Forum.nieśmiałość.net Strona Główna Forum.nieśmiałość.net
Dobra strona wszystkich, którzy odczuwają nieśmiałość

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
toksyczna matka
Autor Wiadomość
ania84 


Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 06 Gru 2007
Posty: 1900
Skąd: jeszcze nie wiem
Wysłany: 19 Październik 2011, 22:15   toksyczna matka

Wy też taką macie? Kiedyś, jak nie mieszkałam w domu, a nie mieszkałam od początków liceum, to mi się wydawało, że może nie jest jakaś nie wiadomo jak super, ale nie nazwałabym jej na pewno "toksyczną". Ona mi mówiła ze smutkiem jak przyjeżdżałam czasem "och, jaką ja złą matką jestem", a ja na to że ależ skądże, że najlepszą jest. Co za bzdura.

Teraz po roku mieszkania w domu, jestem tego pewna. Aż mnie dziwi jak to możliwe, że ona mi mówi ciągle takie rzeczy, żebym ja się bała zacząć żyć własnym życiem. Zatruwa mi umysł, podkopuje wiarę w siebie i to nikłe poczucie własnej wartości, które sama własnymi siłami w sobie wyrobiłam. Dzisiaj mam taki dzień właśnie, że mam ochotę ją po prostu zabić i nienawidzę jej organicznie z całego serca, ale oczywiście ją kocham i jest mi strasznie przykro, że ona mi mówi tak bezlitośnie i niesprawiedliwie takie rzeczy i w ogóle zachowuje się tak, jakby nie wiedziała, jak mnie to ściąga na dno.
Najgorsze jest to, że ja ciągle się jej tak kurczowo trzymam.
 
 
alkohol to zło
[Usunięty]

Wysłany: 19 Październik 2011, 22:18   

ja mojej nie kocham, nie lubię jej, razem mieszkamy, ale nie jestem ani trochę od niej zależny, nawet finansowo. Wynoszę się stąd jak tylko zostanę inż.
 
 
Adik 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 32
Dołączył: 10 Sie 2007
Posty: 2892
Skąd: Świdnik / Lublin
Wysłany: 19 Październik 2011, 23:06   

Ania84 napisał/a:
Aż mnie dziwi jak to możliwe, że ona mi mówi ciągle takie rzeczy, żebym ja się bała zacząć żyć własnym życiem.
Moja mama na szczęście nie mówi mi "takich rzeczy", niemniej skutecznie mnie zniechęca przed wyruszeniem na głębszą wodę. Chce, żebym pracę znalazł tu gdzie jestem (a tu jest ciężko), ale z drugiej strony nawet znając moje silne problemy z mobilizacją, to nie potrafi mnie do tego zmobilizować, ograniczając się tylko do mówienia rad i do narzekań.

Tata z kolei odwrotnie - dla niego raczej naturalne jest, żeby młody człowiek wyjechał gdzieś za karierą i pewnie dziwi się, czemu jeszcze tego nie zrobiłem ;) . Czasem były o to kłótnie z mamą (pamiętam, jak mama płakała, a tata mnie bronił, bo chciałem wyjechać na parę dni samemu pociągiem do Gdyni - ponad 3 lata temu; choć muszę wziąć pod uwagę, że wyjazd przypadał na moje urodziny). Tata jednak potrafi się zainteresować tylko od czasu do czasu, i jakby znienacka.

Jeśli jednak mam być szczery, czasem się zastanawiam, czy tak ma właśnie dla mnie być - do jakiegoś czasu.
_________________
Politics - a sophisticated art of offending other people using the most POLITE ways possible
 
 
 
ania84 


Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 06 Gru 2007
Posty: 1900
Skąd: jeszcze nie wiem
Wysłany: 19 Październik 2011, 23:48   

adik napisał/a:
Moja mama na szczęście nie mówi mi "takich rzeczy", niemniej skutecznie mnie zniechęca przed wyruszeniem na głębszą wodę. Chce, żebym pracę znalazł tu gdzie jestem (a tu jest ciężko), ale z drugiej strony nawet znając moje silne problemy z mobilizacją, to nie potrafi mnie do tego zmobilizować, ograniczając się tylko do mówienia rad i do narzekań.


No tak, mi nie chodzi o to, żeby mnie mobilizowała, w ogóle to doszłam do takiego momentu, że nie chcę od niej niczego, tylko jej komunikuję co zamierzam zrobić, a ona wtedy mówi, że to bardzo źle, że zobaczę, że pożałuję, że przekonam się że życie mi jeszcze dokopie, że sobie nie poradzę i się rozkręca z tymi przepowiedniami. Ja jej wtedy mówię, że nie pytam jej o radę tylko oznajmiam jej co zrobię, więc że może sobie darować te uwagi. Ale pomimo tego, jest mi zawsze bardzo przykro że tak mówi, a potem jest oczywiście że dlaczego ja jestem taka nerwowa, przecież oni tylko chcą mi pomóc.(?)

Generalnie jeszcze z mamą jestem w stanie się pomimo tego porozumieć, bo z tatą to już zupełnie nie. Z nim praktycznie w ogóle nie rozmawiam.

Właściwie to najlepiej by było chyba odciąć się od nich w 100%, ale jakoś się boję.
 
 
Selina 


Wiek: 29
Dołączyła: 04 Gru 2010
Posty: 431
Skąd: Mroczna Puszcza
Wysłany: 20 Październik 2011, 06:51   

Niektórzy rodzice już tacy są, że próbują żyć życiem własnych dzieci. Chcą, żeby szli po ścieżce jaką oni wybrali. Niektórzy rodzice nie potrafią zrozumieć, że ich dzieci dorastają i chcą sami zacząć decydować o swoim życiu, a inni znowu uważają, że są starsi, mądrzejsi i wszystko wiedzą lepiej od swoich "głupiutkich" dzieci i to oni muszą decydować za nich.

Ja też mam dziwną matkę, która wielokrotnie próbowała przemówić mi do rozumu swoje racje i mądrości, często za mnie podejmowała decyzje. Ale wiecie co do niczego dobrego to nie doszło... I te jej głupie słowa: nie poradzisz sobie, nie dasz rady, to jest zły pomysł, powinnaś zrobić to inaczej...
To był straszny moment w moim życiu, bo czułam się paskudnie.
Ale w końcu wiele rzeczy do mnie dotarło i któregoś dnia powiedziałam jej, że mnie rani, że nie zamierzam jej stale słuchać, bo to moje własne życie i sama chce o nim decydować.
Powiedziałam jej, że ona miała okazję sama zadecydować o swoim losie lepiej/gorzej, ale nikt nad nią nie wisiał i nie rozkazywał co ma robić.

I wiecie co chyba wzięła sobie do serca te słowa, bo od tej pory nie stara mi się wmówić swoich mądrości i nie rozkazuje co mam robić, a czego nie. I żyje nam się dobrze, nawet lepiej niż kiedyś.

I myślę, że też powinnaś porozmawiać ze swoją matką. Ale spokojnie, bez krzyku, delikatnie.
 
 
Artur 


Wiek: 26
Dołączył: 26 Kwi 2007
Posty: 330
Skąd: Radom/Katowice
Wysłany: 20 Październik 2011, 07:03   

o moich rodzicach to mozna napisac spora ksiazke i nie chodzi mi tu o ewidentne bledy wychowawcze

matka to typ nadopiekuńczy, wszystko mi cale zycie zalatwiala, robila za mnie, teksty typu: "zapisac cie gdzies? tylko powiedz a ja wszystko zalatwie" byly na porzadku dziennym, a ja nie chcialem, denerwowalo mnie to i ciagle wkurza, a jakakolwiek niezaleznosc byla tepiona, bo to wbrew jej wladzy w domu

za to ojciec uporczywie stara sie cale moje zycie mi wpoic jak to swiat jest zly, niesprawiedliwy i klamliwy, w tym celu nigdy mnie nie wspieral, bo musze poznac jakies okrutne i nie fair jest zycie, szczerze go nienawidze za wszystko co robil jak i za to czego nie zrobil, nigdy nie przejawial zainteresowania by nauczyc mnie grac w pilke albo jezdzic na rowerze, jego lekarstwem na brak umiejetnosci gry w noge bylo "idz sobie pokop pilke przed blokiem" i tak ze wszystkim, lekcje, to dobra sprawa, on uwaza ciagle, ze to ja powinienem sie dostosowac do niego, jesli chce pomocy a nie on do mnie, jesli mam problem z jednym zagadnieniem on mi robil wyklad z calego dzialu, chore po prostu
albo dajmy na przyklad typowa niesprawiedliwosc w szkole, cos w rodzaju, ze zostalem nieslusznie ukarany, co robil ojciec? oczywiscie przyznawal slusznosc drugiej osobie, bez wzgledu na to czy mialem racje czy nie

teraz jak juz sie wynioslem z domu na studia moge szczerze powiedziec, ze wolnosc jest swietna i bylem tylko ograniczany przez nich
_________________

 
 
 
Ingo 

Wiek: 25
Dołączył: 17 Paź 2011
Posty: 304
Skąd: ...
Wysłany: 20 Październik 2011, 08:01   

Moja matka jest bardzo w porządku. Nigdy niczego mi nie narzucała, pozwoliła iść moją własna drogą. Jest też bardzo subtelna i mądra życiowo, wspiera mnie bardzo, ale nie jest nadopiekuńcza.
Owszem, czasami nie zgadzamy się w niektórych sprawach, ale to chyba normalne.

Mimo wszystko jednak chciałbym się już wyprowadzić z domu do własnego mieszkania. Potrzeba niezależności to się chyba nazywa :) .
 
 
paryzmoskwa 
miekka faja


Dołączył: 21 Lut 2011
Posty: 477
Skąd: hello
Wysłany: 20 Październik 2011, 08:47   

dzwonilem na infolinie do boga i dla coponiektorych mam TIP :idea: : celem zmniejszenia destrukcyjnego wplywu waszych starych, ktorzy dajac wam dach nad glowa, wikt i opierunek, tak mocno rujnuja wam zycie, moglibyscie sie od nich w koncu wyprowadzic i zaczac zyc jak dojrzali ludzie. nie chcecie? no to najwyrazniej nie jest az tak zle, a psioczenie jest wyrazem checi zwalenia swojej wlasnej zyciowej nieporadnosci na osoby wam najblizsze, ergo najbardziej na takie obwinianie narazone.
_________________
http://i.imgur.com/2uOBamR.gifp
 
 
Kriss 
Wytrwały


Dołączył: 28 Sty 2010
Posty: 1804
Skąd: kolwiek PL<->?
Wysłany: 20 Październik 2011, 12:17   

paryzmoskwa napisał/a:
dzwonilem na infolinie do boga i dla coponiektorych mam TIP :idea: : celem zmniejszenia destrukcyjnego wplywu waszych starych, ktorzy dajac wam dach nad glowa, wikt i opierunek, tak mocno rujnuja wam zycie, moglibyscie sie od nich w koncu wyprowadzic i zaczac zyc jak dojrzali ludzie. nie chcecie? no to najwyrazniej nie jest az tak zle, a psioczenie jest wyrazem checi zwalenia swojej wlasnej zyciowej nieporadnosci na osoby wam najblizsze, ergo najbardziej na takie obwinianie narazone.


A jak nadejdzie ich starość, ale zachowanie się nie zmieni to wysłać do domu starców? <błe>
 
 
hyhy 
dziwno


Wiek: 28
Dołączyła: 16 Lip 2009
Posty: 889
Skąd: spod śląskich łóżek
Wysłany: 20 Październik 2011, 12:39   

Mojemu ojcu się zdarzało mówić mi bardzo przykre słowa i być toksycznym.
Ale, tak jak u Seliny, mamy za sobą parę poważnych rozmów i naprawdę się zmienił w stosunku do mnie teraz. Zdrowszego dzieciństwa mi to nie wróci, no ale się cieszę że już jest jak jest. To się wydaje głupie, ale ludzie czasami naprawdę się po prostu nie zastanawiają że są krzywdzący i zachowują się przykro czy destrukcyjnie wręcz. I trzeba im pomóc się zastanowić :P
_________________
Podłoga, tablety i spać
 
 
 
Paluszek 

Dołączyła: 11 Sie 2007
Posty: 1172
Skąd: Warszawa
Wysłany: 20 Październik 2011, 13:56   

paryzmoskwa napisał/a:
celem zmniejszenia destrukcyjnego wplywu waszych starych, ktorzy dajac wam dach nad glowa, wikt i opierunek, tak mocno rujnuja wam zycie, moglibyscie sie od nich w koncu wyprowadzic i zaczac zyc jak dojrzali ludzie. nie chcecie? no to najwyrazniej nie jest az tak zle, a psioczenie jest wyrazem checi zwalenia swojej wlasnej zyciowej nieporadnosci na osoby wam najblizsze, ergo najbardziej na takie obwinianie narazone.

Zgadzam się z tym, że wyprowadzenie się z domu jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Przecięcie pępowiny i rozpoczęcie samodzielnego życia.
Tylko paradoks tej całej sytuacji, moim zdaniem, polega na tym, że jak ktoś cały czas słyszy: "nie poradzisz sobie", "nawet nie próbuj, bo nie dasz sobie rady", "nie uda ci się", "zobaczysz, jakie życie jest ciężkie", to trudno mu jest tak po prostu przeciąć tą pępowiną. Naprawdę taka osoba musi stoczyć wewnętrzną walkę ze strachem przed życiem (który mu rodzice zaszczepili takim ciągłym gadaniem, że sobie nie da rady, że życie jest straszne i trzeba się bać), ale też z tym, by odpowiednio ustawić sobie relację z rodzicami, co jest w tym przypadku zwykle okupione wyrzutami sumienia, no bo przecież "oni chcą dla mnie dobrze, a ja ich krzywdzę, mama nawet teraz płacze przeze mnie a tak się starała, tak strasznie było jej ciężko".

Moja mama akurat nadopiekuńcza nie była i nie jest. Ale powtarzała mi też często, że jestem "taka wrażliwa i delikatna", "życie jest takie ciężkie, jeszcze zobaczysz, jak życie jest ciężkie, jeszcze się przekonasz". Ja się na to uodporniłam, nie identyfikuję się z tym, a i tak jestem już za stara na to, żeby się kłócić o to, co mi mówiła. Moja mama ma swoją wizję życia. Ja mam swoją, trochę inną. Chyba najlepsze co mogę poradzić, to nauczyć się patrzenia na rodziców z dużego, bezpiecznego dystansu, jako na osoby, które też nie są doskonałe, popełniają błędy i w niektórych fragmentach to życie nie wyszło im do końca tak, jakby chcieli.
A to mówienie, że "nie dasz sobie rady, życie jest straszne", to wynika ze strachu, z własnego strachu przed życiem. Ktoś, kto się nie boi życia, idzie przez nie odważnie, nie daje takich ostrzegawczych komunikatów przed nim, które ograniczają i w rezultacie zaszczepiają ten sam strach.
 
 
alkohol to zło
[Usunięty]

Wysłany: 20 Październik 2011, 14:53   

gorzej jak nie można się wyprowadzić, bo sama sobie nie poradzi finansowo ;/ jakby się nawet zdecydowało to będzie płakać i nie wiadomo co zrobić...
 
 
Królowa 

Pomogła: 6 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 1326
Skąd: jak najdalej stąd
Wysłany: 20 Październik 2011, 16:24   

alkohol to zło napisał/a:
gorzej jak nie można się wyprowadzić, bo sama sobie nie poradzi finansowo ;/


ot na tym wszystko się opiera, co z tego że ktoś będzie chojrakiem i wyznawcą zasady "świat należy do mnie" jak w Polsce płacą grosze i dziś na utrzymaniu rodziców te 2000 zł netto pensji wydaje się być majątkiem a na własnym nędznymi groszami. Czary mary.

Nikt nie jest idealny, rodzice z racji że mają dzieci nie staną się wraz z ta nową nazwą "mama" "tata" nawet Ćwierć świętymi. To sa zwykli zjadacze chleba tak jak każdy. Nie muszą, też, zwłaszcza wtedy gdy mają wady, rażące (bo zwykle wady są rażące :D ) wcale z racji tego że mają dzieci być autorytetetm nie do przebicia. Mają swoje własne życie. Mogli nie chcieć dziecka, a pojawiło się. Mogli nigdy nie czuć się autorytetem czy urodzonym rodzicem, a stało się..bo to nie duch świety za dobre życie nagrodził Jego/Ją dzieckiem lecz w wielu przypadkach przypadek, chwila namiętności, gwałt, brak prezerwatyw itd. Szczęśliwy ten kto chcianym był dzieckiem i narodził sie w rodzinie gdzie panuje dobrobyt materialny a jego rodzice od zawsze pragnęli rodziny i dzieci i w tym widzieli sens swojego życia całego.

Jesli w rodzinie nie ma patologii , a to jest jednak sprawa to rozpoznania przez właściwe organy, to jest już dobrze. Pewnie cały sek w tych trujących relacjach, tak jak w każdych trujących relacjach z ludzmi to tarcie się charakterów. Stereotypem jest powiedzenie że dzieci są podobne do rodziców. Każdy człowiek jest zupełnie inny. Z kogo geny "weszły" w dziecko to jest sprawa dla też odpowiednich jednostek badających jakiś ruch genów czy jakoś tak :P

Moim zdaniem, rodzice (jeśli nie ma patologii) zawsze chcą dobrze dla dziecka.
Nie zawsze mogą i umieją odpowiednio mu pomóc w życiu. Nie zawsze też umieją odpowiednio "nauczać" ich wiedzy którą sami zdobyli. I dziecko rodzica też nie jest święte, bo nie zawsze umie i chce słuchać, nie umie sobie wyobrazić o co chodzi matce itd.

Najlepiej to nie mieć wad, mieć dużo hajsu i w ogóle wszystkiego najlepszego :564:
_________________
Możną usunąć moje konto-
 
 
paryzmoskwa 
miekka faja


Dołączył: 21 Lut 2011
Posty: 477
Skąd: hello
Wysłany: 20 Październik 2011, 17:45   

Paluszek napisał/a:
paryzmoskwa napisał/a:
celem zmniejszenia destrukcyjnego wplywu waszych starych, ktorzy dajac wam dach nad glowa, wikt i opierunek, tak mocno rujnuja wam zycie, moglibyscie sie od nich w koncu wyprowadzic i zaczac zyc jak dojrzali ludzie. nie chcecie? no to najwyrazniej nie jest az tak zle, a psioczenie jest wyrazem checi zwalenia swojej wlasnej zyciowej nieporadnosci na osoby wam najblizsze, ergo najbardziej na takie obwinianie narazone.

Zgadzam się z tym, że wyprowadzenie się z domu jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Przecięcie pępowiny i rozpoczęcie samodzielnego życia.
Tylko paradoks tej całej sytuacji, moim zdaniem, polega na tym, że jak ktoś cały czas słyszy: "nie poradzisz sobie", "nawet nie próbuj, bo nie dasz sobie rady", "nie uda ci się", "zobaczysz, jakie życie jest ciężkie", to trudno mu jest tak po prostu przeciąć tą pępowiną. Naprawdę taka osoba musi stoczyć wewnętrzną walkę ze strachem przed życiem (który mu rodzice zaszczepili takim ciągłym gadaniem, że sobie nie da rady, że życie jest straszne i trzeba się bać)
kazdy czlowiek raz po raz toczy wewnetrzna walke o to i tamto, nieraz trudniejsza niz ta, ktora przytoczylas. ujme to w bardziej uliczny sposob. jak to nawinal kali z firmy: 'niektorzy tak w letargu do konca swoich dni; nie lapie cie za ramie, tylko wale z liscia na pysk, ogarnij sie i zacznij zyc', hehe, czy jakos tak. jak w zyciu, na klepanie nie ma co liczyc, lepiej od razu sobie sprzedac samemu liscia i sie wyniesc, niz siedziec i patrzec jak zycie, ktore mamy tyko jedno, zamienia sie w katastrofe. bo mama powiedziala to, a tata nie zrobil tamto, please...

tak powazniej mowiac, to po ludziach chodza problemy w postaci podatkow, kredytow, chorob, roznych przykrych wypadkow losowych, i innych strasznych - wszystkie odpukac - rzeczy. w obliczu takich sytuacji psioczenie na swoich rodzicow, ktorzy po pierwsze nas zrobili (o czym czesto niejeden zintrowertyzowany i egoistyczny do granic przyzwoitosci uzytkownik forum zapomina), a potem zapewniali opieke i srodki egzystencji, co zreszta nadal robia (mimo, ze juz nie musza), zakrawa na bluznierstwo. zreszta zwyczajnie zal to czytac.

rodzicow sie ma roznych, niejednemu trafili sie niegodni takiego miana. niemniej jednak czlowiek, ktory otrzymal od swoich wzglednie dobrej jakosci opieke (vide ten temat), a mimo to w wieku doroslym zrzuca na nich wine o to, ze sam ze swojego zycia robi jedna wielka porache, zasluguje na miano miekkiej faji i powinien sie mocno walnac patelnia w leb i sytuacje starannie przemyslec, po czym zasiasc za sterami statku 'zycie' i owa miekka faja juz wiecej nie byc.

pozwole sobie przypomniec, ze jest (byla?) tutaj na forum co najmniej jedna osoba, ktora tez swego czasu pisala o sytuacji w domu, lecz juz z perspektywy osoby samodzielnej, bynamniej zarabiajacej duzo mniej niz przytoczone 2 tysie, i zwalczajacej juz zupelnie inne, doroslejsze problemy niz mama-to, mama-tamto. podczas gdy miekkim fajom nie nalezy sie poklepywanie, akurat takim ludziom z kolei nalezy sie szacunek.
_________________
http://i.imgur.com/2uOBamR.gifp
 
 
Paluszek 

Dołączyła: 11 Sie 2007
Posty: 1172
Skąd: Warszawa
Wysłany: 20 Październik 2011, 19:01   

paryzmoskwa napisał/a:
rodzicow sie ma roznych, niejednemu trafili sie niegodni takiego miana. niemniej jednak czlowiek, ktory otrzymal od swoich wzglednie dobrej jakosci opieke (vide ten temat), a mimo to w wieku doroslym zrzuca na nich wine o to, ze sam ze swojego zycia robi jedna wielka porache, zasluguje na miano miekkiej faji i powinien sie mocno walnac patelnia w leb i sytuacje starannie przemyslec, po czym zasiasc za sterami statku 'zycie' i owa miekka faja juz wiecej nie byc.

Do pewnego wieku dziecko jest wychowywane przez rodziców i przez to jest jakby pod ich władzą. Tak w życiu jest, że od pewnego wieku, niech to będzie ta przysłowiowa osiemnastka, człowiek zaczyna wychowywać się sam, od tej pory odpowiedzialność za wybory życiowe spoczywa tylko i wyłącznie na nim, sam pracuje na kształt swojego życia.
Tylko, że to nie jest oddzielone grubą kreską. Bo jeśli kogoś rodzice przez lata skutecznie ubezwłasnowolnili, nie nauczyli samodzielności, a do tego cały czas skutecznie powstrzymują tą osobę przed samodzielnymi działaniami, to jak w takim klimacie ma się nagle przestać być "miękką fają"? Bo potem raptem okazuje się, że to jest wina tej osoby, że jest "miękką fają", że nie jest kowalem swego losu, że jest pipką wołową. To nie chodzi o to, by teraz przerzucać się odpowiedzialnością, czyja to wina. Ale określenie "miękka faja" sugeruje, że ktoś jest taki, bo sam tak chciał, bo się uparł, bo tak mu się podoba, że jest leniem i sam wcale nie chce się od tych rodziców odseparować.

To są trudne relacje, jeśli ma się bardzo kontrolujących rodziców, którzy potrafią grać na emocjach. Zwykle rodzice cieszą się, kiedy dziecko opuszcza dom i zaczyna żyć swoim życiem, bo rozumieją, że taka jest kolej rzeczy. Ale w tym wątku jest mowa o specyficznym typie rodzicielstwa.
Np. o mamie, która dzwoni do dorosłej osoby, która wyprowadziła się z domu, co kilka dni z płaczem, że jej samej ciężko, że nie daje rady, że nie chce się jej już żyć. Albo o mamie, która kontroluje dorosłą osobę tak, jakby byłą małym dzieckiem, wprowadza zakazy i nakazy, wmawia, że dziecko w niczym nie da sobie rady, w niczym nie poradzi. To jest bardzo silny wpływ i zależność spod, której naprawdę ciężko się wyzwolić bez ponoszenia pewnych kosztów psychicznych (np. wyrzutów sumienia, poczucia, że się rani rodziców).
Moja mama późno wyszła za mąż, bo babcia ją bardzo krótko trzymała. Babcia akurat była osobą apodyktyczną i też lubiła histeryzować. Mama jako dorosła kobieta musiała wracać do domu przed 22, bo babcia tak rządziła, albo zaraz były jakieś obrazy i histerie. Może to się wydawać śmieszne, mnie to ciężko też zrozumieć, bo ja bym się postawiła, ale dlatego, że ja miałam stworzone warunki, które pozwalały mi się bezpiecznie postawić, nikt mną nie rządził, nie rozporządzał, nie trzymał na krótkiej smyczy i nie kontrolował.
Dlatego staram się zrozumieć takie osoby. I wiem, że to nie jest kwestia tego, że to "miękkie faje". To jest okropne i krzywdzące określenie.
Wiem, że na świcie są większe problemy, że ludzie mają naprawdę poważniejsze (to przecież oczywiste), ale co to ma do rzeczy? To, że jest głód w Somalii, to ja mam się teraz bić w piersi i jeść sam ryż, bo cóż znaczą przy tym moje problemy?

Zgadzam się z tym wszystkim, że trzeba zacisnąć zęby i stanąć samemu na nogi. Postawić się, jak trzeba i odciąć pępowinę. To jest najbardziej sensowne rozwiązanie. To będzie boleć, ale nie ma innego wyjścia.
Natomiast nie zgadzam się z tym, że osoby, którym ciężko jest odciąć się od silnego wpływu rodziców, którzy mają nad nimi naprawdę dużą kontrolę (i skutecznie nad tym pracowali przez lata) jest byciem zwykłą "miękką fają".
 
 
ania84 


Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 06 Gru 2007
Posty: 1900
Skąd: jeszcze nie wiem
Wysłany: 20 Październik 2011, 19:11   

Paluszek napisał/a:
Moja mama akurat nadopiekuńcza nie była i nie jest.


Wiesz, moja też nigdy nie była opiekuńcza, właściwie to wręcz przeciwnie. Jak byłam mała to miałam wrażenie że mnie po prostu nienawidzi. Tzn. nie zajmowała się mną, a jeśli już musiała, to robiła to z wyraźną niechęcią, jakbym jej przeszkadzała. Wtedy wydawało mi się, że to moja wina, że taka jestem. Pamiętam różnych ludzi którzy się mną wtedy zajmowali, ją natomiast pamiętam tylko z sytuacji kiedy była na mnie wściekła, albo niezadowolona. Więc nie wiem, czemu ja jej tak potrzebuję.

Kiedy nie było mnie w domu, to nie było tak, że ona dzwoniła itp., jeśli już to może z raz na pół roku i to raczej z pretensją, np. że będzie musiała po mnie wyjechać na przystanek (mam 30km od przystanku do domu) a nie ma czasu przecież na to. Ona mnie nie osacza swoją obecnością, teraz jak jestem w domu to mniej więcej raz na tydzień się do niej odezwę, ja się odzywam do niej, ona do mnie nie. Ona mi tylko odpowiada na to co ja mówię (albo wydaje mi polecenia), a zazwyczaj chcę od niej tylko tyle, żeby mnie podwiozła na przystanek autobusowy jak wyjeżdżam, że mnie nie podwiezie. Nie i koniec. Nie wiem, po prostu nie ma kto mnie podwieźć na przystanek i jest mi z tego powodu strasznie przykro. Nie wiem co ona chce mi przez to okazać - swoją władzę nade mną???

Od 15 roku życia nie mieszkałam z rodzicami, i w zeszłym roku bałam się wracać do domu. A teraz się boję stąd wynosić. Wyprowadzę się, bo wiem, że tak trzeba, nie potrzebuję żadnych rad od ciebie brotherquay czy paryżumoskwa.

Jak jest mi smutno to mam prawo napisać, że jest mi smutno, nie będę zgrywać się na jakiegoś twardziela którego nic nie rusza. To że piszę że jest mi ciężko nie oznacza, że jestem fleją. Nie oznacza, że kurczowo trzymam się garnuszka moich rodziców a sama jestem darmozjadem. Robię to, co uważam za słuszne, i mam prawo czuć do moich rodziców przywiązanie, mam prawo czuć żal i mam prawo czuć smutek z powodu tego, że zawsze byli i są złymi rodzicami. Uszanuj to.
 
 
paryzmoskwa 
miekka faja


Dołączył: 21 Lut 2011
Posty: 477
Skąd: hello
Wysłany: 20 Październik 2011, 19:36   

Paluszek napisał/a:

Zgadzam się z tym wszystkim, że trzeba zacisnąć zęby i stanąć samemu na nogi. Postawić się, jak trzeba i odciąć pępowinę. To jest najbardziej sensowne rozwiązanie. To będzie boleć, ale nie ma innego wyjścia.
Natomiast nie zgadzam się z tym, że osoby, którym ciężko jest odciąć się od silnego wpływu rodziców, którzy mają nad nimi naprawdę dużą kontrolę (i skutecznie nad tym pracowali przez lata) jest byciem zwykłą "miękką fają".
ale wez paluszek obczaj, ze takie odwracanie na lewa strone i usprawiedliwianie sie wlasnie prowadzi do napedzania sobie tego typu kryzysow. taka osoba musi sie przestawic na inny tor myslenia. wiadomo, ze jako osoba postronna chcialoby sie popatrzyc na wszystko obiektywnie, ale wydaje mi sie, ze to jest strata czasu, bo zawsze sobie mozna wszystko podwazyc i zakwestionowac, a w koncu usprawiedliwic swoj marazm.

ania84 napisał/a:
Od 15 roku życia nie mieszkałam z rodzicami, i w zeszłym roku bałam się wracać do domu. A teraz się boję stąd wynosić. Wyprowadzę się, bo wiem, że tak trzeba, nie potrzebuję żadnych rad od ciebie brotherquay czy paryżumoskwa.

Jak jest mi smutno to mam prawo napisać, że jest mi smutno, nie będę zgrywać się na jakiegoś twardziela którego nic nie rusza. To że piszę że jest mi ciężko nie oznacza, że jestem fleją. Nie oznacza, że kurczowo trzymam się garnuszka moich rodziców a sama jestem darmozjadem. Robię to, co uważam za słuszne, i mam prawo czuć do moich rodziców przywiązanie, mam prawo czuć żal i mam prawo czuć smutek z powodu tego, że zawsze byli i są złymi rodzicami. Uszanuj to.
tu nie idzie o zadne zgrywanie twardziela, tylko odniesienie swoich wymyslonych problemow do rzeczywistosci. zakladajac taki temat aniu84/prawo/etc uszanuj to, ze umozliwiasz mi pojechanie po takich smutkach, o ktorych niejeden bardziej pokrzywdzony przez zycie moglby pomarzyc. poza uszanowaniem sprobuj tez docenic szczerosc.
_________________
http://i.imgur.com/2uOBamR.gifp
 
 
ania84 


Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 06 Gru 2007
Posty: 1900
Skąd: jeszcze nie wiem
Wysłany: 20 Październik 2011, 19:41   

brottherquay napisał/a:
tu nie idzie o zadne zgrywanie twardziela, tylko odniesienie swoich wymyslonych problemow do rzeczywistosci.


Nie rozumiem? O jakie wymyślone problemy ci chodzi?
 
 
paryzmoskwa 
miekka faja


Dołączył: 21 Lut 2011
Posty: 477
Skąd: hello
Wysłany: 20 Październik 2011, 19:45   

hehe, brak dystansu jak za starych dobrych. aniu, jesli ma ci to w czyms pomoc to mozesz mi nawet dac bana ;) z calego serca wszystkiego najlepszego.
_________________
http://i.imgur.com/2uOBamR.gifp
 
 
ania84 


Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 06 Gru 2007
Posty: 1900
Skąd: jeszcze nie wiem
Wysłany: 20 Październik 2011, 20:00   

Dystans to ja miałam za starych dobrych czasów tak sądzę.

paryżmoskwa napisał/a:
ze umozliwiasz mi pojechanie po takich smutkach,


A teraz ci z kolei uniemożliwiam, gdyż "pojechanie" jest sprzeczne z regulaminem tego forum.
 
 
Paluszek 

Dołączyła: 11 Sie 2007
Posty: 1172
Skąd: Warszawa
Wysłany: 20 Październik 2011, 20:01   

paryzmoskwa napisał/a:
tu nie idzie o zadne zgrywanie twardziela, tylko odniesienie swoich wymyslonych problemow do rzeczywistosci.

No nie wiem, czy to są wymyślone problemy. Być może masz po prostu dobry albo względnie dobry kontakt z własnymi rodzicami.
Ja ze swoją mamą nie mam najlepszego kontaktu, co jest dość trudną czasem dla mnie sytuacją i powodem nawracających dołów, ale staram się po prostu akceptować to, jaka moja mama jest, że ona się nie zmieni i już nie mieć do niej pretensji (co jest czasem bardzo trudne), bo wiem, że zawsze chciała dla mnie dobrze, choć wychodziło różnie.

A każdy, kto ma trudności w relacji z rodzicem/rodzicami, podskórnie czuje, że to jest szczególna i bardzo ważna relacja, że nie można się tak po prostu rozstać i cześć. To nie są wymyślone problemy. To często jest bardzo bolesny i trudny kawałek w życiu, z którym po prostu trzeba nauczyć się żyć, a nie udawać, że problemu nie ma, że jest wymyślony, bo inni mają gorzej.
 
 
alkohol to zło
[Usunięty]

Wysłany: 20 Październik 2011, 20:35   

Królowa napisał/a:
alkohol to zło napisał/a:
gorzej jak nie można się wyprowadzić, bo sama sobie nie poradzi finansowo ;/


ot na tym wszystko się opiera, co z tego że ktoś będzie chojrakiem i wyznawcą zasady "świat należy do mnie" jak w Polsce płacą grosze i dziś na utrzymaniu rodziców te 2000 zł netto pensji wydaje się być majątkiem a na własnym nędznymi groszami. Czary mary.


chodziło mi o to, że matka sama sobie nie poradzi jak się wyprowadzę.
 
 
Królowa 

Pomogła: 6 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 1326
Skąd: jak najdalej stąd
Wysłany: 20 Październik 2011, 22:01   

no bo to działa w obie strony. Swoją drogą dobrze sobie radzisz alkohol ..no i ten pracowity śląsk :mrgreen: a po ile tam macie kawę? Bo tu za dużą neskę z biedronce zapłaciłam 20 zeta + kubek prezesa w prezencie. Śląsk przebije ?
_________________
Możną usunąć moje konto-
 
 
paryzmoskwa 
miekka faja


Dołączył: 21 Lut 2011
Posty: 477
Skąd: hello
Wysłany: 20 Październik 2011, 22:45   

Paluszek napisał/a:
staram się po prostu akceptować to, jaka moja mama jest, że ona się nie zmieni i już nie mieć do niej pretensji (co jest czasem bardzo trudne), bo wiem, że zawsze chciała dla mnie dobrze, choć wychodziło różnie.
dokladnie o tym samym pisalem.

Paluszek napisał/a:
A każdy, kto ma trudności w relacji z rodzicem/rodzicami, podskórnie czuje, że to jest szczególna i bardzo ważna relacja, że nie można się tak po prostu rozstać i cześć. To nie są wymyślone problemy. To często jest bardzo bolesny i trudny kawałek w życiu, z którym po prostu trzeba nauczyć się żyć, a nie udawać, że problemu nie ma, że jest wymyślony, bo inni mają gorzej.
nigdzie nie pisze, zeby zrywac kontakt, tylko jesli sie siedzi rodzicom na glowie i nie chce wyprowadzic, to przynajmniej mozna im nie robic problemow. ania sama pisze, ze wyprowadzenie sie przyniesie poprawe. czyli mamy karty na stole, znamy rozwiazanie, a nadal sie zachwycamy nad swoja martyrologia.

ania84 napisał/a:
Dystans to ja miałam za starych dobrych czasów tak sądzę.

paryżmoskwa napisał/a:
ze umozliwiasz mi pojechanie po takich smutkach,


A teraz ci z kolei uniemożliwiam, gdyż "pojechanie" jest sprzeczne z regulaminem tego forum.
absurd nie z tej ziemi. nadal uwazam, ze mame trzeba szanowac i nazywanie jej toksyczna podczas, gdy daje nam dach nad glowa jest brakiem szacunku, ktorego nalezy sie wstydzic.

ania84 napisał/a:
Dzisiaj mam taki dzień właśnie, że mam ochotę ją po prostu zabić i nienawidzę jej organicznie z całego serca, ale oczywiście ją kocham i jest mi strasznie przykro
wez sobie to przeczytaj i - mam nadzieje - zastanow sie nad tym, co piszez.



koncze udzial w temacie, bo strona nie dopuszcza mozliwosci zmiany zdania, a w celu obrony swojego skrajnie egoistycznego pogladu sformulowanego na bakier z podstawowymi zasadami logiki (patrz ostatni cytat) naduzywa uprawnien moderatora.
_________________
http://i.imgur.com/2uOBamR.gifp
 
 
Paluszek 

Dołączyła: 11 Sie 2007
Posty: 1172
Skąd: Warszawa
Wysłany: 21 Październik 2011, 00:11   

paryzmoskwa napisał/a:
ania84 napisał/a:
Dzisiaj mam taki dzień właśnie, że mam ochotę ją po prostu zabić i nienawidzę jej organicznie z całego serca, ale oczywiście ją kocham i jest mi strasznie przykro

wez sobie to przeczytaj i - mam nadzieje - zastanow sie nad tym, co piszez.

A ja się jeszcze wypowiem w tym temacie, bo czuję się trochę tym dotknięta.
Myślę, że paryżmoskwa piszesz surowy sąd i bardzo łatwo tak kogoś ocenić, jeśli nie ma się podobnych doświadczeń.

Moja relacja z mamą kilka lat temu była beznadziejna, po prostu tragiczna. Do tego stopnia, że gdzieś tak w wieku 21 lat zdecydowałam się iść z tym na terapię, bo już sobie z tym zupełnie nie radziłam. Czułam się jak jakiś śmieć i zjadały mnie żywcem wyrzuty sumienia, bo do mojej mamy żywiłam urazę, niechęć, wstręt, złość, właściwie to nawet nienawiść. To mnie niszczyło, nie mogłam zrozumieć skąd mi to się wzięło, nie mogłam sobie z tymi okropnymi uczuciami poradzić. Wstydziłam się przyznać komukolwiek do tego, bo chyba to nie jest dziwne, kto by to zrozumiał? Tym bardziej, że moje koleżanki bardzo lubiły moją mamę, lubiły z nią sobie porozmawiać.

Myślałam sobie wtedy, że nie mam w ogóle szans na to, by ułożyć sobie życie, tzn. poznać jakiegoś chłopka, bo jak ja go do domu przyprowadzę, to co on sobie o mnie pomyśli? Co ja mu powiem? Przypuszczałam, że żadna normalna osoba po prostu tego nie będzie w stanie zrozumieć. No i nie bezpodstawnie, bo sam piszesz "wez sobie to przeczytaj i - mam nadzieje - zastanow sie nad tym, co piszesz", czyli to potępiasz, wydaje ci się, że to jest nienormalne. Łatwo jest tak napisać. Z uczuciami i emocjami trudno dyskutować, one są, skądś się wzięły, trzeba je zrozumieć, ale nie potępiać się za nie, bo od tego nie miną. Łatwo jest oceniać coś ze swojej grzędy, jeśli się samemu czegoś nie doświadczyło i przy okazji kogoś wbić w jeszcze większe poczucie winy (jakby ono nie było już wystarczająco duże).

W każdym razie ta terapia mi bardzo pomogła. Naprawdę sytuacja w domu się zmieniła na lepsze. Teraz mam czasem nawroty i doły wynikające z tego, że mój kontakt z mamą i tak nie jest najlepszy, ale radzę sobie z tym, rozumiem już bardzo dużo rzeczy. Wiem, że pewnych rzeczy nie zmienię, staram się ją zrozumieć, czasem mi to wychodzi, czasem mi te negatywne uczucia wracają (i też z nimi te potworne wyrzuty sumienia), ale to obecnie raczej dość szybko mija.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,58 sekundy. Zapytań do SQL: 13