tylko dla siebie i tylko dla siebie cierpimy".

To było bezczelne powołanie się na "mądrą głowę", w tym wypadku na Daniela Defoe. Dobrze wiem, że w tych wypowiedziach nacisk położony jest na myślenie i odczuwanie, a pozostaje jeszcze sfera działania. Ta jest widoczna dla wszystkich i dlatego najbardziej przemawia do nas. A jednak to nie ona jest przyczyną i nie w niej należy szukać źródeł. Czasami miewam ogromne pragnienie, by chociaż przez kilkanaście sekund poczuć naprawdę to, co czuje druga osoba. I świadomość, że nigdy nie będzie nam to dane jest...bolesna. Nawet, jeśli w przyszłości zostaną wynalezione urządzenia "czytające" nasze myśli, to zawsze będzie to obserwacja z perspektywy drugiego podmiotu. Niemożność przekroczenia tej bariery jest fascynująca, a zarazem przerażająca. Przynajmniej dla mnie. Bardzo bym np. chciał przynajmniej przez moment poczuć, czuć, być kochaną przeze mnie osobą.
 
 
OstraPapryczka 


Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 08 Lut 2007
Posty: 667
Skąd: z kurzu
Wysłany: 28 Grudzień 2010, 13:39   

Hej Ksenomorf, wróciłam dopiero ze świątecznego urlopu, już odpisuję. Momentami może być chaotycznie, mam trochę pracy do nadrobienia...

Cytat:
A przecież Flaubert przedstawił nam (świetnie - to fakt) pretensjonalną i trywialną kokotę, która ma siano w głowie. To jest wyjaskrawienie kłamstewek, którymi kobiety zagłuszają swoje własne potrzeby.

Przepraszam, że jestem taką szowinistyczną męską świnią.


Nie wiem, czy pretensjonalna i trywialna, stawiam jednak na BPD :P A dalsza część Twojego zdania sugeruje (???) zranienia(???), złe wzorce(???) - gdybam - masz trochę wykrzywiony obraz kobiet w ogóle, tak myślę.

Cytat:
Jej przypadek obrazuje myślenie wielu kobiet, które mają wyobrażenie metafizycznej miłości, a w rzeczywistości ukierunkowują swoje dążenia w stronę tej ziemskiej. Na swój popęd i dość proste potrzeby (odpowiedzialny, silny, inteligentny partner) nakładają sztafaż "romantycznej" miłości.


Inteligencji się nie czepiaj :P Faceci o wysokim iq mają lepszej jakości plemniki, bystre dziewczynki z natury rzeczy lubią bystrych chłopczyków, nie nasza wina :mrgreen: Co do odpowiedzialności - a dlaczego miałybyśmy szukać nieodpowiedzialnych? Jest różnica między egoizmem a masochizmem ;) Chociaż ...serce nie sługa i bywa że padnie na nieodpowiedzialnego dupka, o co w dzisiejszych czasach nietrudno. Z "siłą" polemizowałabym, ale tylko dlatego, że osobiście lubię wrażliwców, zaś sama świetnie operuję obcasami ;) Myślę, że trochę bazujesz na stereotypach.
Bardziej serio:

Myślę że w metafizyce nie chodzi o to, żeby żyć fantazjami i wyobrażeniami wykręcającymi rzeczywistość (to raczej zakrawa o urojenia niż o metafizykę), tylko żeby być gotowym i poznać kiedy prawdziwe uczucie przyjdzie. Owszem, każdy z nas ma jakiś balast doświadczeń wpływający na gusta, ludzie łączą się bo dobrze im współgra DNA, bo szukają swoich przeciwieństw albo podobieństw, bo ... każdy ma jakiś gust, ale to nie dyskredytuje prawdziwej miłości. Wierzę w przeznaczenie, jak również w to, że można na skutek własnej głupoty/przyczyn innych wypiąć się na nie tyłkiem. I że coś może spaść nam " z nieba" - też wierzę. Jak również w to, że miłość można w sobie wypracować. Wczoraj rozmawialiśmy o tym na czacie nawet, wpadnij kiedy na dyskusję live :)
W dużym skrócie: w miłości nie widzę miejsca na myślenie o sobie. "Miłość nie szuka swego"

dalej o altruizmie w szerszym kontekście:

Cytat:
Wszystkie refleksje nosimy w sobie i w pewnym sensie nasze życie kończy się na własnym ja

i...
Cytat:
Dobrze wiem, że w tych wypowiedziach nacisk położony jest na myślenie i odczuwanie, a pozostaje jeszcze sfera działania

No właśnie :)
Mowa o refleksjach i o postrzeganiu świata przez pryzmat samego siebie, nie o efektach tego postrzegania w postaci konkretnego działania i jego pobudek.

Cytat:
Czym są dla nas cudze smutki, czym cudze radości? Czymś, co może nas wzruszyć tylko dzięki potędze współczucia lub tajemnego obrotu afektów


Dziwi mnie użycie przez autora spójnika "tylko". Jak to tylko? Tylko przez współczucie? A w jaki inny sposób człowiek ma odczuwać? (BTW- jak można powiedzieć "tylko dzięki potędze współczucia " , zdanie haczy o oksymoron :roll: ) Odwróciłabym stwierdzenie i zapytała autora co by było, gdyby współczucie nie istniało. "Tylko" patologia?
I dalej...do konkluzji:

Cytat:
wszystko co przykre i smutne, odczuwa tylko własnym podniebieniem

Ha, znów to samo. Jednakże te stwierdzenia pana Daniela Defoe - jakąkolwiek głową by nie był- są przesiane "tylko" przez jego własny światopogląd . Defoe nie bazuje na faktach, nie argumentuje rzeczowo, "tylko" głosi.

To nie przeczy istocie altruizmu, świadczy jedynie o tym, że człowiek może być jak kondensator na ładunek globalnego cierpienia. Bez tego "podniebienia" empatia byłaby niemożliwa, jak również doświadczanie jakichkolwiek uczuć. Człowiek to stworzenie z krwi i kości, nie mamy innych narzędzi do odczuwania czegokolwiek niż to, w co przysposobił nas Bóg/natura. Wbrew założeniom autora - to zdanie stanowi o istocie człowieczeństwa i alternatywie dla patologii. Dzięki temu że Ty odczuwasz - możesz poczuć nie tylko własny ból, ale także ból innych.

Prawdziwym problemem altruizmu skierowanego na "ja" jest nie odczuwanie a takie działanie, które pod pozorem bezinteresowności pozwala zagłuszyć ów ból. Niestety nie przekreśla to istnienia prawdziwie altruistycznych postaw ludzkich, gdzie nierzadko wykonujesz coś wbrew sobie, na własną szkodę, samemu narażając się na dyskomfort a nawet na cierpienie. Ciężkie to jest do pojęcia jako że wydaje się przeczyć naturze ludzkiej (np. instynkt samozachowawczy) ale nie kwestionowałabym czegoś tylko z powodu jego wyjątkowości czy sporadyczności.

Jeśli już miałabym zwalić na coś gesty bezinteresowne drobne/czyny wzniosłe, żeby wepchnąć je bezdusznie w bezlitośnie odzierającą z piękna naukę - zwaliłabym to prędzej na geny niż potrzeby libidalne. Dlaczego? Teoria o genie COMT-VAL, przybliżę w skrócie.

Naukowcy z Uniwersytetu w Bonn głoszą nowatorską teorię będącą efektem badań nad altruizmem. Badanym wręczono pieniądze które dobrowolnie i całkowicie anonimowo pozwolono zabrać do domu, lub część wpłacić na cele charytatywne. Uczestnikom pobrano próbki DNA i skoncentrowano się na badaniu genu COMT, w którym zapisane są instrukcje budowy enzymów modyfikujących w mózgu działanie neurotransmiterów, w tym m.in dopaminy odpowiadającej za poczucie satysfakcji i zadowolenia. Są dwie wersje tego genu - COMT-Met i COMT-Val. Okazało się, że dwa razy więcej pieniędzy na cele charytatywne przekazywały osoby z wersją genu COMT-VAl.

A teraz najciekawsze - posiadanie wersji genu COMT-VAL oznacza w praktyce zaburzenie drogi dopaminergicznej - enzym blokujący działanie dopaminy jest nadaktywny, dezaktywuje ją :)

Czyli innymi słowy i pół-żartem - z satysfakcji z pomocy nici ;)

Osobiście nie rzucam się radośnie w objęcia teorii o genach, ale nawet jeśli komuś wyda się być sensowna to wniosek jest jeden : prawdziwym altruistą trzeba się urodzić :P

Cytat:
Czasami miewam ogromne pragnienie, by chociaż przez kilkanaście sekund poczuć naprawdę to, co czuje druga osoba. I świadomość, że nigdy nie będzie nam to dane jest...bolesna. Nawet, jeśli w przyszłości zostaną wynalezione urządzenia "czytające" nasze myśli, to zawsze będzie to obserwacja z perspektywy drugiego podmiotu. Niemożność przekroczenia tej bariery jest fascynująca, a zarazem przerażająca. Przynajmniej dla mnie. Bardzo bym np. chciał przynajmniej przez moment poczuć, czuć, być kochaną przeze mnie osobą.

Też czasem o tym myślę, ale sądzę że jest szansa, iż będzie dane nam to poznać w swoim czasie. Niekoniecznie w tym wymiarze ;-)

Pozdrawiam
_________________

 
 
OstraPapryczka 


Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 08 Lut 2007
Posty: 667
Skąd: z kurzu
Wysłany: 2 Styczeń 2011, 12:33   

Ore napisał/a:
to jak tak mam, (...) w koncu jednak zaczelam pomagac dla samej pomocy bo ja przeciez bez tego zyc nie moge i nie wazna satysfakcja moja tylko tego co sie pomaga mu.

No to szacunek :)
Co ciekawe, osoby z wersją comt-val są wrażliwsze, mają ogólnie tendencje do stanów depresyjnych, refleksyjności, w skrajnych przypadkach do zaburzeń typu depresja dwubiegunowa i inne

Często się słyszy o pomaganiu właśnie rzekomo z tego powodu, że robisz coś dla innych bo sobie pomóc nie możesz. A tu jednak wychodzi na to, że po prostu ten problemowy typ tak z natury ma.
_________________

 
 
Ksenomorf 
Niemyta dusza


Wiek: 31
Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 766
Skąd: LV-426
Wysłany: 3 Styczeń 2011, 00:43   

OstraPapryczko, obawiam się, że nasze drogi rozchodzą się u podstaw. Nie wiem, czy cokolwiek nowego mogę wnieść do tej dyskusji, możemy chyba tylko, co najwyżej, zatoczyć koło. Zresztą mam wrażenie, że już to zrobiliśmy.

Cytat:
Nie wiem, czy pretensjonalna i trywialna, stawiam jednak na BPD :P A dalsza część Twojego zdania sugeruje (???) zranienia(???), złe wzorce(???) - gdybam - masz trochę wykrzywiony obraz kobiet w ogóle, tak myślę.


Czy pograniczne zaburzenie osobowości jest kolejną eufemistyczną, pseudonaukową maską dla zachowań (między innymi, rzecz jasna) nazywanych dawniej bardziej dosadnie? Rozumiem, że podawanie przyczyn może pełnić czysto poznawcze funkcje, ale nie wiem, czemu obecnie istnieje tendencja, żeby je rozciągać także na wymiar etyczny, a w Twojej wypowiedzi pobrzmiewa taka chęć osłonięcia Emmy tym pseudonaukowym rekwizytem. Trudne dzieciństwo nie jest dla mnie powodem, aby inaczej ocenić mordercę albo pedofila, który zgwałcił i skrzywdził ileś tam dzieci. Podobnie rzekome BPD nie jest dla mnie powodem, żeby inaczej ocenić zachowanie, którego nie powstydziłaby się tylko szmata.

Ale w przypadku pani Bovary nie chodzi tylko o wymiar etyczny, ale również o niezwykłą wręcz infantylność i jałowość jej umysłu.

Argument zarzucający drugiej osobie stereotypizację na tle płciowym pozostawiam bez komentarza. Nie lubię wdawać się w wojenki damsko - męskie.

Cytat:
Myślę że w metafizyce nie chodzi o to, żeby żyć fantazjami i wyobrażeniami wykręcającymi rzeczywistość (to raczej zakrawa o urojenia niż o metafizykę), tylko żeby być gotowym i poznać kiedy prawdziwe uczucie przyjdzie. Owszem, każdy z nas ma jakiś balast doświadczeń wpływający na gusta, ludzie łączą się bo dobrze im współgra DNA, bo szukają swoich przeciwieństw albo podobieństw, bo ... każdy ma jakiś gust, ale to nie dyskredytuje prawdziwej miłości. Wierzę w przeznaczenie, jak również w to, że można na skutek własnej głupoty/przyczyn innych wypiąć się na nie tyłkiem. I że coś może spaść nam " z nieba" - też wierzę. Jak również w to, że miłość można w sobie wypracować. Wczoraj rozmawialiśmy o tym na czacie nawet, wpadnij kiedy na dyskusję live :)
W dużym skrócie: w miłości nie widzę miejsca na myślenie o sobie. "Miłość nie szuka swego"


Naturalnie, słowem "metafizyka" posługiwałem się na zasadzie skrótu myślowego, acz nie do końcu znowu tak nieuzasadnionego, przynajmniej, jeśli chodzi o Ciebie. W Twoich wypowiedziach daje się zauważyć echo tejże metafizyki. Szczególnie właśnie, gdy piszesz o miłości, którą sytuujesz w opozycji do uwarunkowań psychicznych, fascynacji, pożądania, itd. Miłość jest dla Ciebie, czymś, co spada na nas z nieba, nie wiadomo skąd, zjawia się nagle. Dlaczego mam wrażenie, że miłość jest dla Ciebie trochę takim pojęciem - wytrychem? Niezwykle pojemne, a przez to jednocześnie puste, bo tak naprawdę niczego określonego nie mówi. Najczęściej służy jako rekwizyt stawiający nadawcę w pozycji etycznie wyższej ("Ja mam patent na to wzniosłe uczucie! Patrzcie!") i istnieje tylko na płaszczyźnie dyskusji. Rzeczywistość weryfikuje zaś wspomnianą "miłość" w Twoim metafizycznym rozumieniu. Ta sama "miłość" pojawia się kilkukrotnie w Twojej wypowiedzi na temat dokumentu, jaki był umieszczony przed świętami na Onecie. I tam stawiasz ją w opozycji do uwarunkowań psychicznych, które popchnęły bohatera filmu do dewiacyjnych zachowań. A dla mnie jego preferencje i "miłość" wywodzą się z tego samego rdzenia. Jest nim nasz umysł. Nic "poza", żadne 'meta", żadna "miłość" nieokreślona. To tylko taka drobna uwaga.

Może zastąpmy to nadęte słowo, takimi wyrażeniami jak "szacunek", "lojalność", "zaufanie"?

Jeśli chodzi o altruizm, egoizm i Daniela Defoe, to jest to właściwie temat wyczerpany. Już napisałem, w jakim sensie, widzę źródło altruistycznych (i szeregu innych) zachowań w naszym "ja". Ja nie neguję zachowań altruistycznych i ich pozytywnej strony, Ty nie negujesz w zasadzie "ja", które stoi u źródeł tych zachowań. Rzecz zdaje się rozbijać o wymiar etyczny i wartościowanie. Tymczasem zaznaczałem, że zachowanie Kolbego było "zacne". I każde zachowanie, w którym okazujemy dobroć niewątpliwie może być tak wartościowane (może poza nielicznymi wyjątkami, kiedy okazywanie dobroci jest oznaką głupoty i już na wstępie nie daje szansy na pozytywny oddźwięk).

Współodczuwanie nigdy nie będzie zaś kopią tych uczuć i tego, co czuje druga osoba. Tego się powtórzyć nie da. Chodzi mi tu naprawdę już o, powiedzmy, esencjalny wymiar naszej podmiotowości. Ja wiem, że może być nam przykro, możemy rozpaczać z drugą osobą, cieszyć się, itd., ale jednak to jesteśmy my. Nasze "ja". I tyle.

Cytat:
Jeśli już miałabym zwalić na coś gesty bezinteresowne drobne/czyny wzniosłe, żeby wepchnąć je bezdusznie w bezlitośnie odzierającą z piękna naukę - zwaliłabym to prędzej na geny niż potrzeby libidalne. Dlaczego? Teoria o genie COMT-VAL, przybliżę w skrócie


Zaraz, zaraz, to wyszło wreszcie, że za altruizmem też stoi libido moim zdaniem? Czy ja się chwaliłem, że mam plakat Zygmunta Freuda nad łóżkiem? ;) Chyba wtedy poszedłem już po prostu w kierunku owych dywagacji na temat nadrzędności naszego "ja".
 
 
OstraPapryczka 


Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 08 Lut 2007
Posty: 667
Skąd: z kurzu
Wysłany: 4 Styczeń 2011, 13:27   

Ksenomorf napisał/a:
Zaraz, zaraz, to wyszło wreszcie, że za altruizmem też stoi libido moim zdaniem? Czy ja się chwaliłem, że mam plakat Zygmunta Freuda nad łóżkiem? ;) Chyba wtedy poszedłem już po prostu w kierunku owych dywagacji na temat nadrzędności naszego "ja".

No więc właśnie, trzeba było od tego zacząć od początku :) większość ludzi szuka jakiegoś poczucia bezpieczeństwa w ideologii, upodobaniach. Do jakiejkolwiek rzetelności dyskusji potrzebne jest otwarcie się na inne możliwości, a co za tym często idzie - założenie, że bezpieczne fundamenty trzeba będzie rozkopać. Ty dzielnie się bronisz :mrgreen: Każdy, absolutnie każdy ma jakiegoś fioła:) I dzięki temu świat nie jest nudny!
Cytat:

Czy pograniczne zaburzenie osobowości jest kolejną eufemistyczną, pseudonaukową maską dla zachowań (między innymi, rzecz jasna) nazywanych dawniej bardziej dosadnie? (...)Trudne dzieciństwo nie jest dla mnie powodem, aby inaczej ocenić mordercę albo pedofila, który zgwałcił i skrzywdził ileś tam dzieci. Podobnie rzekome BPD nie jest dla mnie powodem, żeby inaczej ocenić zachowanie, którego nie powstydziłaby się tylko szmata

Takie dyskusje są zawsze trudne, bo mogą rodzić emocje. Za krzywdę wyrządzaną drugiemu człowiekowi zawsze odpowiada on sam, ponieważ krzywda zakłada akt woli. Ostateczną decyzję za jakąkolwiek krzywdę podejmuje zawsze oprawca i tu zgadzam się z Tobą.
Nie zawsze jednak jest to premedytacją. Zeszłabym z morderców itp. jako że to skrajny przykład (chociaż uznaję możliwość że dzieciństwo z piekła rodem może destrukcyjnie wpłynąć na tożsamość i zdrowie psychiczne), nie zawsze masz jednak wpływu na funkcjonowanie swojego mózgu, co może warunkować takie a nie inne postawy. Każdemu kto to zakwestionuje powiem tyle - daj sobie wyciąć część odpowiadającą za konkretną funkcję i teraz daną funkcję wprowadź w życie.
Moim zdaniem odpowiedzialność człowieka zwichrowanego psychicznie czy neurologicznie zaczyna się wówczas gdy nie szukasz pomocy i nie próbujesz rozwiązać swojego problemu.

To, że Bovary sypiała z facetami nie stawia jej w moich oczach na pozycji szmaty, szukała spełnienia które na chwilę uzyskiwała w cudzych ramionach. Zeszmaca ją to, że zdradzała swojego męża, który podobno ją kochał a przede wszystkim - że krzywdziła własne dziecko. Dlatego wspomniałam o tym, że o miłości nie miała pojęcia.

Co więcej -ten typol z onetu zasługuje tym bardziej na potępienie - bo za jego czynami stały po prostu kompleksy. Więc konsekwentnie - nie zakładajmy mu pseudofilozoficznych masek :)
Cytat:
Argument zarzucający drugiej osobie stereotypizację na tle płciowym pozostawiam bez komentarza. Nie lubię wdawać się w wojenki damsko - męskie.

Nie zarzucam Ci podążania za ścieżkami stereotypów, to po prostu nie pierwszy wątek na którym nieco oschle wypowiadasz się o kobietach w ogóle. Być może to efekt osobistych doświadczeń (wszak coś ku Freudowi Cię skłania), bądź inna sfera aposteriorycznie naznaczona, w którą rzecz jasna z butami nie zamierzam wchodzić.

Cytat:
Miłość jest dla Ciebie, czymś, co spada na nas z nieba, nie wiadomo skąd, zjawia się nagle

Wyciągasz z kontekstu. Stwierdziłam, że wierzę w miłość jako w coś co z natury rzeczy sięga wyżej ponad przeciętność i banalność. Że może spaść nieba, można też ją w sobie wypracować.
Cytat:
W Twoich wypowiedziach daje się zauważyć echo tejże metafizyki. Szczególnie właśnie, gdy piszesz o miłości, którą sytuujesz w opozycji do uwarunkowań psychicznych, fascynacji, pożądania, itd

Nie powiedziałabym, że stoi w opozycji (wszak często współgra symbiotycznie) ale że nie jest konkretnie tym, o czym piszesz. Za pożądaniem stoją potrzeby biologiczne lub psychiczne, pożądać możesz kogoś na kim szczególnie Ci nie zależy. Fascynacja, zauroczenie, oczarowanie - mąci mózg i trąci chemią :) To wszystko może być bardzo fajne, ale bez miłości głębi pozbawione. I znów wracamy do Emmy B. i pewnej logicznej konsekwencji.

Cytat:
Dlaczego mam wrażenie, że miłość jest dla Ciebie trochę takim pojęciem - wytrychem? Niezwykle pojemne, a przez to jednocześnie puste, bo tak naprawdę niczego określonego nie mówi.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Ty pieścisz na piedestale subiektywizm jako dawcę poznawczej rozkoszy. Ja kwestionuję subiektywizm. Głoszenie teorii z libido w roli sprawcy przyczynowo-skutkowego prowadzi do uznania, iż filozofia ich twórców opiera się właśnie na tej bazie. Obawiałabym się kreować wizję rzeczywistości i oglądać horyzonty stojąc na czyimś wyolbrzymionym penisie ;) Logika, rozumowanie normatywne, jeśli filozofia to epistemologia, obiektywizm, rozumowanie logicznie wielowartościowe. :) To mój szlak i właśnie tu jest to skrzyżowanie, na którym idziemy w dwie różne strony :) kazdy ze swoim fiołem :mrgreen:
Miłość nie jest wytrychem, acz prezycyjne zdefiniowanie uważam za trudne do wykonania. Z pewnością zaś z definicji zakłada pewną wyjątkowość, stoi ponad ja, kocha nie za coś, a pomimo. Pragnienie dobra osoby kosztem siebie, poświęcenie, oddanie, dawanie - są dla mnie kluczowymi testerami na miłość w sytuacjach gdy znaczenie uczucia konfrontuje rzeczywistość.

Cytat:
Może zastąpmy to nadęte słowo, takimi wyrażeniami jak "szacunek", "lojalność", "zaufanie"?

Poszłabym tu na kompromis (że ok, może dla mnie to nie stanowi wyczerpującego w treści odpowiednika, ale w pewnej mierze określa cechy związku opartego na uczuciach wyższych). Jest tylko jeden mały minus. Są związki którym nieobcy jest szacunek i lojalność, itp. A ich bazą jest np. silna potrzeba przynależności, poczucie samotności i nic poza tym. To przypomina mi wymianę handlową, a czasem jak się na ludzi popatrzy to i prostytucję.
Cytat:
Współodczuwanie nigdy nie będzie zaś kopią tych uczuć i tego, co czuje druga osoba. Tego się powtórzyć nie da. Chodzi mi tu naprawdę już o, powiedzmy, esencjalny wymiar naszej podmiotowości. Ja wiem, że może być nam przykro, możemy rozpaczać z drugą osobą, cieszyć się, itd., ale jednak to jesteśmy my. Nasze "ja".

Rozumiem co chcesz przekazać, ale wydaje mi się że to znowu jest szukanie drugiego dna w czymś stosunkowo prostym. Dla Ciebie ból nie może być kopią uczuć przeżywanych przez drugą osobę. Dla mnie to tożsama "psychiczna", czy fizyczna nocycepcja, ból jak reakcja centralnego układu nerwowego, który każdy ma ten sam, może tylko inną na ból wrażliwość. Skalę odczuwania bólu wyrażasz werbalnie i niewerbalnie, tzn współodczuwanie na podstawie tych sygnałów wysyła bodźce do naszego układu nerwowego. A zatem nie ma kompletnie znaczenia sposób w jaki odczujesz "cudze" cierpienie. Cierpienie to cierpienie i tyle. A będzie ono "cudze" ponieważ Twój organizm nie miał racjonalnych podstaw obronnych do wywołania reakcji bólu. Niestety w dzisiejszych czasach ludzie lecą w górę po drabinie analgetycznej, ale to już inny temat.

Ty mi powiesz: może być mi przykro, ale nie czuję Twojego cierpienia, to nie będzie to samo z racji odbioru przez własne ciało.
Ja Ci powiem: daj mi różę, poczuj jej woń ... czy możesz poczuć coś innego niż ja gdy biegam po ogrodzie? Cierpienie, zapach kwiatów... empatia, zmysł węchu ...i nic poza tym.
_________________

 
 
Ksenomorf 
Niemyta dusza


Wiek: 31
Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 766
Skąd: LV-426
Wysłany: 6 Styczeń 2011, 01:00   

OstraPapryczka napisał/a:
No więc właśnie, trzeba było od tego zacząć od początku :) większość ludzi szuka jakiegoś poczucia bezpieczeństwa w ideologii, upodobaniach. Do jakiejkolwiek rzetelności dyskusji potrzebne jest otwarcie się na inne możliwości, a co za tym często idzie - założenie, że bezpieczne fundamenty trzeba będzie rozkopać. Ty dzielnie się bronisz :mrgreen: Każdy, absolutnie każdy ma jakiegoś fioła:) I dzięki temu świat nie jest nudny!


Oczywiście żartowałem z tym plakatem! Chociaż... http://www.zazzle.co.uk/s...398105775612506

Perełką jest ten oto rekwizyt dla niewiast rozmiłowanych w Zygmuncie: http://www.zazzle.co.uk/f...808524260914476

A to dla tych, którzy wystrugali już sobie małego freudowskiego bożka i mają pieniądze: http://www.allposters.pl/...aty_c95212_.htm

A wracając do wątku miłości, to chciałem w swojej wcześniejszej wypowiedzi zwrócić uwagę też na jeszcze jedną rzecz, ale chyba niedostatecznie ją zaakcentowałem. Mówiąc o "miłości" jako pustym pojęciu, zwracałem uwagę, że nie ma ona rzeczywistego odniesienia, a istnieje jedynie w sferze jakichś ideałów. Analiza Twoich wypowiedzi również to potwierdza. Zauważ, że gdy piszesz o jakichś indywidualnych przypadkach albo po prostu schodzisz na ziemię, to zawsze podajesz przyczyny, za którymi stoi umysł. Miłość pojawia się tylko jako coś, "co może się stać", coś potencjalnego i coś nieokreślonego. A określić jej nie możesz, bo aparat określający zawłaszcza sobie - i słusznie - psychologia i biologia. Nie ma przypadku dwojga ludzi, których "miłości" nie można byłoby zinterpretować przy pomocy tego aparatu. Nawet za najbardziej "idealistycznym" obrazem miłości stoi tylko nasz umysł. Jestem przekonany, że wyobrażenie miłości jako pewnego idealistycznego wymiaru uczuć wzięło się, paradoksalnie, z pomylenia jej z najbardziej biologicznie uwarunkowanym stanem, a więc właśnie "zakochaniem się", "zauroczeniem", itd. Przez rok, dwa (a bywa, że rzadziej) chodzimy kilkanaście centymetrów nad ziemią, a potem to się kończy. I stąd ten mityczny obraz miłości, jak i samo wmawianie sobie, że coś takiego istnieje. Nie istnieje. Jesteśmy uzależnieni od chwili, przeszłości, swojego "ja", które ten potencjalny stan miłości musi rozbić w drobny mak, na tysiąc różnych kawałków i z czasem coraz częściej pojawiających się ambiwalentnych odczuć i uczuć.

Cytat:
I tu dochodzimy do sedna problemu. Ty pieścisz na piedestale subiektywizm jako dawcę poznawczej rozkoszy. Ja kwestionuję subiektywizm.


Słuszna uwaga. Tylko, że dla mnie subiektywizm pełni rolę nadrzędną na poziomie epistemologicznym, jak raczyłaś zauważyć, podczas, gdy Ty wykazujesz skłonności do babrania się w nim, gdy wchodzi się na poziom aksjologii, o czym świadczą wątek Emmy i Twoje uwagi o tych, którzy mają problemy psychiczne. Ja sobie mogę budować wizję świata w oparciu o czyjegoś penisa, ale przy ocenie stosuję się starych zasad i tego, co jest nam dane w zewnętrznym poznaniu, podczas, gdy Ty poznawczo stosujesz ogólnikowe myślenie, co wpycha Cię na tory idealistycznego myślenia, a przy ocenie, zaczynasz mącić i dopowiadać "ale".

Cytat:
Rozumiem co chcesz przekazać, ale wydaje mi się że to znowu jest szukanie drugiego dna w czymś stosunkowo prostym. Dla Ciebie ból nie może być kopią uczuć przeżywanych przez drugą osobę. Dla mnie to tożsama "psychiczna", czy fizyczna nocycepcja, ból jak reakcja centralnego układu nerwowego, który każdy ma ten sam, może tylko inną na ból wrażliwość. Skalę odczuwania bólu wyrażasz werbalnie i niewerbalnie, tzn współodczuwanie na podstawie tych sygnałów wysyła bodźce do naszego układu nerwowego. A zatem nie ma kompletnie znaczenia sposób w jaki odczujesz "cudze" cierpienie. Cierpienie to cierpienie i tyle. A będzie ono "cudze" ponieważ Twój organizm nie miał racjonalnych podstaw obronnych do wywołania reakcji bólu. Niestety w dzisiejszych czasach ludzie lecą w górę po drabinie analgetycznej, ale to już inny temat.


No widzisz, dla Ciebie cierpienie to cierpienie, miłość to miłość, itd. Piszesz:
Cytat:
Ja Ci powiem: daj mi różę, poczuj jej woń ... czy możesz poczuć coś innego niż ja gdy biegam po ogrodzie? Cierpienie, zapach kwiatów... empatia, zmysł węchu ...i nic poza tym.


To, co wymieniłaś to tylko znaki językowe. Chyba nie sądzisz, że są one (podobnie jak i zewnętrzne objawy somatyczne) w stanie oddać całą paletę odczuć ujawniającą się w naszym wnętrzu. Nie wspominając o najprostszej sprawie. Nigdy, ale to nigdy nie będziesz wiedzieć, czy druga osoba mówiąc "cierpię", czy nawet pokazując to, rzeczywiście cierpi (opcjonalnie: kocha, czuje coś, widzi, itd.). Uszyłaś to tak grubymi nićmi, że aż przetarłem oczy ze zdumienia.

Właśnie na takich uproszczeniach budowano idealizm i idealne wyobrażenie człowieka i jego natury. Bo skoro mamy tu do czynienia z pojęciami jednakowo doświadczanymi przez wszystkich, tzn. że ideał można osiągnąć w wymiarze globalnym. Do czego to doprowadziło, pokazały wszystkie krwawe rewolucje.
 
 
Pawel831 
b


Pomógł: 2 razy
Dołączył: 06 Wrz 2007
Posty: 4855
Skąd: BP/Lublin/Wrocław
Wysłany: 6 Styczeń 2011, 14:17   

Cóż za gorąca dyskusja. Ja wyłuskałem z niej Zygmunta Freuda. Jakiś czas temu natknąłem się na obrazek oprawiony w ramkę, zatytułowany "O czym myślą faceci". Na dole był podpis Zygmunt Freud żeby wszystko było jak najbardziej wiarygodne. A obrazek znalazłem w internecie i dzięki temu możecie go teraz oglądać. No to hop:

http://www.mako.boo.pl/co...aga_prawda.html


I co?
 
 
 
Yosher 


Dołączył: 24 Lut 2011
Posty: 51
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Luty 2011, 11:41   

Misje DC to głupota :) Tyle w temacie.
 
 
Kamilcia4745 

Wiek: 32
Dołączyła: 24 Lut 2011
Posty: 5
Skąd: Lublin
Wysłany: 24 Luty 2011, 13:19   

Nie korzystałam, ale jeśli komuś ma to pomóc w nieśmiałości to dlaczego nie? Akurat te misje wydają mi się dziwne...
 
 
budda 

Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 3
Skąd: Quito
Wysłany: 21 Styczeń 2012, 00:28   

Sory, że odkopuję ten temat, ale udało mi się przerobić cały kurs demonic confidence i chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami, ewentualnie odpowiedzieć na wasze pytania. Swego czasu sam byłem bardzo nieśmiały. Przez pewien czas (tak 3-4 lata temu), byłem czytelnikiem tego forum. Wówczas ten cały DC wydawał mi się nierealny :P Z czasem jednak zyskiwałem pewność siebie poprzez coraz większe obycie towarzyskie. Kiedy zaczynałem kurs nadal byłem trochę nieśmiały, ale w kontaktach radziłem sobie całkiem nieźle.

Przechodząc do samego DC. Polecam to każdemu z Was. Daje znakomite efekty, dokonuje stałych zmian w myśleniu, likwiduje blokady społeczne, a i wy czujecie się świetnie. Macie większą radość z życia, nie przejmujecie się opinią innych, nie boicie się wykonywać czynności wcześniej sprawiających wam problem. Mówicie głośno, wyraźnie, macie prawidłową postawę ciała, nie chodzicie już zgarbieni, chodzicie z uśmiechem na twarzy, a patrzenie ludziom oczy sprawia wam przyjemność.

Teraz, siedząc przed komputerem wydaje się wam to nierealne, że za 3 tygodnie, moglibyście być całkowicie innymi ludźmi. Ale tak jest, DC to doskonałe narzędzie do poprawy pewności siebie.

Z początku wiadomo, jest ciężko. Przy pierwszych dwóch misjach miałem ogromne opory. Każda z nich zajęła mi około 2 godzin. Pojawiały się wówczas wymówki, nie podejdę bo z kimś rozmawia, bo ma słuchawki na uszach, nie podejdę bo nie, itd. 3 misja, która przed jej rozpoczęciem wydawała mi się nie do wykonania, poszła bez większych oporów. Wystarczyło wpaść w rytm, bo szczerze zanim zebrałem się do pierwszego podejścia, minęło jakieś 20 minut. Ale potem już jakoś leciało.

Z każdą wykonaną misją, pojawiał się większy luz, pewność siebie, opanowanie, swoboda. Po 4 misji zauważyłem, że mam wyrąbane na to, co myślą o mnie inni (4 dni wcześniej to było nie do pomyślenia :) Przy 6 misji, miałem problem, żeby wbić sobie do głowy strach przed podejściem. Misję 10 miałem wykonać bez żadnych emocji i powiem wam, że ogromnym problemem było dla mnie zdjęcie uśmiechu przy podejściu i rozmowie. Po prostu nie potrafiłem podchodzić już obojętnie do kobiet.

Dalej nie chce mi się na razie opisywać bo jestem już senny, ale jutro edytuję posta i podzielę wrażeniami do końca kursu :)
 
 
lgxxi 

Dołączył: 29 Gru 2011
Posty: 37
Skąd: południe
Wysłany: 21 Styczeń 2012, 13:02   

DC nigdy nie robiłem,ale słyszalem o tym wiele dobrego i wiem, ze to działa. Dobre na sam początek, bo ogolnie oswaja z różnymi reakcjami ludzi, co staje się przydatne później. Wrażliwym polecam ocenzurowanie niektórych misji. Niektórzy krytykują`DC, bo jest nieetyczny, ale chodzi o to, ze wy nie robicie nikomu krzywdy, tylko staracie sie byc innymi.
No ale niektórym choćbyś chciał pomóc, to nie masz szans, bo on ci na to nie pozwoli :roll:
_________________
Wyobrażam sobie to czego inni nie potrafią i robię to, co inni uważają za niemożliwe.
 
 
 
ktojestem 

Pomogła: 1 raz
Wiek: 29
Dołączyła: 17 Gru 2011
Posty: 515
Skąd: Polska A
Wysłany: 21 Styczeń 2012, 18:56   

budda napisał/a:
Cytat:

powiem wam, że ogromnym problemem było dla mnie zdjęcie uśmiechu przy podejściu i rozmowie.



Zdjęcie czego? A nie, źle przeczytałam, sorry.



Cytat:
DZIEŃ 12

MISJA PRAKTYCZNA: Idziemy zjeść najbardziej obrzydliwe danie, jakie na oczy widzieliśmy.

Robimy afirmacje do dzisiejszego dnia.
Koniec z masturbacją i filmami erotycznymi.


Tak, nie przeczę że ma to jakiś sens, rozstrój żołądka zwycięży wszystko.

Cytat:

DZIEŃ 19
MISJA PRAKTYCZNA: Przez cały dzień pytasz się wszystkich kobiet, czy nie chciałyby z tobą uprawiać teraz gorący, namiętny sex, jeśli powiedzą nie, proponujesz im inny termin.


Nie radzę, może to się źle skończyć. Podejrzewam że jakaś część płci pięknej zareagowałaby agresją. A pojęcie wszystkie kobiety obejmuje też staruszki i dziewczynki do lat 3?

Cytat:

Misja dzień 10: Dzisiejszego dnia zaczyna się zabawa. Misja polega na pójściu do kawiarni i zapytaniu osobnika przeciwnej płci czy możesz się dosiąść i napić z nim kawy. Do zaliczenia misji potrzebna jest tylko jedna osoba która się zgodzi. Jeżeli pierwszy facet Ci odmówi, idziesz do następnego stolika, aż w końcu ktoś się zgodzi. Pij kawę normalnym tempem i nawiąż konwersację, jak wypijesz, podziękuj i wyjdź.



A potem obudzisz się w pustym pokoju, w pomiętej pościeli i naga, z zanikiem pamięci, co robiłaś wczoraj.

Przepłszam łupszejmie, acz ja nie rosumie czemu w rzeczywistości ma pomóc ta metoda.
 
 
Ingo 

Wiek: 26
Dołączył: 17 Paź 2011
Posty: 304
Skąd: ...
Wysłany: 21 Styczeń 2012, 19:25   

Stosowałem niektóre metody wymienione w pierwszym poście.
Jak komuś bardzo zależy i ta zmiana, nabranie pewności siebie musi być szybka to może spróbować.
W moim przypadku nie dały one nic, jeszcze później czułem się jak idiota. Wydaje mi się, że całkiem słusznie jak wspominam co wyprawiałem.

Może to oczywiste, może nie, ale nie polecam próbowania tego jak mieszkamy w małym mieście.
Raz spytałem się pewnej osoby, gdzie znajduje się stacja PKP. Potem okazało się, że ta osoba mnie znała, wiedziała ,ze jestem z tego samego miasta i powiedziała moim znajomym, że się dziwnie zachowuję :P .
 
 
lgxxi 

Dołączył: 29 Gru 2011
Posty: 37
Skąd: południe
Wysłany: 21 Styczeń 2012, 20:14   

Ingo napisał/a:
Potem okazało się, że ta osoba mnie znała, wiedziała ,ze jestem z tego samego miasta i powiedziała moim znajomym, że się dziwnie zachowuję :P

Przejmujesz się czymś mało istotnym. Poza tym takie cuda wyprawia się z dala od miejsca zamieszkania :evil2:
_________________
Wyobrażam sobie to czego inni nie potrafią i robię to, co inni uważają za niemożliwe.
 
 
 
plecak 
wagabunda


Wiek: 35
Dołączył: 26 Kwi 2007
Posty: 885
Skąd: lublin
Wysłany: 22 Styczeń 2012, 12:43   

no właśnie budda a jak przebiegła misja 19;p ?
_________________
http://www.radio3net.ro/dbalbums/albume1001/page:1
 
 
Adik 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 33
Dołączył: 10 Sie 2007
Posty: 2892
Skąd: Świdnik / Lublin
Wysłany: 22 Styczeń 2012, 13:12   

Ja nie jestem zwolennikiem szybkich prób umocnienia swojej pewności siebie. A już tym bardziej zdobycia "demonicznej" pewności siebie ;) . Często bywa tak, że takie szybkie zmiany w psychice kończą się różnymi problemami psychicznymi. Wolę zmieniać się w naturalnym dla mnie tempie (choć faktycznie mógłbym szybciej :) ), ale jednocześnie mieć pewność trwałego efektu :) .
_________________
Politics - a sophisticated art of offending other people using the most POLITE ways possible
 
 
 
budda 

Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 3
Skąd: Quito
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 00:22   

plecak napisał/a:
no właśnie budda a jak przebiegła misja 19;p ?


No muszę powiedzieć, że o ile misja 18 z powiedzeniem dziewczynie, że mi się podoba, nie stanowiła dla mnie problemu, tak 19 wydawała mi się kosmiczna, mimo mojego stanu :P Cóż powiem Wam, że najgorsze było pierwsze podejście, potem już z górki. Reakcje całkiem pozytywne, żadna z kobiet nie zareagowała negatywnie ani nie była agresywna, tak jak to sugerowała ktojestem. Ani razu nie dostałem w twarz ani nie zostałem zwyzywany. W większości przypadków kobiety reagowały rozbawieniem. Była też grupa, która mnie zignorowała, ale takich było akurat mało.

ktojestem napisał/a:
Nie radzę, może to się źle skończyć. Podejrzewam że jakaś część płci pięknej zareagowałaby agresją. A pojęcie wszystkie kobiety obejmuje też staruszki i dziewczynki do lat 3?


Jak już wspomniałem żadna z kobiet nie zareagowała agresywnie, chociaż kto wie co byłoby, gdybym podczas misji spotkał Ciebie. Odnośnie drugiej części: tak, to kurs pedofilii :P

ktojestem napisał/a:
Przepłszam łupszejmie, acz ja nie rosumie czemu w rzeczywistości ma pomóc ta metoda.


Ma służyć zyskaniu pewności siebie, likwidacji oporów tkwiących w naszej psychice. Zmiany nie przyjdą same, trzeba nad tym pracować. Wiadomo, że nie musisz wykonywać wszystkich misji. Sam nie robiłem tego kursu z myślą o podrywie, a właśnie o zyskaniu pewności siebie. Zaczynając, nie wiedziałem, do której misji dotrwam. Przed 1 misją myślałem, że nie przejdę trzeciej, jednak lęk przed podchodzeniem do obcych zmniejszał i byłem w stanie przechodzić do dalszych misji.

Jeśli chcesz pozbyć się nieśmiałości, możesz wykonać np. pierwsze 10 misji. Pomyśl, że w ciągu 10 dni wykonasz 300 podejść do obcych ludzi. Na pewno mocno wpłynie to na Twoje myślenie, zmniejszy twoje opory przed kontaktami z innymi.

A tak jeszcze odnośnie uwag, że to kurs nagłego zyskania pewności siebie. Chodzi po prostu o to, by weszło Ci to w nawyk, dlatego ważna jest regularność. Jeśli robiłbyś tego typu kurs z częstotliwością 1 zadanie na tydzień, to raczej nie zyskałbyś zbyt wiele.

lgxxi napisał/a:
Poza tym takie cuda wyprawia się z dala od miejsca zamieszkania :evil2:


To jeszcze zależy od wielkości miasta. Moje było na tyle małe, że aby dorwać 30 kobiet, musiałbym robić jedno zadanie przez 2 dni albo stać pod szkołą i zaczepiać każdą wychodzącą z niej dziewczynę. Dlatego DC robiłem we Wrocławiu, mimo iż musiałem dojeżdżać tam 50 km w jedną stronę. Ale było warto.
 
 
Marti 
AK śpiący smok


Pomógł: 13 razy
Wiek: 32
Dołączył: 23 Cze 2007
Posty: 8685
Skąd: warszawa
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 00:58   

budda napisał/a:
To jeszcze zależy od wielkości miasta. Moje było na tyle małe, że aby dorwać 30 kobiet, musiałbym robić jedno zadanie przez 2 dni albo stać pod szkołą i zaczepiać każdą wychodzącą z niej dziewczynę.

Wawa niby duża, a jednak trafiłem w dwóch różnych miejscach na tą samą osobę, więc.. można i w dużym mieście mieć szczęście :P

Co do 19 zadania, to któraś się zgodziła? :mrgreen:
 
 
 
Kriss 
Wytrwały


Dołączył: 28 Sty 2010
Posty: 1818
Skąd: kolwiek PL<->?
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 12:57   

budda napisał/a:
Ani razu nie dostałem w twarz ani nie zostałem zwyzywany.

A tego właśnie obawiam się.
 
 
budda 

Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 3
Skąd: Quito
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 20:01   

Marti napisał/a:
Wawa niby duża, a jednak trafiłem w dwóch różnych miejscach na tą samą osobę, więc.. można i w dużym mieście mieć szczęście :P


Pytając tyle osób ile masz przewidziane w misji nawet nie będziesz wiedział czy już pytałeś daną osobę czy nie. Ja miałem kilka razy sytuacje, że pytałem dziewczyn o to samo któryś kolejny raz :P Ale ja tego nie pamiętałem tylko dowiadywałem się od nich, oto kilka z nich:
1.pytam dziewczynę o jakieś tam miejsce jak dojść, a ona: pytałeś mnie już o to wczoraj i przedwczoraj, ale powiedziała jak dojść
2.podchodzę, zbliżam się do niej, a ta mi z marszu podaje godzinę zanim cokolwiek powiedziałem :D potem ją sobie przypomniałem, że faktycznie już ją o to pytałem
3.już nie pamiętam o co pytałem, ale jej odpowiedź brzmiała: codziennie mnie o to pytasz, podrywasz mnie czy co? :D
4.podchodzę, pytam gdzie jest coś tam, a ta oczy jakby zobaczyła ducha :P potem skojarzyłem ją, w końcu była Mulatką, dziwne, że od razu sobie o niej nie przypomniałem

Aż się zastanawiam ile było kobiet, które pytałem po raz enty ale nic mi nie powiedziały :P

Marti napisał/a:
Co do 19 zadania, to któraś się zgodziła? :mrgreen:


Mi niestety się nie udało, ale gdzieś w internecie natrafiłem na relacje z tej misji i facet twierdził, że jakaś się zgodziła :D Nie wiem ile w tym prawdy, ale jeśli nie kłamał to miał ogromne szczęście ;)

Kriss napisał/a:
budda napisał/a:
Ani razu nie dostałem w twarz ani nie zostałem zwyzywany.

A tego właśnie obawiam się.


Gdybyś podszedł do niej z miną psychopaty to mogłoby skończyć się różnie :P Ale jeśli dotrwasz tak daleko, to automatycznie już wewnątrz będziesz wyluzowany, a uwierz mi, to widać. Jeśli mówisz to uśmiechnięty i swobodny, to raczej na pewno twoje obawy się nie spełnią.
 
 
ShySe 

Pomógł: 9 razy
Dołączył: 12 Lis 2005
Posty: 3450
Skąd: Warszawa
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 21:10   

budda napisał/a:
Mi niestety się nie udało, ale gdzieś w internecie natrafiłem na relacje z tej misji i facet twierdził, że jakaś się zgodziła :D Nie wiem ile w tym prawdy, ale jeśli nie kłamał to miał ogromne szczęście ;)

Dopóki nie wystawiła mu rachunku...

ShySe
 
 
Paluszek 

Dołączyła: 11 Sie 2007
Posty: 1172
Skąd: Warszawa
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 21:20   

ShySe napisał/a:
Dopóki nie wystawiła mu rachunku...

Już to miałam bardziej dosadnie przedstawić, ale potem sobie pomyślałam, że to porządne forum i nie będę siać zgorszenia. Może tylko podpowiem, że w Warszawie z tą misją najlepiej uderzać na ulicy Poznańskiej, która słynie z chętnych dziewcząt przechadzających się kocim krokiem.
 
 
ShySe 

Pomógł: 9 razy
Dołączył: 12 Lis 2005
Posty: 3450
Skąd: Warszawa
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 21:44   

Paluszek napisał/a:
w Warszawie z tą misją najlepiej uderzać na ulicy Poznańskiej, która słynie z chętnych dziewcząt przechadzających się kocim krokiem.

Gdyby ktoś pytał, owe dziewczęta są pełnoletnie. Często nawet potrójnie pełnoletnie.

ShySe
 
 
Adik 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 33
Dołączył: 10 Sie 2007
Posty: 2892
Skąd: Świdnik / Lublin
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 21:53   

Już chyba rozumiem, na czym polega ta misja 19...
_________________
Politics - a sophisticated art of offending other people using the most POLITE ways possible
 
 
 
Ingo 

Wiek: 26
Dołączył: 17 Paź 2011
Posty: 304
Skąd: ...
Wysłany: 24 Styczeń 2012, 22:16   

Moim zdaniem, 19 zadanie jest przesadą. Rozumiem, walka z nieśmiałością, ale moim zdaniem to robienie z siebie idioty, zbytnia bezpośredniość. Nie tędy droga raczej...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,54 sekundy. Zapytań do SQL: 13