Forum.nieśmiałość.net Strona Główna Forum.nieśmiałość.net
Dobra strona wszystkich, którzy odczuwają nieśmiałość

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Wasze nadzieje na związek.
Autor Wiadomość
The Trooper 

Wiek: 36
Dołączył: 03 Maj 2006
Posty: 113
Skąd: Wrocław
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 11:39   Wasze nadzieje na związek.

Właśnie, jestem bardzo ciekaw jak to jest z Wami drodzy forumowicze. Pada pytanie czy jest w Was jeszcze nadzieja na to, że może kiedyś będziecie w związku z kobietą/mężczyzną? Czy na dzień dzisiejszy widzicie się w ogóle w czyms takim jak związek partnerski? Napiszę jak to ze mną jest. Od dłuższego czasu związek z kobietą, pełen miłości i zrozumienia, był moim marzeniem. Ale teraz, gdzieś tak od 3 dni, zdałem sobie sprawę, że chyba jednak się do tego nie nadaję i więcej przeżywałbym stresu niż szczęścia. Teraz, na dzień dzisiejszy, nie widzę siebie w związku z kobietą ani trochę. Hehe, ktoś kiedyś powiedział na tym forum, że "miłość ma go gdzieś, a on i tak ją lubi". A jak powiem, że jeśli miłość ma mnie gdzieś to niech spie****a 8) Cóż, może kiedyś to się zmieni jak zmienię swoje nastawienie do siebie itd. Ale puki co związki mam... no gdzieś :wink: Jestem ciekaw Waszego zdania.
 
 
jeden_z_wielu 

Dołączył: 07 Cze 2006
Posty: 388
Skąd: kraina deszczowców
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 12:00   

Tez mnie podobne mysli dopadly. Ja poniewaz potrafie skomplikowac najprostsza czynnosc, nie wyobrazam sobie mnie w stalym zwiazku. Bedzie tak dopoki przynajmniej nie polubie siebie.
 
 
BartyCrouch
Gość
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 12:42   

Wiecie Panowie... u mnie to jest tak, że często zdarzało mi się i nadal mi się zdarza myśleć o tych sprawach i mojej postawie wobec kobiet, pranterstwa i miłości. Zawsze jednak po takich przemyśleniach dochodziłem do wniosku, że się do tego nie nadaję. Z jednej strony nie przeszkadza mi to, że jestem sam, bo przecież mam dopiero 18 lat więc cięzko mówić, że jestem samotny i "stracony"... a z drugiej obawiam się, że nie będzie mi dane spróbować smaku związku.
Nieważne zresztą. Najistotniejszy wniosek jaki wysnułem to brzmi w ten sposób, że po prostu jeszcze stanowczo nie dojrzałem do związków z kobietami i po prostu wyznaję zasadę "niech się dziej wola nieba", czyli co będzie to będzie. I wcale nie zamierzam "chodzić po ścianach" bo jestem sam... ja zaczekam, może dojrzeję kiedyś ;) [/i]
 
 
The Trooper 

Wiek: 36
Dołączył: 03 Maj 2006
Posty: 113
Skąd: Wrocław
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 13:13   

Wiecie Panowie, ja mam 22 lata i jakoś teraz mam to gdzieś, bo przekonałem się, że kobiety szukają zupełnie innych ludzi niż ja. Miałem podobne przemyślenia i zawsze wychodziło, że się do tego nie nadaje etc. W moim poprzednim związku, trwającym pół roku, z powodu nieśmiałości czułem się dobrze (nie zawsze zresztą, ale to wiadomo. Przecież nie zawsze jest ślicznie) tylko ze swoją partnerką. W obecności rodziny jej czy mojej czułem się wręcz osaczony i zamiast się cieszyć myślałem: "Kiedy oni wreszcie wyjdą", "Kiedy będziemy sami" itd. Nie no, nie nadaję się do tego po prostu i tyle. To nie dla mnie hehe :lol: Zresztą wiecie jak to jest doskonale.
Ostatnio zmieniony przez The Trooper 17 Sierpień 2006, 13:38, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
jeden_z_wielu 

Dołączył: 07 Cze 2006
Posty: 388
Skąd: kraina deszczowców
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 13:16   

No tak przeciez stazi nie jestesmy, ale mnie bardziej martwi, fakt ze mialem sobie te 15 lat i myslalem, ze dam rade zmienic to i owo, teraz mam 19 i nic, wiec nie obejrze sie a tu bedzie 30 i dalej bedzie to samo. Nie chodzi tu tylko o zwiazki. Czas leci szybciej niz sie wydaje :]
 
 
The Trooper 

Wiek: 36
Dołączył: 03 Maj 2006
Posty: 113
Skąd: Wrocław
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 13:30   

Cytat:
No tak przeciez stazi nie jestesmy, ale mnie bardziej martwi, fakt ze mialem sobie te 15 lat i myslalem, ze dam rade zmienic to i owo, teraz mam 19 i nic, wiec nie obejrze sie a tu bedzie 30 i dalej bedzie to samo. Nie chodzi tu tylko o zwiazki. Czas leci szybciej niz sie wydaje :]


19 lat no faktycznie nie jest starość hehe. Ale niemniej jednak jak byłem w tym wieku i patrzyłem sobie na swoich rówieśników jacy są szczęśliwi w parach to mnie chciało coś trafić. No, w wieku 20 lat poznałem kobietę, ale jak już pisałem ten związek długo nie przetrwał. Moi rodzice mówią, że "Facet to ma jeszcze czas w wieku 22 lat i tak do 30" więc może jeszcze nie wszystko stracone. Albo zmieni się społeczeństwo, albo ja. Biorąc pod uwagę to iż tłum zawsze wygrywa zmienić się muszę ja :twisted: bo nastawienie kobiet raczej chyba się nie zmieni, a czas leci. Mimo to jakbym się zmienił to chyba nie byłbym sobą więc puki co nastawienie do związków mam takie jak wyżej opisałem. Koleżanka z tego forum, Jenna, mówi "Daj czasowi czas", tylko że takich truizmów nasłuchałem się już hohoooo :) :)
 
 
chkm 


Wiek: 36
Dołączył: 10 Lip 2005
Posty: 171
Skąd: maków mazowiecki
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 14:58   

Pozwolę sobie zmienić opinię na temat tego czy zasługuję na to żeby być w zwiazku z dziewczyną :lol: :lol: :lol: .Otóż jak najbardziej zasługuję na to ,żeby być z kimś :wink: A dlaczego?po prostu każdy na to zasługuje nie jestem gorszy od innych :twisted: jestem bardzo fajnym chłopakiem aczkolwiek trochę a nawet może bardziej :lol: nieśmiałym co oczywiście nie zmienia faktu że ZASŁUGUJÊ BY MIEÆ KOGOŚ.

Pozdrawiam :wink:
Ostatnio zmieniony przez chkm 22 Październik 2006, 13:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Melkor 

Dołączył: 30 Lip 2006
Posty: 132
Skąd: Focus 27
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 15:02   

Często rozmyślałem na ten temat, to jest o mojej roli w związku, jakbym sie w nim zachowywał, jak reagowałaby potencjalna partnerka, i po przeanalizowaniu tych prawdopodobnych zachowań w takiej sytuacji, podobnie jak u przedmówców raczej nie wydaje mi sie żebym był stworzony do życia w związku. Z moim obecnym nastawieniem, nie ma nawet co o tym marzyć, a głową muru nie przebije i cudu szybkiej przemiany nie dokonam, o ile takowa wogóle później nastąpi. Zresztą to że jestem sam nie przeszkadza mi zbytnio. Może też dlatego, że powiedziałem sobie, że to nie moje przeznaczenie, i żadna kobieta nie jest godna mojej osoby, a widząc pary wmawiałem sobie, że to wszystko rzeczy przemijające, nawet miłość, oczywiście wąsko pojęta jako uczucie kobiety i mężczyzny. :wink:
_________________
The End
 
 
bee 

Dołączyła: 01 Lis 2005
Posty: 155
Skąd: m-b
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 15:07   

chkm napisał/a:
ale póki co niestety na to nie zasługuję :cry: )


jak to nie zasluguje?
_________________
"bida bida da bida dą bi dą
W każdym z nas dziwaki są."

strachy na lachy
 
 
The Trooper 

Wiek: 36
Dołączył: 03 Maj 2006
Posty: 113
Skąd: Wrocław
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 15:20   

Tak na prawdę w stosunku do wszystkiego można powiedzieć, że jest przemijające bo kiedyś się w końcu umiera hehe. Tak na zdrowy chłopski rozum to miłość zdarza się wiele razy taka iż jest nieprzemijająca, znam troche takich ludzi. Tego się nie widzi bo przecież w telewizji tego nie pokazują, a sami jesteśmy zbyt zamknięci w sobie żeby to dostrzec więc Melkor nie ma do końca racji.

Bee, każdy z nas zasługuje na miłość tak samo jak ludzie śmiali, tylko że nasze "ja nieśmiałe" wmawia nam iż tak nie jest. No, prawdą jest też to, że dzisiaj dla dużej ilości kobiet liczy się wyłącznie archetyp pewnego siebie i nie bojącego się ludzi faceta co jest przeciwieństwem nieśmiałosci.
 
 
BartyCrouch
Gość
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 17:44   

bee napisał/a:
chkm napisał/a:
ale póki co niestety na to nie zasługuję :cry: )


jak to nie zasluguje?


To prawda... wielu ludzi tak się czuje. I nie tylko nieśmiałych. Nie wiem co trzeba zrobić, aby być "zasłużonym dla miłości " ale ja też póki co odnoszę podobne wrażenie. Mój kumpel miał kiedyś bardzo chore podejście do sprawy i uważał że załsuży na dziewczynę dopiero wtedy kiedy zdobędzie jakiś tam pas w swojej sztuce walki, nauczy się pływać po mistrzowsku i płynnie władać angielskim (oraz kilka innych rzeczy...). No nie jest to zdrowe chyba... nie?
 
 
bee 

Dołączyła: 01 Lis 2005
Posty: 155
Skąd: m-b
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 17:53   

nie zasluguje na milosc ten ktory pomiata ta druga osoba i to sa jakies patologiczne sprawy.. ale zwykly, fajny chlopak? nie rozumiem :(
_________________
"bida bida da bida dą bi dą
W każdym z nas dziwaki są."

strachy na lachy
Ostatnio zmieniony przez bee 1 Luty 2007, 22:37, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Melkor 

Dołączył: 30 Lip 2006
Posty: 132
Skąd: Focus 27
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 17:56   

Cytat:
No, prawdą jest też to, że dzisiaj dla dużej ilości kobiet liczy się wyłącznie archetyp pewnego siebie i nie bojącego się ludzi faceta co jest przeciwieństwem nieśmiałosci.


Dodatkowym kryterium jest też związana z tym archetypem, tzw przebojowość, a więc powinieneś być zwariowany, umieć się dobrze bawić, wiecznie roześmiany. Jednym słowem trzeba stanąć na głowie i kręcić się na niej, by w końcu zwrócić na te kobiety swą uwagę, żeby zechciały z tobą być, co dla nieśmiałego jest przeszkodą nie do pokonania. Bądź co bądź związek śmiałych oparty na takich zasadach, chyba cynizmem jest nazywać miłością, jest to co najwyżej egoistyczny mutualizm, bo każde z partnerów traktuje siebie w rzeczywistości jak rzeczy, które potrzebne mu są do zadowolenia, rozweselenia, a także odegnania lęku przed samotnością, które osoby śmiałe wbrew pozorom także mają.
_________________
The End
 
 
The Trooper 

Wiek: 36
Dołączył: 03 Maj 2006
Posty: 113
Skąd: Wrocław
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 18:10   

Melkor, jak przyjemnie jest posłuchać mądrej osoby :) . Bee, jeśli wykluczymy patologię i inne zwyrodnienia to i tak wyjdzie na to, że każdy zasługuje na miłość - nie oszukujmy się. I nie jest to truizm czy populizm wzięty z księżyca wg. mnie.

Cytat:
Bądź co bądź związek śmiałych oparty na takich zasadach, chyba cynizmem jest nazywać miłością


Czy ja wiem czy cynizmem. Wiele osób żyjących w takich związkach jest bardzo szczęśliwych. Osobiście znam kilka takich związków. No chciaż o osobiste sprawy się nie wypytuję więc może to tylko na zewnątrz jest taka otoczka hmm. :? Napiszę, na podstawie własnego doświadczenia, że na prawdę jak ma się do czynienia z kobietą pewną siebie, ładną i zdecydowaną to się rezygnuje bo się myśli, że się na nią nie zasługuje. I nie koniecznie musi to być jakaś pudel lala.

A co do takiego stanu rzeczy:
Cytat:
a więc powinieneś być zwariowany, umieć się dobrze bawić, wiecznie roześmiany
. No cóż, podziękujmy sufażysktom :twisted: Możecie się śmiać ale troszkę prawdy w tym jest.
 
 
Batkocz 
Admin

Pomógł: 10 razy
Dołączył: 02 Lut 2005
Posty: 1825
Skąd: San Escobar
Wysłany: 17 Sierpień 2006, 21:41   

Melkor napisał/a:


Dodatkowym kryterium jest też związana z tym archetypem, tzw przebojowość, a więc powinieneś być zwariowany, umieć się dobrze bawić, wiecznie roześmiany. Jednym słowem trzeba stanąć na głowie i kręcić się na niej, by w końcu zwrócić na te kobiety swą uwagę, żeby zechciały z tobą być, co dla nieśmiałego jest przeszkodą nie do pokonania.

Zanadto to chyba upraszczasz. Tacy faceci to działają przede wszystkim na młode za przeproszeniem "siksy". Jeśli już uogólniać to dla kobiet liczy się pewność siebie, a ta wcale nie musi się przejawiać w takim mocno zwracającym na siebie uwagę zachowaniu. Czasem jest wlaśnie wręcz przeciwnie takie zwracanie na siłe na siebie uwagi znamionuję brak pewności siebie i wskazuję na silną potrzębę akceptacji. Z takim facetem kobieta może się dobrze bawić ale na partnera go nie weźmie, bo kobiety przeważnie w facecie szukają bezpieczeństwa, a czy taka osoba może jej je dać. To też oczywiście uogólnienie ale chyba jednak bliższe prawdy.
A i jeszcze jedno. Paradoksalnie kobiety cześciej zwracają swoją uwagę na tych facetów, którzy je ignorują i jednocześnie nie przejawiają lęku względem niej.

Melkor napisał/a:
Bądź co bądź związek śmiałych oparty na takich zasadach, chyba cynizmem jest nazywać miłością, jest to co najwyżej egoistyczny mutualizm, bo każde z partnerów traktuje siebie w rzeczywistości jak rzeczy, które potrzebne mu są do zadowolenia, rozweselenia, a także odegnania lęku przed samotnością, które osoby śmiałe wbrew pozorom także mają.

Też się z tym nie zgadzam, może to nie romantycznie nazywać miłością zwiążek w którym partnerzy są ze sobą dla wzajemnych korzyści, ale tym w istocie jest miłość,. Jęśli nie ma wzajemnych korzyśći, a tylko jedna osoba coś w nim dostaję to nie ma miłości tylko jest wykorzystanie, a jeśli żadna stona nie ma korzyści to taki związek poprostu się rozpada albo w ogóle nie zaistnieje. To nie cynizm tylko rzeczywitość, romantyczna otoczka pozwala nam myśleć, że miłość to coś więcej niż handel. Dla mnie uznanie przez partnerów takiego "handlowego" wymiaru miłości może sprawić, że miłość będzie bardziej trwała bo oboje partnerów będzie rozumiało, że trzeba o nią dbać nie tylko biorąć ale dając coś od siebie.
 
 
Melkor 

Dołączył: 30 Lip 2006
Posty: 132
Skąd: Focus 27
Wysłany: 18 Sierpień 2006, 09:45   

Batkocz, widać za wszelką cene chciałeś mnie podważyć, być może z racji wieku masz już dużo większe doświadczenie i spotkałeś się z różnymi typami kobiet, więc możesz więcej coś powiedzieć na ten temat, aniżeli ja, chociaz także mam pewne doświadczenie w ocenianiu ludzi, w tym przypadku kobiet. W każdym bądź razie możesz zgodzić się albo nie, obaj mamy racje odnośnie kobiet, bo to co napisaliśmy to tak naprawdę szczegóły, ogólnych tendencji w ich zachowaniu, wiadomo przecież że są różne typy śmiałych kobiet, ale każde z nich ma przysłowiowe wspólne mianowniki, czyli m.in. to co wspomniałeś szukania bezpieczeństwa ze strony silnego i pewnego siebie faceta. Odnośnie miłości o której mówisz przywołam tutaj jednego z socjologów Erich Fromma który podjął się tego zagadnienia i napisał kiedyś, o miłości dojrzałej i niedojrzałej. Dojrzała według niego kierowała się zasadą: potrzebuje cię ponieważ cię kocham, niedojrzała natomiast: kocham cię bo cie potrzebuje. W dzisiejszych czasach dominuje ten drugi właśnie typ i w gruncie rzeczy nie ma w nim nic z prawdziwej miłości ale jak widać wiele definicji, m.in. wolność, a także miłość zmieniło swoje znaczenie skoro np. niektórzy twierdzą uprawianie seksu jest miłością.

Cytat:
uznanie przez partnerów takiego "handlowego" wymiaru miłości może sprawić, że miłość będzie bardziej trwała bo oboje partnerów będzie rozumiało, że trzeba o nią dbać nie tylko biorąć ale dając coś od siebie.


Tyle że to nie będzie już miłość, tylko partnerstwo z czystej kalkulacji, czy z rozsądku.
_________________
The End
 
 
Batkocz 
Admin

Pomógł: 10 razy
Dołączył: 02 Lut 2005
Posty: 1825
Skąd: San Escobar
Wysłany: 18 Sierpień 2006, 13:05   

Melkor napisał/a:
Batkocz, widać za wszelką cene chciałeś mnie podważyć


Oj nie bierz tego do siebie po prostu akurat Ty ten pogląd najlogiczniej wyłozyłeś i z nim było mi najłatwiej polemizować, ale na tym forum wielu chołduje pogladowi, że trzeba być przebojowy i zwariowany żeby mieć dziewczynę.



Melkor napisał/a:
Odnośnie miłości o której mówisz przywołam tutaj jednego z socjologów Erich Fromma który podjął się tego zagadnienia i napisał kiedyś, o miłości dojrzałej i niedojrzałej. Dojrzała według niego kierowała się zasadą: potrzebuje cię ponieważ cię kocham, niedojrzała natomiast: kocham cię bo cie potrzebuje.


No cóż jestem za cienki bolek żeby polemizować z Frommem, czytałem ładnych parę lat temu "Mieć czy być" i "O sztuce miłości" i pamiętam, że przy tej drugiej miałem sporo wątpliwości. Fromm był nie tylko socjologiem ale i psychologiem i filozofem i w tej drugiej książce jest przede wszystkim tym ostatnim. A moim zdaniem świat filozofow rzadko kiedy występuję w realnym świecie. Zresztą miłość romantyczna, choć obecna w kulturze od starożytności, to dotyczyła tylko ludzi pewnych sfer, a jej upowszechnienie przypadło dopiero na czasy emancypacji kobiet i nie wiem czy przy obecnym tempie tej emancypacji nie umrzę śmiercią naturalną.
Mnie w kwestii miłości bardziej przekonuję psychologia ewolucyjna, polecam do przeczytanie książki "Ewolucja pożądania" David'a M. Buss'a i "Psychologia miłości" Bogdana Wojciszke

Melkor napisał/a:

Tyle że to nie będzie już miłość, tylko partnerstwo z czystej kalkulacji, czy z rozsądku.


Użyłem tu słowa uznanie i chodziło mi nie o to, że oboje partnerzy umawiają się na zawarcie kontraktu w ktorym nawzajem będą sobie świadczyć usługi, ale o wewnetrzną postawę obojga partnerów. Ta postawa wcale nie musi być werbalizowana, a nawet nie powinna, bo to odziera związęk z romantycznych złudzeń. Wystarczy, że partnerzy pamiętają o tym, by zarówno dawać jak i brać.

P.S.
Jedyną bezinteresowną miłoscią na tym świecie jest podobno miłość Matki do dziecka, ale i tak są tacy, którzy znajdują w tym interes w postaci przetrwania cześci siebie w genach dziecka i jego dzieciach i itd.
 
 
Sil_ 

Dołączyła: 28 Kwi 2006
Posty: 58
Skąd: Trójmiasto
Wysłany: 18 Sierpień 2006, 14:27   

Fajnie, ze nad tym dywagujecie, ale chyba odrobinę przesadzacie.

Ja rozumiem, ze dojrzalosc jest niezalezna od wieku, ale niemniej trudno nie będąc w zwiazku/ nigdy nie będąc w żadnym zwiazku, czy po prostu mając te 18 lat, oceniac, czy się "nadaję do stałego związku, czy też nie". Człowiek się zmienia wraz z wiekiem oraz na skutek jakiś doświadczeń. Zdarza się, ze właśnie jakieś doświadczenie życiowe zmienia nasze podejście do jakiejś sprawy, czy jakiejś osoby a nawet nas samych. Bezsensu jest zatem myśleć o tym z wyprzedzeniem i niepotrzebnie źle siebie oceniac czy przekreślac (co gorsze oceniac innych pt. bo te kobiety są.... ). Kiedy staniecie "twarzą w twarz" z taką sytuacją wówczas, przekonacie się "co w trawie piszczy" i dlaczego .

Cytat:
szukania bezpieczeństwa ze strony silnego i pewnego siebie faceta


Proszę????? Meski punkt widzenia definicji poczucia bezpieczeństwa u kobiet, nie pokrywa się z naszym kobiecym. Powiedzialabym, ze nie rozumiesz, co my nazywamy tym terminem, a Twoje wyobrażenie mija się z prawdą. Tym sposobem oceniasz źle siebie i kobiety.
Ostatnio zmieniony przez Sil_ 18 Sierpień 2006, 15:14, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
BartyCrouch 


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 159
Skąd: Rio
Wysłany: 18 Sierpień 2006, 14:45   

Dwie rzeczy droga Sil_ :)
Po pierwsze masz ABSOLUTNĄ rację z tym, że człowiek się zmienia z wiekiem i jego dawne decyzje tudzież postanowienia ulegają przedawnieniu (bo ponoć nie zmieniają się tylko krowy ;) ) a po drugie to :

Cytat:
Meski punkt widzenia definicji poczucia bezpieczeństwa u kobiet, nie pokrywa się z naszym kobiecym. Powiedzialabym, ze nie rozumiesz, co my nazywamy tym terminem, a Twoje wyobrażenie mija się z prawdą. Tym sposobem oceniasz źle siebie i kobiety.


skoro się mylimy i nie rozumiemy kobiet to może nas oświecisz...? To taka uprzejma prośba z mojej strony dla męskiej części użytkowników tegoż wspaniałego forum... :)
 
 
Sil_ 

Dołączyła: 28 Kwi 2006
Posty: 58
Skąd: Trójmiasto
Wysłany: 18 Sierpień 2006, 15:10   

Definicja "poczucia bezpieczeństwa" w ujęciu kobiety nie zakłada super macho osobnika, na którym biedne, bierne, mało-odporne i nie mogące sobie poradzić w zyciu etc.etc kobiety, wesprą się na nim, tak aby ten mógł je przeciagnąć przez życie. Taki schemat jest już nieaktualny, chociażby z racji lat/wieku w którym żyjemy, ale i mentalnosci kobiecej. Tak naprawe, to typowy punkt widzenia.

Poczucie bezpieczeństwa to m.in:
*lojalność ze strony partnera,
*zrozumienie,
*usmiech,
*przytulenie,
*akceptacja,
*wspolna zabawa, śmiech ale również i kłopoty,
*wiara, ze nie zostaniemy zradzone: fizycznie (mam tu na myśli zdradę w związku), emocjonalnie m.in. obgadane (i nasze sekrety nie ujrzą za sprawą faceta swiatła dziennego), poniżane czy niszczone itp.
*zaufanie i poczucie, które mówi "mogę ci wierzyć, nie oszukujesz mnie" itp.
 
 
Batkocz 
Admin

Pomógł: 10 razy
Dołączył: 02 Lut 2005
Posty: 1825
Skąd: San Escobar
Wysłany: 18 Sierpień 2006, 15:33   

Ja pisząc, że kobiety szukają bezpieczeństwa też raczej miałem na myśli to co piszę Sil_. Czasy kiedy facet bronił swojej kobiety siłą mieśni przed drapieżnikami i innymi meżczyznami odeszły, choć nadal są kobiety, które cenią siłe fizyczną, to nawet w epoce kamienia łupanego, myślę, że największę powodzenie miał facet wcale nie najsilniejszy ale najinteligentniejszy, oczywiście też dysponujący siła fizyczną, bo bez tego wtedy nie miał szans. Teraz siłę fizyczną w dużej mierzę zastąpiła inteligencja i niestety, czy to się nam podoba czy nie, pieniądzę.

A i jeszcze jedno pisząc, że dla kobiet liczy się pewność siebie zapomniałem napisać co ja przez to rozumiem. Trochę za dużo czasu zajęłoby mi wytłumaczenie tego więc posłuże się linkiem
 
 
ShySe 

Pomógł: 9 razy
Dołączył: 12 Lis 2005
Posty: 3450
Skąd: Warszawa
Wysłany: 18 Sierpień 2006, 23:39   Re: Wasze nadzieje na związek.

The Trooper napisał/a:
Właśnie, jestem bardzo ciekaw jak to jest z Wami drodzy forumowicze. Pada pytanie czy jest w Was jeszcze nadzieja na to, że może kiedyś będziecie w związku z kobietą/mężczyzną? Czy na dzień dzisiejszy widzicie się w ogóle w czyms takim jak związek partnerski?

Na dzień dzisiejszy zupełnie nie. Po pierwsze - jak miałem okazję się przekonać - jestem zbyt nieśmiały, żeby w ogóle cokolwiek zrobić w kierunku utworzenia takowego związku. Po drugie, nie bardzo sobie wyobrażam, jak mizantrop nie utrzymujący z nikim bliższej znajomości może zbudować i utrzymać związek. Przecież to trzeba się spotykać i coś robić razem ciekawego oprócz uprawiania seksu... :wink: Seksu! no tak, tu też pewnie mogłyby się pojawić jakieś nieśmiałe trudności, ale to już tylko mogę sobie podejrzewać.

A nadzieja, owszem, jest. Że "może kiedyś"... Ale w miarę upływu czasu już coraz słabsza. Bo czas leci, a postępów brak. Tymczasem moich rówieśniczek do wzięcia ubywa w szalonym tempie, co nieuchronnie świadczy o tym, że dziewczyny jednak nie mają zamiaru czekać, aż ja doprowadzę swoją głowę do porządku, i pozakładają sobie rodziny z innymi. Cóż, brutalna prawda jest taka, że w życiu na wszystko jest określona pora i później będzie bardzo trudno nadrobić zaległości, jeśli coś nie wyszło w swoim czasie.

ShySe
 
 
The Trooper 

Wiek: 36
Dołączył: 03 Maj 2006
Posty: 113
Skąd: Wrocław
Wysłany: 19 Sierpień 2006, 11:41   

Cytat:
*lojalność ze strony partnera,
*zrozumienie,
*usmiech,
*przytulenie,
*akceptacja,
*wspolna zabawa, śmiech ale również i kłopoty,
*wiara, ze nie zostaniemy zradzone: fizycznie (mam tu na myśli zdradę w związku), emocjonalnie m.in. obgadane (i nasze sekrety nie ujrzą za sprawą faceta swiatła dziennego), poniżane czy niszczone itp.
*zaufanie i poczucie, które mówi "mogę ci wierzyć, nie oszukujesz mnie" itp.


No, Sil_ wybacz ale jakby Wam chodziło tylko o to to nie byłoby tego forum. Większość z tych rzeczy to jednak nawet ludzie nieśmiali potrafią dać. Ja jestem zdania, że dzisiaj ludzie nie wiedzą czego chcą. Wszechobecna komercja i pokazywanie ludziom jak mają żyć uczyniły z nich marionetki. A to facet nie pewny siebie to już się nie podoba bo spie***li jak Cię napadną, a to facet bez kasy też się nie podoba bo nie pójdzie codziennie na kolacje, a to facet nieumięśniony też się nie podoba no bo jak to się z takim pokazać? Bardzo dużo kobiet nie wie czego chce. Żeby nie być stronniczym powiem iż mężczyźni są tacy sami. A to ma za mały buist, a to za gruba, a to za nieśmiała. Mnie się już po prostu żygać tym chce. Nie, nie. Żadnych związków, mam dość tej machiny.
 
 
Sil_ 

Dołączyła: 28 Kwi 2006
Posty: 58
Skąd: Trójmiasto
Wysłany: 19 Sierpień 2006, 13:42   

Cytat:
No, Sil_ wybacz ale jakby Wam chodziło tylko o to to nie byłoby tego forum. Większość z tych rzeczy to jednak nawet ludzie nieśmiali potrafią dać.


Uważam, ze problem nieśmiałosci nie odnosi się tylko do relacji męzczyzna-kobieta (M-K), ale dotyczy zbioru różnych reakcji, czy zachowań oraz uczuć wzgledem wszystkich ludzi, czy najlepiej napisac całego społeczeństwa. A relacja M-K, jest tylko jedna ze składowych niesmiałosci. Ja generalnie nigdy nie doświadczałam zażenownia/nieśmiałosci w takich relacjach, chociaż uwazam sie za osobę nieśmialą. Dlatego tym bardziej nie zgadzam sie z Twoim punktem widzenia.

Wracając do definicji "poczucia bezpieczeństwa", oczywiście z punktu widzenia kobiety.
Może masz inne wyobrażenie definicji "poczucia bezpieczeństwa u kobiet", ok. Masz do tego prawo. Niemniej problem, który tu nakreśliłam jest jakby bardziej zróznicowany i złożony.Falktem jest, ze nakreśliłam pewne hasła, co nie znaczy, ze na tym kończy się pojmowanie tej definicji. Wymaga ona wyjasnienia.

Dla przykładu hasło: przytulenie
Wiesz, ilu mężczyzn (wszystkich! nie tylko nieśmiałych) ma problemy np. z przytuleniem dziewczyny/kobiety, ot tak? Problem bliskosci w zwiazku wychodzi nie na pierwszych randkach, kiedy zachwyceni jesteśmy partnerem, ale na przykład po pół roku. W większości domów rodzinnych nie praktykowano, nie rozwijano w ogóle potrzeby zachowania bliskosci np. ojciec nie całował mamę w policzek przy powitaniu, rodzice nie okazywali sobie czułości; dalej matka nie przytulała swojego syna, od kiedy ten skończył 5 latek; rodzice nie stworzyli wiezi miłosci w ogóle, a tylko wymagali. W rezultacie niektórzy mężczyźni nie nauczyli się, stąd tez i nie potrafią w ogóle uzewnętrzniac swoich uczuć, wewnątrz rozgrzani uczcuciem, na zwnątrz zimni jak lód, nie mogący się przelamac. Odtrącają partnerki, tudzież uwazają bliskośc za coś abstrakcyjnego, niepowaznego, czy zbędnego.
Oczywiście dotyczy to obydwu stron.
Dlatego slogan: "nie wiedzą czego chca", uważam za zbyt wielkie uproszczenie tematu.
 
 
The Trooper 

Wiek: 36
Dołączył: 03 Maj 2006
Posty: 113
Skąd: Wrocław
Wysłany: 19 Sierpień 2006, 13:59   

Cytat:
Falktem jest, ze nakreśliłam pewne hasła, co nie znaczy, ze na tym kończy się pojmowanie tej definicji. Wymaga ona wyjasnienia.


Chętnie przeczytam o wiele więcej na ten temat więc nie krępuj się. :wink:

Cytat:
nie potrafią w ogóle uzewnętrzniac swoich uczuć, wewnątrz rozgrzani uczcuciem, na zwnątrz zimni jak lód, nie mogący się przelamac


To cały ja. Mimo to moi rodzice okazywali sobie uczucia. Myślę jednak, że dość umiarkowanie. No może nie wszysko widziałem.

Cytat:
Może masz definicję "poczucia bezpieczeństwa u kobiet", ok. Masz do tego prawo.


Owszem. Mam i zaraz ją nakreślę.
Wg. mnie większość kobiet dzisiaj to kreacje stworzone przez komercyjne społeczeństwo czyli: muszę mieć pięknego mężczyznę na białym koniu, który niczego się nie boi i wszystko za mnie załatwi. Musi oczywiscie być dobrze zbudowany żebym mogła zabłysnąć przy innych kobietach itd. Muszę się czuć przy nim bezpiecznie czyli, koleś powienien potrafić przywalić drugiemu i wysztko umieć załatwić co sprowadza się do punktu 1 mojej definicji. W ogóle kobieta dzisiaj to taka machina, która w ogóle nie potrzebuje faceta gdyż sama radzi sobie doskonale. Znam troche takich ludzi (nic do nich nie mam - od razu mówię).

Powiecie, że mam kompleksy pisząc w ten sposób? Mam jak jasna cholera i dlatego mam dość związków i wolę być sam.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 14