Forum.nieśmiałość.net Strona Główna Forum.nieśmiałość.net
Dobra strona wszystkich, którzy odczuwają nieśmiałość

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
lęk przed wszystkim
Autor Wiadomość
Lily 

Wiek: 43
Dołączyła: 20 Lut 2005
Posty: 49
Skąd: Cieszyn, Kraków
Wysłany: 8 Kwiecień 2005, 15:32   lęk przed wszystkim

Często słyszę dobre rady na temat tego co mam ze sobą zrobić : idź tu, idź tam, idź do lekarza, do fryzjera, szukaj pracy, szukaj pomocy itp. Nie wiem jak mam to wszystko robić jeśli paraliżuje mnie strach. Doopóki jestem w domu da sie jeszcze wytrzymać, ale jak mam iść coś załatwić to dostaję ataku paniki - rozkręca się we mnie spirala strach, muszę iść do WC, mam płytki oddech, trzęsę się, boli mnie żołądek - typowe reakcje dla silnego lęku. I nie moge "zadbać o siebie", zrobić niczego dla siebie, bo nie jestem w stanie zwrócić sie do ludzi. Jest to tak trudne, że jak zaczynam się nad tym zastanawiać to mam uczucie że wszystko wali mi się na głowę, pojawiaja się tłumy myśli "a co będzie jesli", starch przed pytaniem na które nie będę przygotowana, przed negatywną oceną, przed upokorzeniem i ośmieszeniem. Od czasu do czasu zdarza mi się przemóc, ale to jest za rzadko by normalnie funkcjonować... Jednocześnie otoczenie wywiera na mnie coraz większą presję, uważając, ze jestem poprostu leniwa i mam złą wolę a nie problemy.
Zawsze byłam skrajnie nieśmiała, ale kiedyś byłam dzieckiem, a teraz jestem już dawno dorosła i życie stawia przede mną o wiele więcej wymagań. Do tego dochodzą innego typu problemy-w relacjach, ze zdrowiem, materialne. I wszystko jest zbyt trudne. Ludzie wydają mi się nieprzyjaźni i przerażający. Nie wiem czy kiedykolwiek coś się odmieni...
 
 
 
Fuerteventura 


Dołączyła: 04 Lut 2005
Posty: 32
Skąd: z Polski :P
Wysłany: 9 Kwiecień 2005, 20:31   

Takie życie musi być strasznie trudne...jeśli chciałabyś je zmienić myślę,że warto by było udać się do psychoterapeuty. Przy stanach lękowych bardzo skuteczna jest terapia poznawczo-behawioralna. Powodzenia! :-)
_________________
..:...::Carpe diem::..:..
 
 
Robe81RT 


Dołączył: 09 Kwi 2005
Posty: 134
Skąd: Gdansk
Wysłany: 9 Kwiecień 2005, 22:54   

Doskonale Cie rozumiem, bo mam tak samo. Lek przed kontaktami z ludzmi... wszyscy dla mnie sa nieprzychylni lub falszywi...ciagla presja otoczenia.
Kiedys ludzilem sie ze to sie wszystko zmieni... Ale tylko sie pogorszylo. Nowe obowiazki, problemy itp. Powoli zaczynam sie przystosowywac do tego jak jest teraz, bo nie moge ciagle mowic sobie ze za rok bedzie lepiej
 
 
 
Reimar 


Wiek: 37
Dołączył: 27 Mar 2005
Posty: 6
Skąd: Małopolska
Wysłany: 9 Kwiecień 2005, 22:57   

nudne...to zle okreslenie, w koncu inteligentni ludzie nigdy sie nie nudza. A po drugie ciezko sie odwazyc isc do psychoterapeuty.

To jest duzy problem przezywam cos podobnego, choc moze w troche lagodniejszej formie. Przed wizytami w urzedach czy tez gdzie indziej gdy ide cos zalatwic mam po prostu lekki stresik ale jak juz tam wejde to mi przechodzi. U mnie niesmialosc/strach pojawia sie gdy mam z kims porozmawiac na kim mi zalezy, no i oczywiscie z nieznajomymi na luzne/osobiste tematy, a z tematami takimi bardziej "sluzbowymi" nie mam za duzych problemow.
Jak sobie pomoc...hmm ja skonczylem czytac nie dawno teoretyczna czesc ksiazki: PHILIP G. ZIMBARDO "NIEŚMIAŁOŚC" w ktorej bardzo dobrze jest opisana niesmialosc. Przeczytaj ja to moze byc dobry poczatek, gdzies tu na forum jest link do jej sciagniecia, mozesz tez mi dac znac to ci ja przesle.

Potrzebny jest jakis impuls do zmian, np. druga osoba.
_________________
per aspera ad astra...
 
 
Robe81RT 


Dołączył: 09 Kwi 2005
Posty: 134
Skąd: Gdansk
Wysłany: 9 Kwiecień 2005, 23:05   

Cytat:
Przed wizytami w urzedach czy tez gdzie indziej gdy ide cos zalatwic mam po prostu lekki stresik ale jak juz tam wejde to mi przechodzi.


Wlasnie, najgorsze jest to co sie dzieje w glowie przed tymi wizytami.
Dlatego wiele rzeczy sie ciagle odwleka. A niektorym sie wydaje ze to przez lenistwo. Bo pozniej w trakcie to juz jakos idzie... raz lepiej, raz gorzej
 
 
 
Lily_
Gość
Wysłany: 10 Kwiecień 2005, 10:14   

No właśnie, odwleka się i nie przez lenistwo, ale ludzie w to nie wierzą. U mnie odwlekanie osiągnęło w końcu gigantyczne rozmiary. Z tą psychoterapią ciężko będzie, już próbowałam coś znaleźć. Bo w leki nie wierzę - może łagodzą lęk, ale nie dają motywacji ani nie uczą nowych zacowań, nie zmieniają sposobu myślenia.
Dzięki.
 
 
Gość

Wysłany: 12 Kwiecień 2005, 19:12   

Czytajac Twoja wypowiedz czulem sie jak gdyby ktos mnie opisal..
Mam dokladnie to samo, stres, lek, paraliz, ogarnia mnie wszedzie. Obojetnie czy jest to urzad miejski czy lekarz rodzinny, gorzej jest jeszcze gdy musze isc w nieznane mi dotad miejsce.
Otoczenie - cos okropnego, wczesniej kontakty z moimi znajomymi byly bardzo dobre, dzisiaj jest coraz gorzej, gdyz lat przybywa, a Oni widza ze ja dalej tkwie w miejscu i pierwsze co przychodzi na mysl to leniuch i 2 lewe rece - a takich ludzi sie przeciez nie ceni. Problem tkwi jednak w glowie, ale przeciez nie mozna tego mowic kazdej napotkanej osobie, bo raz ze ktos kto nie jest w takiej sytuacji raczej nie zrozumie, a dwa ze po prostu wyjdzie sie na posmiewisko, bo z takim mysleniem w takim wieku (21) to po prostu dziecinada - tak to pewnie oceniaja..
Nie wiem co robic, zostaja rodzice ktorzy zawsze pomoga, postaraja sie zrozumiec, doradza jak i pociesza, zostaje wiara w siebie, w swoje sily, ze w koncu trzeba sie za to zabrac, trzeba sie przeciwstawic itp..tylko ze to sie latwo mowi, gorzej jest juz z wykonaniem :(
 
 
Lily 

Wiek: 43
Dołączyła: 20 Lut 2005
Posty: 49
Skąd: Cieszyn, Kraków
Wysłany: 29 Lipiec 2005, 11:16   

No właśnie.
Tak mi się wydaje, że inne osoby które mówią, że są nieśmiałe wcale takie nie są. W końcu radzą sobie ze studiami, znajdują pracę, a ja co? Utknęłam w miejscu. I ogarnia mnie coraz większa niechęć do świata, ludzi, coraz bardziej tego wszystkiego nie lubię.
 
 
 
aniu 

Dołączyła: 07 Maj 2005
Posty: 78
Skąd: Warszawa
Wysłany: 7 Sierpień 2005, 22:55   

Mnie także zawsze wydawało się, iż osoby mówiące, że są nieśmiałe wcale takie nie są. Nie wiem czemu tak się dzieje- może nadmierna koncentracja na własnej osobie i wyolbrzymianie(skadinąd poważnej jednak) przypadłości powdoduje, że nie do końca jesteśmy w stanie "wczuć się" w przeżycia drugiej osoby i je zrozumieć. Może im większa nieśmiałość tym mniej empatyczności? Bo skoro najczęściej rozmyślam o tym że ja, mnie, mi....to zabieram miejsce dla innych osób. A przecież jak ktoś jest niesmiały, to nikt inny, jak drugi nieśmiały zrozumie go najlepiej, przecież ma podobne lęki i obawy i.t.p. Dwóm nieśmiałym osobom jest chyba znacznie łatwiej się zrozumieć z wiadomych powodów. No ale skoro, mi się wydaje, ze ja jestem nieśmiała, a inni nie, to za nic nie mogę się z nimi dogadać. I błędne i chore koło się zamyka i toczy się dalej. Cały czas..tylko ile tak można?

Co do odwlekania, to spokojnie mogłabym pracę doktorską o tym napisać. :) Choć strasznie mnie to rozwala. Właśnie mija połowa wakacji, a ja codziennie spoglądam na kartkę z numerem telefonu dentystki, do której miałam się zapisać na początku lipca.......bez komentarza
Wykonanie telefonu do obcej osoby przeraża mnie dużo bardziej i paraliżuje, niż spotkanie z nią w cztery oczy. Zbawieniem dla mnie byłoby załatwianie wszystkich takich rzeczy przez internet. Może kiedyś tego doczekam.........?Wiem, że to pójście na łatwiznę, ale do czasu jak się nie wyleczę, to chyba nie bedę w stanie normalnie fukcjonować.

Już nie jestem :( :( :( :( :( :(
 
 
hh 

Dołączyła: 02 Lut 2005
Posty: 263
Skąd: Ziemia
Wysłany: 8 Sierpień 2005, 11:48   

aniu... to pewnie podawanie ryby zamiast wędki, ale mając na uwadze dobro Twoich zębów, mogę zadzwonic i CIę umówić. naprawdę. podaj nr, nazwisko lekarza i terminy które Ci odpowiadają.
 
 
aniu 

Dołączyła: 07 Maj 2005
Posty: 78
Skąd: Warszawa
Wysłany: 8 Sierpień 2005, 13:43   

dzięki za dobre chęci. chyba jednak tym razem wyręczy mnie moja mama( jak całe życie z resztą :oops: ) pozdrawiam
 
 
mienthoffy 


Wiek: 37
Dołączył: 07 Sie 2005
Posty: 7
Skąd: wielkopolska
Wysłany: 8 Sierpień 2005, 13:47   

aniu napisał/a:
dzięki za dobre chęci. chyba jednak tym razem wyręczy mnie moja mama( jak całe życie z resztą :oops: ) pozdrawiam


Aniu :) próbowalas to zwalczyć? Jesli tak to prosze napisz mi w jaki sposób...:) z góry dzieki pozdro ;)
 
 
aniu 

Dołączyła: 07 Maj 2005
Posty: 78
Skąd: Warszawa
Wysłany: 8 Sierpień 2005, 14:25   

Odpisałam na Pw :)
 
 
pwl 

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 01 Lut 2005
Posty: 108
Wysłany: 8 Sierpień 2005, 15:38   

aniu napisał/a:
Mnie także zawsze wydawało się, iż osoby mówiące, że są nieśmiałe wcale takie nie są.

Nieśmiali na ogół są zbyt nieśmiali, żeby przyznać się, że są nieśmiali :) A tak naprawdę, to trudno określić granicę, która oddziela nieśmiałość od "normalności". Dla jednych ten problem dotyczy na przykład chłopaka, który w życiu radzi sobie dobrze, ale ma opory przed podejściem do dziewczyny, która mu się podoba. Inni z kolei stwierdzą, że jak ktoś skończył szkołę i ma pracę, to jest wolny od tej dolegliwości. I chyba rzeczywiście to czy ktoś uważa się za osobę nieśmiałą nie musi zależeć od tego czy rzeczywiście taki jest, ale może bardziej od tego jaki by chciał być? Świadczą o tym ankiety, których wyniki wskazują na to, że mniej więcej połowa ludzi ma ten problem. Przyznam się, że sam kiedyś bardzo nie lubiłem tego określenia, a teraz, kiedy wiele udało mi się z tym zrobić, nie przeszkadza mi ono. Niby nigdy nie było ze mną tak strasznie, ale przynajmniej część z opisanych w tym wątku objawów dotyczyła także mnie. Na szczęście znalazłem sposób na zwalczenie większości z nich, ale to już inna historia. Bardzo długa i trwa nadal... :)
 
 
Riva 

Dołączyła: 15 Sie 2005
Posty: 5
Skąd: pustkowia
Wysłany: 18 Sierpień 2005, 19:30   

Jak zobaczylam post Lily to tak jakbym o sobie czytala. Nie mam jednak az tak ostrych objawow fizycznych, odczuwam raczeje takie dretwienie miesni (nogi sie pode mna uginaja). Ale tez nie moge nic zrobic, powinnam odwiedzic urzedy, zalatwic pare spraw (juz dawno), pojsc do dentysty, kupic cos do ubrania, itd....i po prostu nie moge. Wieczorem sobie obiecuje, ze rano pojade i costam zalatwie, ale jak sie budze to juz nie jestem w stanie sie ubrac jak o tym pomysle. A jesli nawet, to potrafie pojechac, dojsc do budynku, po czym obejsc go dookola i wrocic do domu. I tez wszyscy maja do mnie pretensje.
Poza tym to zauwazylam, ze jak sie troche z ludzmi spotkam to od razu staje sie bardziej radosna i nawet potrafie zalatwic rzeczy z kategorii 'mniej strasznych'. Natomiast jak spedze troche czasu samotnie to zaczynam odczuwac lek caly czas. Na przyklad teraz mialam wlasnie angine, lezalam glownie w domu i w tej chwili boje sie nawet wyjsc do ogrodu, ze mne sasiedzi zobacza!! Ja wiem, ze to jest idiotyczne! I na dodatek kloce sie z tego powodu z mama, bo mnie prosila o zebranie prania a ja nie moglam sie przemoc by wyjsc to zrobic. Jutro musze wyjechac, bede musiala spotkac sporo ludzi, bo sie zobowiazalam. W tej chwili to chcialabym noge zlamac, zeby miec wymowke. A wiem, ze zapewne tam mi moj fatalny nastroj przejdzie, wroce do domu, przeczytam tego posta i az sama nie bede mogla uwierzyc, ze to ja pisalam :wink:
Niestety przez te moje strachy nie jestem w stanie niczego doprowadzic do konca: studiow, pracy itd :cry:
 
 
Wojciech 

Wiek: 35
Dołączył: 19 Sie 2005
Posty: 14
Skąd: Warszawa
Wysłany: 22 Sierpień 2005, 10:23   

Co do załatwiania spraw typu urząd, dentysta i w ogóle kontaktów z obcymi ludźmi to też miałem z tym duzy problem ale mogę powiedzieć ze w dość krótkim czasie przynajmniej czesciowo sie go pozbyłem. W moim przypadku pomogło mi bardzo to że zamieszkałem sam. Poczułem odpowiedzialność za siebie. Pomyślałem sobie że skoro jestem na tyle dorosły zeby mieszkać sam to musze sobie sam radzić we wszystkich tego typu sytuacjach.
Poza tym zauważyłem że bardzo pomaga w takich sytuacjach adrenalina. Można jej sobie dostarczyć chociażby przez wysiłek fizyczny przed załatwieniem danej sprawy. Człowiek od razu inaczej sie czuje, jest bardziej pewny siebie i w lepszym nastroju. Nawet zwykły spacer pomaga.
Najważniejsze aby nie siedziec w domu i nie roztrząsać tego ze mam gdzieś iść, nie układać sobie w głowie scenariuszy ani nie planować dokładnie co się powie. Im dłużej sie bedzie siedziało w domu i nad tym myślało tym trudniej sie bedzie przełamać. Najlepiej iśc "z marszu" żeby nawet nie było czasu sie zastanowić.
Myśle że dobrym sposobem może być też wzięcie ze soba dobrego kolegi/koleżanki. Przynajmniej ja tak mam że w obecności kogoś takiego zachowuje się dużo swobodniej rozmawiając z obcymi.
Czasem gdy już załatwiam kilka spraw z rzędu i się tak trochę rozkręcę to odkrywam że kontakty z obcymi ludźmi sprawiają mi nawet momentami przyjemność, a na pewno dają mi dużą satysfakcje. No i oczywiście im więcej doświadczenia zdobywam tym łatwiej przychodzi mi załatwienie tego typu sprawy za każdym kolejnym razem.
pozdrawiam.
 
 
 
DarkLord
Gość
Wysłany: 23 Sierpień 2005, 16:46   

hej!! kiedys tu pisalem i od tego czasu nic sie nie zmienilo praktycznie dalej mam lęki w kontatkach z ludzmi z otoczeniem, poza tym zauwazylem ,ze mam niska samoocene nie wiem jak to zmienic chce sprobowac terapii moze to cos da.w ogole ostatnio mialem sytuacje taka ze chcialem zagadac do dziewczyn pewnych i chociaz bylem z qmplem to i tak poczulem nagle silny lęk, naprawde to nieprzyjemne uczucie.. czulem sie jakbym byl na posmiewisko wystawiony heh nawet nie wiem skad to sie beirze zawsze tak mam..zatyka mnie i nie wiem co powiedziec mam uczucie zeby uciec jak najszybciej typowa fobia.Prosze powiedzcie mi co mam począc? czy zawsze musze sie nad soba uzalac.. czy terapia moze cos zmienic? wytlumaczcie mi jak ktos moze wplynac na zmiane mojej samooceny i tej "niesmialosci" czuje sie jak uposledzony. Jednak pewne przysłowie sie sprawdza swiat jest taki jakim go widzimy.
 
 
abe 

Wiek: 35
Dołączył: 28 Sie 2005
Posty: 6
Skąd: gdynia
Wysłany: 28 Sierpień 2005, 18:34   

hej wiem jak to jest idziesz ulicą myślisz sobie, a co mi tam, podchodzisz niby wszystko jest ok - ciągle sobie powtarzasz zrobię to , aż nagle na metr przed jeden głupi impuls , spojrzenie i zaczynasz zawracać. Najgorzej jak nie zawrócisz whoooooooo wtedy to już po tobie bo przecież musisz coś powiedzieć. I gdzie w tym momencie są ci moi mądrzy znajomi którzy twierdzą że " musisz się po prostu przemóc a reszta jakoś pojdzie " kit prawda. Jakoś pójdzie , ehe jasne, nie jakoś tylko oni sobie pójdą i będzie po wszystkim a ty musisz to przełknąć po raz kolejny. i Zastanawiasz się co jest powiedziałeś coś złego , miałeś złą mimikę twrzy .....
Apropos też myślałem żeby pójść na terapię - a co mi tam - nie zaszkodzi spróbować . Wkońcu to już się za długo ciągnie. A nóż wypracuje jakieś metody, które mi pomogą przezwyciężyć pewne rzeczy. Nie robiąc nic niczego nie osiągniesz. Więc mimo tych wszystkich potknięć próbuję dalej staram się przełamywać. Mam nadzieje że kiedyś to się skończy, że kiedys dla kogoś będzie to miało znaczenie, że ktoś to doceni.....



lily napisał/a:
"Często słyszę dobre rady na temat tego co mam ze sobą zrobić : idź tu, idź tam, idź do lekarza, do fryzjera, szukaj pracy, szukaj pomocy itp. "


MAM sugestię przestań ich słuchać , nie zastanawiając się nad niczym ważnym znajdż sobie coś co sprawia , że przestajesz myśleć o tym stosie niepotrzebnie zaprzątających ci głowę bzdur....niech to będzie pierwsza lepsza rzecz , która przyjdzie ci do gowy - mi pomógł rower : wychodzę z domu, zakładam słuchawki, wsiadam na rower i przez pół godziny mnie po prostu nie ma, z nikim nie muszę rozmawiać, nie muszę martwić sie o nic ważnego, po za tym żeby nie spaść..... po pół godziny jestem tak zmęczony, że nie mam siły o niczym myśleć - czas jakoś mija, ja nie zaprzątam sobie głowy bzdurami , a kto wie może któregoś dnia potrące jakąś fajną dziewczynę, rozwale rower i ktośmi bezinteresownie pomoże albo się zgubie i dojade do kolejnego miasta gdzie kto wie.
Chodzi mi o to, że siedzenie na tyłku i myślenie co mam zrobic , dlaczego , po co --- nic nie daje - i chyba każdy z nas to sprawdził --- więc zróbmy cokolwiek co stworzy nam możliwości ażeby ktoś albo coś nas zaskoczyło... NAPEWNO MASZ COŚ TAKIEGO CO WYPEŁNI CI CZAS

lily napisał/a:
"I nie moge "zadbać o siebie", zrobić niczego dla siebie, bo nie jestem w stanie zwrócić sie do ludzi. Jest to tak trudne, że jak zaczynam się nad tym zastanawiać to mam uczucie że wszystko wali mi się na głowę, pojawiaja się tłumy myśli "a co będzie jesli", starch przed pytaniem na które nie będę przygotowana, przed negatywną oceną, przed upokorzeniem i ośmieszeniem. "


W takich sytuacjach najlepiej po prostu wejść do klatki lwa. Ludzie którzy nie mają możliwości ucieczki ... czynią cuda ---------polecam książkę "Kto zjadł mój ser?" Spencera Johnsona przeczytanie zajmuje godzinkę a zmienia zdecydowanie punkt widzenia...

jim_tulip napisał w jednym z postów "wiem wiem łatwo powiedzieć" -- popieram

ALE SPRÓBOWAÆ TRZEBA -- POWODZENIA
_________________
abe
 
 
 
Julek 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 35
Dołączył: 02 Lut 2005
Posty: 524
Skąd: Poznań
Wysłany: 29 Sierpień 2005, 16:07   

Cytat:
MAM sugestię przestań ich słuchać , nie zastanawiając się nad niczym ważnym znajdż sobie coś co sprawia , że przestajesz myśleć o tym stosie niepotrzebnie zaprzątających ci głowę bzdur...
Nie zgadzam się ;) Takie coś powoduje (długofalowo) zwiększenie problemów wg. mnie. Większość tych rzeczy, co napisałeś, wydaje mi się nie rozwiązywać, ale komplikować problem.
Dzisiaj sam zagdałem do takich 2 całkiem sympatycznych dziewczyn i gadałem z nimi (!!!) 5 minut ;) Dostałem od nich przylepkę i wieszak do samochodu "Stop piratom drogowym" i wiedzę, w jakim kierunku się zmieniać :) Tak jakoś dziwnie mi się wydaje, że będzie coraz lepiej.
Julek
 
 
 
gal anonim
Gość
Wysłany: 29 Sierpień 2005, 21:32   

Po przeczytaniu paru postów odniosłem wrażenie jakby ktoś opisywał moje życie. Od dziecka jestem bardzo nieśmiały, a z upływem lat ten stan ulegał ciągłemu pogorszeniu.Podejrzewam u siebie fobię społeczną, a żeby tego było mało mam stany lękowe, nerwice i słaby żołądek przez co wszystkie napady lęku kończą się mdłościami. Z załatwianiem prostych urzędowych spraw, czy wyjściem na zakupy nie jest jeszcze tak tragicznie (chociaż stres mnie dopada), ale przy poważniejszych problemach kompletnie obezwładnia mnie strach, a głowę wypełniają myśli "a co ludzie pomyślą", "a co będzie jeśli coś źle zrobię", "napewno wszyscy będą się interesować moją osobą" itp. itd. Nachodzą mnie najczarniejsze i najbardziej pesymistyczne wizje. Już zawaliłem przez to studia na które miałem uczęszczać rok temu. Wszystko było w miarę OK do momentu aż wybił TEN dzień, kiedy trzeba było zebrać dupsko z łóżka, złapać walizkę w rękę i pojechać do akademika. Rano ogarnął mnie strach przed podróżą (zapomniałem dodać iż cierpię na chorbę lokomocyjną, która jeszcze bardziej mnie uziemia) i z miejsca pojawiły się dreszcze, mdłości a w końcu wymioty. Jak nie trudno się domyślić do szkoły nie pojechałem i trzeba było na szybcika załatwiać inną, która była bliżej domu (odpadał więc akadmik, czyli jedna z przyczyn lęków) i w dodatku w trybie zaocznym. Dobrze, że po znalezieniu tej nowej szkoły jakoś się przemogłem, bo w przeciwnym razie siedziałbym teraz we woju. Trochę się rozpisałem, ale chciałem pokazać na konkretnym przykładzie co się ze mną potrafi dziać. Obecnie mam 22 lata i nie wiem jak długo jeszcze pociągnę. O dziewycznie mogę pomarzyć, bo prędzej puściłbym kleksa w spodnie niż do jakiejś podszedł i zagadał. Na szczęście załatwianie mniej poważnych spraw jakoś mi się udaje, mam paru kolegów z którymi widzę się raz na 2 tygodnie (podczas zjazdów w szkole), ale to tylko namiastka prawdziwego życia. Jak pomyślę ile mnie ominęło (i jeszcze ominie) wspaniałych rzeczy właśnie z pwodu mojej nerwicy i nieśmiałości, to czarna rozpocz mnie ogarnia i ogólna depresja. Byłem u psychiatry (zaraz po tym jak nie pojechałem na tamte studia), ale rozmowa trwała tylko kilka minut i w sumie nic mi nie dała. Lekarz przepisał jakieś tabletki, a konkretnie Sulpiryd, po którym język stawał mi kołkiem więc szybko się do niego zraziłem (chociaż nie wiem czy przypadkiem efekt suchego języka i nudności nie był spowodowany całym tym strachem i nerwicą, która nie zdąrzyla jeszcze minąć - w końcu szukałem nowej szkoły heheh). Myślę teraz o ponownym wybraniu się do specjaisty, ale jakoś zbytnio nie wierzę w jego uzdrowicielską moc, nie wiem co ze mną będzie. Czy kiedykowiek założę rodzinę skoro przy każdym większym problemie ogarnia mnie paraliż, czy znajdę jakąś przyzwoitą pracę, co jak wiadomo wiążę się z ciągłym stresem i walką o lepszą posadę... Wcześniej wspomniałem o chorobie lokomocyjnej, która też jest wielkim problemem, bo stresy (których w końcu mi nie brakuje) szybko ją wywołują i zaczynam cięzko chorować. Cóż na razie staram się żyć z dnia na dzień...
 
 
abe 

Wiek: 35
Dołączył: 28 Sie 2005
Posty: 6
Skąd: gdynia
Wysłany: 30 Sierpień 2005, 20:23   

julek napisał/a:
"Nie zgadzam się ;) Takie coś powoduje (długofalowo) zwiększenie problemów wg. mnie. Większość tych rzeczy, co napisałeś, wydaje mi się nie rozwiązywać, ale komplikować problem."


Fajnie byłoby gdybyś sprecyzował z czym się nie zgadzasz :) ... może nawiązałaby się jakaś rozmowa...

Wydaje mi się, że moje rozwiązanie jest lepsze od siedzenia i czekania na ... no właśnie na co...

Po drugie , nie zgadzasz się , a ...

julek napisał/a:
"Dzisiaj sam zagdałem do takich 2 całkiem sympatycznych dziewczyn i gadałem z nimi (!!!) 5 minut Dostałem od nich przylepkę i wieszak do samochodu "Stop piratom drogowym" i wiedzę, w jakim kierunku się zmieniać Tak jakoś dziwnie mi się wydaje, że będzie coraz lepiej. "


czyli poszedłeś za moją radą - zamiast przejść obojętnie wszedłeś do klatki lwa . Wkońcu podszedłeś i zagadałeś... Zajęło to 5 minut ale nie ważne, stworzyłeś sytuacje , która moim zdaniem mogła spowodować bardzo wiele , wywołać jakiekolwiek emocje u Ciebie. Stworzyłeś sobie szansę na to żeby coś zmienić. I to jest ważne. Gdybyś bowiem nie podszedł do nich sytuacja byłaby całkowicie zamknięta a tak istnieje możliwość, że przy następnym spotjkaniu będziecie mieli o czym porozmawiać. To 5 minutowe spotkanie będzie powodem dla którego powiecie sobie cześć. I coś się dzieje... W ten sposób właśnie stwarza się okazję. I w tym moim zdaniem kryje się główny problem nieśmiałych - zamiast postawić krok naprzód rozmyślamy co się może stać i nie chwytamy nadarzającej się okazji. Co za tym idzie mamy o to do siebie pretensje i co więcej ciężko nam przychodzi wygadać się przed kimś więc tłamśimy to w sobie. I w ten sposób nakręcamy sami swoje problemy.

Więc dalej się nie zgadzasz??????? :)
_________________
abe
 
 
 
Julek 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 35
Dołączył: 02 Lut 2005
Posty: 524
Skąd: Poznań
Wysłany: 31 Sierpień 2005, 09:39   

Przepraszam, że odpisuję teraz, wczoraj bardzo byłem zainteresowany rozmową na czacie, skończyłem o 2-giej i już wtedy wolałem się położyć... Wczoraj wieczorem małem jeszcze "trudniejsze" przeżycie, zagadałem do dziewczyny, i chociaż czas rozmowy (gdzieś 5 minut ;) ) był podobny, to jednak wydaje mi się, że sporo więcej było czynników "utrudniających" (skojarzenie z poprzednim "podrywem", który spowodował prawie traumę ;) , dziewczyna przyszła do parku, żeby przemyśleć problemy ze swoim _chłopakiem_ ;) ), było całkiem śmiesznie, chociaż nie biorę za bardzo pod uwagę, że chciała tylko mi zrobić przyjemność ;) No, ale nie od razu Rzym zbudowano :)
abe napisał/a:
Fajnie byłoby gdybyś sprecyzował z czym się nie zgadzasz :) ... może nawiązałaby się jakaś rozmowa...
Nie podoba mi się ten tekst o "wypełnianiu czasu", to jest uciekanie od problemów i tworzenie coraz większych przeciwnośći w sobie. Na razie nie będę się rozpisywał, o co mi chodzi, może już za kilk dni :)
Taka najważniejsza rzecz: piszesz o "wejściu do klatki lwa"... Ja jestem pod tym względem jakoś dosyć tchórzliwy, od czasu tamtej traumy mam duże trudności ze zrobieniem czegoś, co mi się wydaje jakimś dużym "skokiem", co jest ryzykowne. Ja zagadałem i wtedy i tym razem już nie bojąc się tak bardzo, że się poczuję winny, ale bardziej przez to, że będzie mi głupio, że ta dziewczyna straciła przeze mnie czas albo po rozmowie ze mną może mieć gorszy nastrój, niż przedtem (bo moje umiejętności nie są jeszcze zbyt wielkie ;) ). Jak dla mnie taka sytuacja, że i w przypadku, kiedy zagaduję i kiedy nie zagaduję, czuję się gorzej, jest tragiczna ;) i COŚ musi ją POWODOWAÆ, pewnie coś GŁĂŠBIEJ. Trzeba dojść do tego, CO to powoduje i zrozumieć to ;) Albo (tekst z czata): po co nieśmiałym partner, jeśli i tak by nie wiedzieli, co z nim zrobić? :) Najwżniejsze to mieć SPÓJNĄ koncepcję, przemyślaną ze WSZYSTKICH stron :)
Cytat:
Wydaje mi się, że moje rozwiązanie jest lepsze od siedzenia i czekania na ... no właśnie na co...
Tego to ja nie wiem, ale chyba tak...
abe napisał/a:
czyli poszedłeś za moją radą - zamiast przejść obojętnie wszedłeś do klatki lwa . Wkońcu podszedłeś i zagadałeś... Zajęło to 5 minut ale nie ważne, stworzyłeś sytuacje , która moim zdaniem mogła spowodować bardzo wiele , wywołać jakiekolwiek emocje u Ciebie. Stworzyłeś sobie szansę na to żeby coś zmienić. I to jest ważne. Gdybyś bowiem nie podszedł do nich sytuacja byłaby całkowicie zamknięta a tak istnieje możliwość, że przy następnym spotjkaniu będziecie mieli o czym porozmawiać. To 5 minutowe spotkanie będzie powodem dla którego powiecie sobie cześć. I coś się dzieje... W ten sposób właśnie stwarza się okazję. I w tym moim zdaniem kryje się główny problem nieśmiałych - zamiast postawić krok naprzód rozmyślamy co się może stać i nie chwytamy nadarzającej się okazji. Co za tym idzie mamy o to do siebie pretensje i co więcej ciężko nam przychodzi wygadać się przed kimś więc tłamśimy to w sobie. I w ten sposób nakręcamy sami swoje problemy.

Więc dalej się nie zgadzasz??????? :)
(będę odpowiadał na Twoje zdania w kolejności) Tak jak pisałem, ten strach nie był duży i przede wszystkim chodziło o troskę o dobry humor rozmówczyni ;) Może niektórzy nie boją się skoków przez prepaść, ale jeszcze ja nad tym musiałbym popracować. No, emocji kilka się pojawiło, chociaż nie za dużo ;) Ale ważne, że wstyd był prawie niezauważalny. A co do tego "poznania" ich, to z tym mam duże problemy - często mi się kojarzy, że jak się z kimś poznałem, to onnie ma już zamiaru spotykania się ze mną i m.in. przez to trochę bałem się wczoraj pójść do tego samego parku ;) Jeśli chodzi o dalsze, to nie zgadzam się, wg. mnie ZROZMIENIE problemów jest ważniejsze od działania na siłę.
 
 
 
Lily 

Wiek: 43
Dołączyła: 20 Lut 2005
Posty: 49
Skąd: Cieszyn, Kraków
Wysłany: 18 Październik 2005, 23:33   o proszę

tyle ciekawych odpowiedzi na mojego posta a ja wcześniej nie czytałam :)
 
 
 
grzes907 


Wiek: 34
Dołączył: 19 Paź 2005
Posty: 13
Skąd: Kraśnik
Wysłany: 19 Październik 2005, 00:33   

mam ten sam problem co ty :Lily i z powodu tych problemow nie akceptuje samego siebie. jest mi z tym bardzo ciezko, czuje sie jak by moje zycie to byl jeden wielki dół :cry:
_________________
gfoto.htw.pl
 
 
 
Lily_ 

Dołączyła: 17 Sie 2019
Posty: 1
Skąd: Kwiatowy Zakątek
Wysłany: 19 Sierpień 2019, 11:11   

Widzę, że od założenia tego wątku upłynęło już sporo czasu, ale może uda się go przywrócić ;) (pozdrawiam moją imienniczkę, która go założyła ;) ).

W porównaniu z niektórymi mój problem nie jest aż tak nasilony, ale doskonale rozumiem o czym mówicie.
Jestem nieśmiała od zawsze, w przedszkolu, szkole, liceum...w końcu życiu dorosłym.
Nawiązywanie nowych znajomości zawsze było dla mnie mega wyzwaniem.

Pisaliście o rozmowach przez telefon... Dla mnie telefon zawsze był potworem. Kiedy kilka dobrych lat temu znalazłam się w pracy biurowej rozmowy telefoniczne niestety stały się codziennością. Kilka razy zdarzyło mi się zawalić cos, bo chcąc jak najszybciej skończyć rozmowę nie dopytałam o kilka ważnych rzeczy. Dostałam przez to konkretny opierdziel od szefowej (przy wszystkich pracownikach), co dodatkowo pogłębiło moją złą samoocenę. Telefon zawsze oddawałam koleżankom pod jakimś pretekstem. A gdy w czasie urlopu musiałam zostać sama w biurze, każdego wieczoru czułam strach przed następnym stresującym dniem. Do tej pory pamiętam ten dźwięk dzwonka telefonu i panikę, że znowu coś zawalę i ktoś źle mnie oceni.
Teraz już jest lepiej. Założyłam własną wymarzoną działalność, ciągle załatwiam urzędowe sprawy. Ale w dalszym ciągu czuje strach, gdy dzwonię do klienta lub urzędu, czasem zdarza mi się to też odwlekać. Teraz już się mobilizuję, dzwonię i załatwiam, bo wiem że na tym etapie swojego życia i kariery nie mogę i nie chce (!!!) pozwolić sobie na ucieczkę. Ale wciąż czuję strach i tę cholerną nieśmiałość ;( Chciałabym zacząć żyć normalnie jak każdy, bez wcześniejszego układania rozmowy w głowie czy pisania na kartce co mam powiedzieć, to strasznie mnie już meczy :(

Najpierw trzeba zaakceptować siebie, bo niskie poczucie własnej wartości powoduje nieśmiałość. Ale jak zaakceptować siebie skoro ludzie na każdym kroku wypominają Ci kompromitujące cechy Twojego wyglądu, stanowiące dla Ciebie największy kompleks? A, gdy chcesz powiedzieć komuś, że cię to rani, nieśmiałość osiąga stan krytyczny ... Słyszę tylko swoje myśli, ale nie mam odwagi ich wypowiedzieć...I koło się zamyka. Niskie poczucie własnej wartości powoduje nieśmiałość, a nieśmiałość powoduje małą asertywność i strach przed odrzuceniem.
Nieśmiałość blokuje mnie totalnie. Ciężko mi odnaleźć się wśród obcych ludzi, trudność sprawia mi nawiązywanie nowych znajomości, bo każdy nowo poznany zawsze śmieje się z moich "ułomności", co powoduje żal i chęć ucieczki przed światem ;(
Może ktoś, kto to czyta zna jakiś złoty środek, który pomógł by się z tym uporać?

Pociesza mnie fakt, że są na świecie ludzie z podobnymi problemami. Do niedawna myślałam, że moja "dziwność" jest tylko moja ...
Na ogół naśmiewano się z mojej nieśmiałości, wskazując problemy innych ludzi jako te znacznie większej wagi.
"Czemu siedziałaś tak cicho i nic nie mówiłaś?" - standardowe pytanie po dużych spotkaniach rodzinnych :p . I to poczucie beznadziejności, że wszyscy potrafią rozmawiać bez oporów, a ja nie...
Do tej pory głupio czuje się, gdy mówię o swoich "problemach", przecież inni mają je znacznie gorsze, więc nie mam prawa narzekać.
Jestem osobą szczęśliwą. Do szczęścia wystarczy mi poranny smak kawy, zapach lilii, słońce i letni wiatr. Może jest gdzieś jakiś magiczny sposób na pokonanie nieśmiałości, bo tylko ona mi tu bruździ ... Tak bardzo jej nie lubię ;(

Pozdrawiam wszystkich nieśmiałych :564:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,43 sekundy. Zapytań do SQL: 13